poprzedni artykułnastępny artykuł

Zygmunt „Muniek” Staszczyk o 40-leciu istnienia zespołu T.Love

Fani zespołu T.Love mają powody do zadowolenia. Grupa, która w tym roku świętuje 40-lecie, wznowiła działalność po blisko sześcioletniej przerwie. W legendarnym składzie, znanym z albumu King, rozpoczyna trasę koncertową i promocję płyty Hau! Hau!.

Kamil Kijanka: Nie będę zbyt odkrywczy, ale muszę zacząć od tego pytania. Jak zdrowie?

Zygmunt „Muniek” Staszczyk: Bardzo dziękuję. Fizycznie jest świetnie. Cieszę się, że udało nam się zmobilizować na 40-lecie i stworzyć nowy album. Jestem podekscytowany koncertami. Gorzej jest od strony psychicznej. Wszyscy widzimy, co się dzieje. Najpierw pandemia, teraz wojna. Trudno przejść obok tego wszystkiego obojętnie.

Dlatego trzeba dać ludziom radość i energię. A zespół rock and rollowy, jakim jest T.Love, od zawsze gra żywiołowo. Mam nadzieję, że ludzie przyjdą na nasze koncerty i pozwolą sobie na chwilę zapomnienia.

Pochodnia z gościnnym udziałem Kasi Sienkiewicz to jeden z singli promujących najnowszy album. Obiło mi się o uszy, że artystka Kwiatu Jabłoni urodziła się z sympatią do zespołu T.Love.

Wiem, co masz na myśli. Podczas nagrywania piosenki Kasia stwierdziła, że musi opowiedzieć mi pewną historię. Będąc jeszcze w brzuchu mamy, była na naszym koncercie, kiedy to młody i dopiero startujący zespół Elektryczne Gitary supportował T.Love. Tak historia zatoczyła koło.

Cieszę się z tego połączenia. Kasia to świetna wokalistka o przepięknej i zmysłowej barwie głosu. Na początku nie była do końca przekonana do pomysłu, ale kiedy usłyszała ostateczną wersję, także była zadowolona. Jak my wszyscy. Mamy nadzieję, że Pochodnia stanie się przebojem i będzie często gościć na wielu różnych antenach.

Popatrz na światła miasta, nie ma nikogo, pusto jest. Samotnie w swoich bunkrach dziś wszyscy oswajają śmierć – tymi słowami zaczyna się utwór Ja ciebie kocham. Mocne i trafne przesłanie.

W naszym życiu chyba nigdy do tej pory nie było takiego okresu. Najpierw czasy zarazy, które przecież się nie skończyły, a teraz jeszcze Putin zafundował nam wojnę. Nie jest łatwo, ale trzeba żyć. Życie jest mimo wszystko silniejsze od śmierci.

Piosenki na tę płytę pisałem przez ostatnie dwa lata. Jest to swego rodzaju pocztówka współczesności. T.Love zawsze mówił o tym, co dzieje się dookoła. Z płytą Hau! Hau! nie jest inaczej.

Moją uwagę zwrócił także utwór Tomek, w którym śpiewa Pan: Wielu jest ludzi pięknych fizycznie, ale też dużo jest brzydkich dusz.

Co do cytatu – to chyba prawda (śmiech). Tomek to utwór dedykowany mojemu tacie, który odszedł w styczniu w wieku osiemdziesięciu sześciu lat. Nie jest to jednak piosenka w całości opowiadająca o nim. Jak to w przypadku naszych piosenek bywa, tak i tutaj jest sporo elementów i warstw.

Cieszy mnie, że wiele osób zwróciło uwagę na ten utwór, choć nie jest to przecież typowy radiowy singiel.

t.love
fot. Jacek Poremba

Jak zrodził się pomysł stworzenia wspólnego utworu Tutto Bene razem z Sokołem?

Z Wojtkiem znamy i lubimy się od wielu lat. Uważam, że jest wybitnym miejskim poetą. Często zapraszaliśmy go na nasze koncerty. Sam jestem wielkim fanem hip-hopu, szczególnie tego klasycznego.

Kiedy więc powstawał utwór Tutto Bene i dostrzegłem w nim pewną hip-hopową pętlę, stwierdziłem, że mógłby wystąpić w nim gościnnie raper. Od razu pomyślałem o Sokole. Wojtek zgodził się bez problemu i napisał fantastyczny tekst, który dobrze koresponduje z moim.

Nie jest to Pana pierwsza styczność z polskim rapem. Pamiętam chociażby gościnny udział w utworze Zipery pt. Do roboty.

To był ten czas, kiedy mocno kumplowałem się z chłopakami z Molesty i innymi raperami. Poznałem całą warszawską scenę hip-hopową. To było ponad piętnaście lat temu. Zipera zaprosiła mnie do współpracy i było to fajne doświadczenie. Utwór w takim łobuzerskim stylu. Dziś to już jest klasyka polskiego rapu. Takiego, który mi bardzo odpowiada.

Rozumiem, że hip-hop się zmienia i to jest w porządku. Źródło tej muzyki i kultury jest jednak podwórkowe. Też wywodzę się z osiedla, choć trzydzieści lat wcześniej. Moją podłogą był punk rock. Kiedy jednak pojawił się hip-hop, zaintrygował mnie. Obserwuję go do dziś. Obecnie to ten nurt dominuje w Polsce i podoba mi się, że tak się rozwinął.

Czy Hau! Hau! ukaże się również na winylu?

Oczywiście. To jest w ogóle bardzo winylowa płyta. Tłoczenie winyla trwa jednak długo, bo obecnie w Europie mamy na niego istną modę. Mamy jednak nadzieję, że jeszcze przed wakacjami Hau! Hau! pojawi się w tej wersji.

Jak wspomina Pan aktorski epizod w sztuce Jeździec burzy wyreżyserowanej przez Arkadiusza Jakubika?

To był spektakl poświęcony grupie The Doors i Jimowi Morrisonowi. Przychodziła przede wszystkim młodzież, która była zafascynowana Doorsami. Zagraliśmy sporo tych spektakli.

Miałem tam epizod. To była mała rola, jakaś przekomarzanka pijacka z Jimem, ale bardzo miło to wspominam. Występował tam też Piotr Bukartyk. Na tę sztukę przyjeżdżały szkoły z całej Polski.

Cieszę się, że o to zapytałeś, bo chyba żaden dziennikarz do tej pory tego nie zrobił.

Czy polubił Pan granie akustyczne?

Jest to zupełnie inny klimat i jakość. Małe sale, większa intymność. Zespół akustyczny Muniek i przyjaciele gra w wielu miejscach. Najczęściej w teatrach i domach kultury. Forma akustyczna ma to do siebie, że jest podana na talerzu, bez otoczki rockowej. Musisz sobie radzić w trzy osoby – dwie gitary i wokal. Dużo mnie to nauczyło i dało trochę oddechu od rock and rolla, do którego przyzwyczaiło T.Love.

Koncerty rockowe są super, ale w tym całym zgiełku i hałasie nie jesteś w stanie wszystkiego tak kontrolować, jak ma to miejsce podczas gry w wersji akustycznej i z dwoma innymi muzykami. To jest zupełnie inny świat. Projekt Muniek i przyjaciele powstał po zawieszeniu działalności grupy T.Love w roku 2017. Gramy nadal, ale oczywiście priorytetem jest teraz T.Love.

Czy spodziewał się Pan, że utwór Chłopaki nie płaczą, stanie się przebojem?

Nie do końca. My w ogóle zrobiliśmy ten kawałek dla jaj. Jestem człowiekiem otwartym, z poczuciem humoru i lubię się śmiać.

W tamtych czasach bardzo popularne były boysbandy. Najsłynniejszym był chyba Backstreet Boys. Młodzi chłopcy tańczyli, śpiewali i pięknie wyglądali. My na przekór stworzyliśmy taki podstarzały boysband i zaczęliśmy ich udawać. Niektórzy to wtedy wzięli na poważnie. Wiele osób na szczęście wyczuło ten żart i zrozumiało teledysk.

Dalej mi się chce śmiać, gdy go oglądam. Tak czy owak Chłopaki nie płaczą to piosenka, która pozostała w kanonie zespołu T.Love. Nigdy to nie był jednak taki utwór na serio. Po prostu pastisz.

Jedną z najważniejszych kompozycji w dorobku grupy T.Love jest z pewnością Bóg.

Świetną wersję tej piosenki zrobił Dawid Podsiadło. Nasza oryginalna też jest ciągle śpiewana na koncertach. Poważny temat podany w formie piosenki. Można go różnie odczytywać.

To jest wołanie do Boga w swojej samotności. Ludzie różnie to odbierają. Niektórzy interpretują jako wołanie do najbliższego przyjaciela, co przecież się nie wyklucza. To jeden z najważniejszych utworów w naszej historii. Uwielbiam go grać, ludzie zawsze chętnie śpiewają razem z nami. To fantastyczne.

Czego życzyć członkom zespołu T.Love oprócz zdrowia, bo to oczywiste?

Byśmy dali ludziom pigułę radości i sami dotrwali do końca trasy koncertowej. Aby na świecie zapanował pokój i by się wszystko unormowało. O tym, że jest źle, mogłem przekonać się namacalnie. Goszczę u siebie już trzecią ukraińską rodzinę. Mam duży dom i mogłem sobie na to pozwolić. Trzeba pomagać. Na świat patrzę mimo wszystko optymistycznie. I tego życzę wszystkim.

Artykuły z tej samej kategorii

Papercraft – sztuka wyobraźni i cierpliwości

Patryk Groszkowski ma w swojej kolekcji ponad tysiąc własnoręcznie wykonanych modeli z papieru przedstawiających bohaterów ze znanych animacji i produkcji filmowych. Ze swoją niezwykłą wystawą...

Komiksy – sztuka wyższa czy bękart kultury?

Centrum Komiksu w Warszawie zajmuje wyjątkowe miejsce na mapie wielbicieli ilustrowanych nowel. Porozmawiałem z Jakubem, jednym z właścicieli, na temat znaczenia komiksu w popkulturze, a także...

Wojciech Szewczyk – bilardowy mistrz świata

Wojciech Szewczyk to świeżo upieczony mistrz świata w bilard 10 bil. Jest pierwszym Polakiem, któremu udało się tego dokonać. Zawodnik Bilardo.pl Dekada...