poprzedni artykułnastępny artykuł

Recenzja Konceptu: "Zniewolony" – Co to znaczy być niewolnikiem?

Wyobraź sobie: prowadzisz stabilne życie, masz szczęśliwą rodzinę, dwójkę wspaniałych dzieci i ładny dom. W jednym momencie zdarza ci się zaufać niewłaściwym ludziom. Budzisz się w kajdanach, nikogo nie obchodzi, jakie życie wiodłeś wcześniej. Teraz jesteś niczym więcej jak narzędziem, własnością – niewolnikiem. Solomon Northup zarabia na życie grą na skrzypcach, jest znany, poważany i wiedzie ustabilizowane życie u boku żony. Przez chęć zarobienia niezłych pieniędzy na dodatkowych koncertach, wyjeżdża z rodzinnego miasta, zostaje porwany i sprzedany jako niewolnik. Nikogo nie obchodzi to, kim był wcześniej. Solomon trafia do świata, w którym jedynym prawem jest wola białego pana, a jedynym wymiarem sprawiedliwości – bat. Człowiek, który wcześniej grywał na wystawnych przyjęciach, trafia na plantację bawełny, stając się własnością ludzi pozbawionych skrupułów i jakichkolwiek zahamowań moralnych. Dla nich niewolnictwo jest czymś normalnym, dla niego koszmarem, który trwa przez 12 lat. „Zniewolony” to kolejny z serii amerykańskich filmów o rzeczach „ważnych i wzniosłych”. Nie tak dawno w kinach mogliśmy oglądać „Kamerdynera” i trudno zaprzeczać, że filmy te są w jakich sposób podobne, nie tylko dlatego, że traktują o losie czarnoskórych Amerykanów. W obu filmach głównym bohaterem jest tragiczna postać, która próbuje sobie poradzić z otaczającą ją rzeczywistością. „Zniewolony” jest jednak zdecydowanie bardziej brutalny, okrucieństwo białych plantatorów jest pokazane dosłownie. Film bez wątpienia daje do myślenia i pozwala z satysfakcją zdać sobie sprawę z tego, że takie problemy zachodnia cywilizacja na szczęście ma już za sobą. Pewnie robiłby jeszcze lepszy efekt, gdyby nie to, że jest niesamowicie przeciągnięty. Nie wiem, czy twórcy tak bardzo byli zachwyceni zachodami słońca na planie filmowym, ale widza zaczyna to męczyć przynajmniej od drugiej godziny filmu. Nie wspominając już o przesadzonych scenach, gdzie Solomon po prostu patrzy w jedno miejsce… Trudno zaprzeczyć, że Chiwetel Ejiofor w roli Solomona odwalił kawał dobrej roboty, krytycy chwalą też Lupitę Nyong’o, która z wielkim zaangażowaniem zagrała Patsey. Bawi natomiast rola Brada Pitta, który pojawia się w kilku scenach tylko po to, by wygłaszać wzniosłe morały o tym, że niewolnictwo powinno być zniesione. Film zachwycił komisję oscarową, można się z nimi zgadzać lub nie – moim zdaniem warto obejrzeć „Zniewolonego”, żeby mieć własne zdanie na jego temat. Ale z całą pewnością nie jest to film na spokojne weekendowe popołudnie z paczką popcornu. Jeśli ktoś chce go zobaczyć, musi być świadomym konsekwencji – trudno po nim iść na romantyczną randkę. Zniewolony, USA 2014, reż. Steve McQueen

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...