poprzedni artykułnastępny artykuł

Ballada wagonowa – koleją po Syberii

Podróżnik od turysty różni się tym, że jedzie w świat, by go zrozumieć – tego drugiego motywuje przede wszystkim chęć odpoczynku. Turysta w trasie pragnie komfortu, podróżnik stawia sobie wyzwania, którym sprostanie może okazać się przygodą życia.

Wagon trzecia klasa, czyli plackarta. Koszt przejazdu z Moskwy do Irkucka – niecałe 100$. I choć od moich 5000 km w Kolei Transsyberyjskiej minęło już pięć lat, to do tej podróży i ballady napisanej z jej współtowarzyszami wracam w myślach szczególnie często.

DZIEŃ 1

Irinka mieszka na Uralu. Widać, że podróże plackartnym nie są jej obce. Wie, że w dzień upał jest tu nie do wytrzymania, a w nocy zimno jak w chłodni. Na początku zerka na mnie nieufnie, ale szybko znajdujemy wspólny język. Z Irinką gramy w bukwy. Znacie? Podobnie jak szubienica, z tym że bez szubienicy i wyrazy nie mogą być trudne. Dziadek Irinki Jurij służył w Afganistanie i ma czterdziestoletnią wołgę, której zdjęciami chwali się nam średnio co trzy godziny. Jest jeszcze babcia Lena, która za nic w świecie nie jest w stanie zrozumieć, paczemu turysty iz Polszy nie wzięli sobie klimatyzowanego wagonu sypialnego.


DZIEŃ 2

W plackartnym nie ma prysznica, papieru, mydła. Żeby woda z kranu pociekła, trzeba konkretnych zręczności manualnych. Człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego, potrzeba jedynie odrobiny suchego szamponu i kilku paczek mokrych chusteczek. Tego uczy mnie babcia Ałła. Jedzie do Krasnojarska na zabieg. Wy narzekacie na naszą służbę zdrowia, a tu ludzie jeżdżą do lekarza po 2000 km! I choć Ałła na wizytę czekała ponad 2 lata, to nie traci pogody ducha.

DZIEŃ 3

Stacja Jekaterinburg. Do plackartnego numer 15 dołącza carski oficer. Stukając obcasami, w mundurze z epoletami, obdarowuje mnie głębokim, powłóczystym spojrzeniem… A ja taka niewyjściowa w tym spoconym T-shircie!

– Sasza – mówię na powitanie.

– Sasza – odpowiada mi carski oficer.

Chciałam, jak ta Anna Karenina, rzec rezolutnie oczeń prijatna, ale brakło mi odwagi. Ałła zagaduje Saszeńkę:

– Trzy miesiące w szkole odsłużone, kurs oficerski zrobiony, teraz do domu wreszcie jadę – recytuje zapytany, a potem milknie i nie odzywa się przez następną dobę, aż do Nowosybirska. Zero książki, gazety, martwy wzrok utkwiony w tajgę za oknem.

Wtem, po kilku godzinach obserwowania mojego Saszeńki, doznaję olśnienia. Poczęstuję go bananem!

– Saszka, banana budiesz?

– Nu, można – odpowiada.


DZIEŃ 4

Siedząc w pędzącej przez Syberię saunie, szukasz rozrywek. Osobiście proponuję rotacyjne drzemki. Można też coś pojeść. Gdy pociąg w końcu się zatrzyma, a czasem trzeba na to czekać i siedem godzin, ruszamy na błyskawiczne polowanie. Na peronach babuszki z siatami zaopatrzone są lepiej niż niejedna warszawska knajpa.


DZIEŃ 5

Sasza wysiada w Nowosybirsku, bez słowa. Dla odmiany na jego miejsce wskakuje kolejny Aleksandr, wygadany intelektualista. Razem z kilkunastoma kumplami ma spływać katamaranami po syberyjskich rzekach. Z Saszą 2 rozmawiamy o życiu na Syberii, o armii, a bimber zapijamy herbatą. To w tej ekipie jest niejaki Zieliński. Skośnooki mężczyzna nieoczekiwanie zagaduje mnie po angielsku. Po angielsku!

– Czy Zieliński to w Polsce popularne nazwisko? – pyta znienacka.
– Tak, bardzo – odpowiadam, a Zieliński zaczyna opowiadać o swoim dziadku Polaku.

Azjatycką urodę Zieliński odziedziczył po matce, stuprocentowej Buriatce. Wprawdzie on sam nigdy w Polsce nie był,
ale ojciec dużo mu o kraju przodków opowiadał. Takich historii jest na Syberii wiele. Wśród kumpli Saszki 2 jest zresztą Fiodor Sikora. Obaj maglują mnie z historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów i bestsellerów Sapkowskiego.


DZIEŃ 6

Po całonocnym gulaniu budzi mnie dźwięk gitary. Akustyczny aranż „Podmoskiewskich wieczorów” stawia na nogi lepiej niż podwójne espresso. Śpiewamy tak: trochę oni, trochę ja, trochę po rosyjsku, trochę po polsku. W końcu dojeżdżamy do Irkucka, ja wysiadam, ale pociąg będzie jechał jeszcze kilka dni, bo przystanek końcowy to, oddalony o kilkaset kilometrów od granicy z Koreą Północną, Władywostok.

Zmęczenie? Okrutne. Doświadczenie? Życiowe! Plackarta to Rosja w pigułce, a jej pasażerowie – dokładnie jak ich mateczka. Nie zawsze zrozumiali, wykończeni ustrojem.


Może kolejną balladę napiszemy wspólnie?

Artykuły z tej samej kategorii

Dzień Niewidzialnej Pracy

Pracą niewidzialną nazywamy wszelkie aktywności wykonywane w ramach rodziny i wolontariatu. Co roku w pierwszy wtorek kwietnia mamy niepowtarzalną szansę na to, by dostrzec...

Afryka dzika?

„To istny ocean, osobna planeta, różnorodny przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy – Afryka”. Tak Ryszard Kapuściński ze znanym sobie...

Niezwykłe barwy wielokulturowej Malezji

Niezwykłe dziedzictwo kulturowe Malezji sprawia, że nawet najbardziej wymagający podróżnicy potrafią odnaleźć w niej coś absolutnie niezwykłego. Na wyjątkowość tego kraju składa...