poprzedni artykułnastępny artykuł

W labiryncie informacji

Pierwotnym przeznaczeniem serwisów informacyjnych jest przekazywanie faktów, przedstawianie wydarzeń minionych celem poinformowania szerokiego grona odbiorców o ważnych wydarzeniach w okolicy, kraju i na świecie.

Truizm, ale przyglądanie się temu co dzieje się w mediach skłoniło mnie do napisania takiego przypomnienia. Odbiorcy generują popyt na informacje, który w prostym równaniu biznesowym przekłada się na podaż konkretnych treści. Mam nadzieję, że niewiele osób będzie zaskoczonych informacją, że media to przestrzeń biznesowa nastawiona na zysk. Ludzie tam pracujący chcą zarobić i pieniądze są ważnym czynnikiem (miejmy nadzieję, że w przypadku większości dziennikarzy nie jedynym) regulującym tą branżę. Za pieniądze można sprzedać informację, za te same pieniądze można kupić jej przemilczenie. Fabrykowanie “faktów” na zlecenie (i za pieniądze) też nie należy już do Matrixa. 

Ocean informacji

W przeszłości codziennym widokiem byli kurierzy sprzedający gazety. Z gazetą w ręku siadało się na fotelu, przystawało się na ulicy, brało się ją do toalety i okupowało się ją ciut dłużej jeżeli artykuł przykuł uwagę. Z biegiem lat wynalezienie radia, a potem telewizji, zabrało ludzi spod kiosków i z toalet na kanapy, wprost na kolejne wydania wiadomości. Następnie, niedługo po przełomie tysiąclecia, w 2007 roku, na rynek trafił pierwszy iPhone (nie jest to pierwszy smartfon, ale dla uproszczenia posłużyłem się przykładem produktu z osławionym nadgryzionym logo). W erze smartfonów i ogólnodostępnego internetu dryfujemy w morzu dostępnych treści. Jeszcze nigdy w dziejach ludzkości informacja nie była tak powszechnie dostępna. Fake news, manipulowanie informacjami, clickbait, stronniczość nie są terminami obcymi dla ludzi przeglądających portale informacyjne. Jak się odnaleźć w zawiłościach medialnego labiryntu? 

Spośród licznych cech ludzkich, przy okazji rozważań o mediach, warto zauważyć chęć do pozyskiwania informacji dla nas ważnych i bycia poinformowanym. Lubimy mieć rację, a na odmienne zdanie wiele osób reaguje złością lub nawet agresją. Przykładu nie trzeba daleko szukać, ot na przykład odwieczny spór przy ulicy Wiejskiej. Legenda głosi, że urządzenie sali odpowiadające scenie teatralnej i widowni nie jest przypadkowy. Publicznością tego spektaklu nie są jednak politycy, publikę stanowi społeczeństwo, a ci pierwsi są pięknym odbiciem tego, jak różne są opinie w jednym narodzie na wiele kluczowych spraw. Skąd bierze się ta polaryzacja? Skąd zjawisko skrajnie odmiennych przekonań na te same palące kwestie w czasach, gdy ludzie mają prawie jednakowy dostęp do źródeł informacyjnych? Wspomniałem już, że media to gałąź biznesu? 

Argument ostateczny

Popularnym sposobem na potwierdzenie głoszonej tezy jest odwołanie się do autorytetu. Poparcie swojego zdania opinią osoby biegłej w danej dziedzinie uwiarygadnia osąd. Jeżeli człowiek spędził większość swojego życia na zgłębianiu wiedzy w swojej specjalizacji, to  najpewniej ma rację w sprawach z nią związanych. Naturalną koleją rzeczy jest, że taka osoba ma swoje zdanie w innych obszarach życia. Niepokojące jest z kolei zjawisko polegające na bezkrytycznym przyjmowaniu opinii naukowca w sprawie nie związanej z jego dziedziną specjalizacji. Czy doktorat lub profesura daje przepustkę do wszechwiedzy? Naukowiec nie ma obowiązku znać się na wszystkim, a dla nas dobrą praktyką jest zastanowić się zanim przyjmiemy cudzy pogląd. Poza długoletnimi studiami status autorytetu można zdobyć zaskarbiając sobie uznanie ludzi. W tym momencie na scenę wkraczają na przykład celebryci. Mogą mówić co chcą, głupoty także, a z jakiegoś powodu ludzie, ich fani, wierzą w to jak w prawdę objawioną, bezkrytycznie. To, że są rozpoznawalni nie czyni ich mądrzejszymi. Ludzki umysł lubi chodzić na skróty i czasami warto zatrzymać się i zastanowić, czy nie wpadamy w ten rodzaj pułapki.

Polityka i biznes

Polityczność środków przekazu nie jest tajemnicą. Niektóre portale otwarcie deklarują przychylność jednej ideologii. Tematy okołopolityczne otrzymały już łatkę śliskich. Jednym ze sposobów poruszania się po grząskim gruncie informacji związanych z polityką lub ideologią jest czerpanie z opinii pochodzących z przeciwnych obozów. Zestawienie relacji dziennikarskich ze sprzecznych ideowo obozów pomaga uzyskać szerszy obraz sprawy. Ludzie mają tendencję do przemilczania niewygodnych faktów, nawet jeżeli te są istotne. Rzetelność dziennikarska wymaga obiektywnego opisu wydarzeń, ale nie ma co się łudzić i wierzyć w utopię. Tak po prostu się nie dzieje, rzetelności polskim mediom brakuje, a czasami w ogóle nikt się nią nie przejmuje. Mając dostęp do informacji, których dostawca zajmuje się naginaniem rzeczywistości w korzystny dla siebie sposób, musimy podjąć decyzję, czy odpowiada nam bycie manipulowanymi, czy też zależy nam na wyrobieniu sobie własnego zdania w oparciu o pełny obraz wydarzeń. Spotkałem się z następującą metodą. Ważne wydarzenia są komentowane przez wszystkie media. Wybieramy sobie kilka źródeł, ważne jest aby reprezentowały odmienne obozy ideowe i zestawiamy sobie prezentowany bieg wydarzeń. To co jedni wynieśli do rangi cudu, przeciwnicy ściągną do ziemi punktując za uchybienia i złoty środek. To co się stało naprawdę, będzie zatem łatwiejsze do wyłapania.

Poza dziennikarzami dostarczaniem informacji do konsumenta zajmują się ludzie od marketingu. Wszechobecna reklama. Każdy reklamuje swój produkt jako najlepszy i niezbędny do życia, dużo lepszy niż oferuje konkurencja. Reklama dźwignią handlu, to w sumie normalne. Jest też ciemna strona marketingu. Pod płaszczykiem nauki, szczytnych celów lub troski o dobro konsumenta oferuje się produkt lub ideę. Przekonać ludzi, że istnieje problem, pokazać, że można problemowi zaradzić, sprzedać narzędzie do rozwiązania tego problemu. Typowy proces biznesowy. Wszystko jest zgodnie ze sztuką robienia dobrego biznesu do momentu, aż problem jest kreowany sztucznie lub przedstawione rozwiązanie zawiera ukryte i szkodliwe następstwa. Jak rozpoznać, że ma się do czynienia z manipulacją faktami? Zgłębienie poruszanego w reklamie problemu może odsłonić niewygodne dla reklamodawcy informacje i rzucić światło na miejsca, w których rzeczywistość jest zakłamywana. Wymaga to jednak inwestycji czasu. Czy stać nas na taką inwestycję? Najczęściej nas nie stać, ale można wówczas poszukać ludzi, którzy zajmują się tym hobbystycznie lub zawodowo i chętnie dzielą się swoimi ustaleniami. 

Słowna zupa
Wisienką na torcie, niestety paskudną w smaku, podobnie jak cały tort nierzetelnych informacji, są fake newsy i clickbaity. Pierwsze przekłamują rzeczywistość siejąc zamęt w głowach ludzi. Kiedyś dezinformacją zajmował się wrogi wywiad, a jeżeli wrogi, to nie zależało mu na dobru odbiorców. Sieć jest zalewana różnej maści informacjami, których celem jest wprowadzanie w błąd. Wierząc we wszystko co przeczyta się w sieci szybko zatraca się kontakt z rzeczywistością, a głowa jest zajęta analizowaniem fikcji przeplatanej ze znikomą ilością wydarzeń rzeczywistych. Clickbait też można podpiąć pod fake newsa. Przyciągający uwagę tytuł obiecuje dostęp do wyjątkowo interesujących informacji, a zamiast tego otrzymuje się bezużyteczną paplaninę, rozdmuchaną do rozmiarów artykułu pojedynczą informację wyrwaną z kontekstu. Na kliknięciach się zarabia. Jeżeli ktoś lubi być wodą na młyn dla brukowców jego wola, jeżeli nie to proponuję zasadę, że będąc kilkukrotnie oszukanym przez portal, co do zawartości interesującego nas artykułu, zrezygnować z jego dalszego użytkowania. Myślę, że miłym zaskoczeniem byłby wzrost jakości treści oferowanych przez portale, które jeszcze nie utraciły grona odbiorców. Marzenia, ale warto jakieś mieć.

Artykuły z tej samej kategorii

Mniejsze zło to nie religia

Czy wiesz, co łączy szczepienia, edycję genu i nową erę człowieka? Poddaj się refleksji nad szansami, ryzykiem i granicami,...

Zasięg ściemy

Ile razy miałeś tak, że szukasz czegoś w Internecie i zanim znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie, klikasz w kolejne...

Z zamiarem wysokich lotów

Początek Nowego Roku to zawsze czas stawiania sobie celów i wyznaczania marzeń. Czy jednak zdołamy je zrealizować? Spróbuj być...