poprzedni artykułnastępny artykuł

Z plecakiem do Chicago – reportaż z Wietrznego Miasta

Chicago niemal od zawsze kojarzyło mi się w pierwszej kolejności z amerykańską Polonią, drapaczami chmur, czy też słynnymi Byczkami – a więc legendarną koszykarską drużyną Michaela Jordana. Fantastyczna architektura miasta stanowiąca swego rodzaju symbol postępu urbanistycznego Stanów Zjednoczonych przyciągała mój wzrok w wielu filmach – z nolanowską serią Batmana na czele. 

Równie mocno na pozostałe zmysły działały brzmienia klasycznego chicagowskiego bluesa oraz historia Wietrznego Miasta położonego nad jeziorem Michigan. Zrodzona przed wieloma latami ciekawość względem metropolii stanu Ilinois osiągnęła swoje apogeum w tym roku. Następstwem takiego stanu rzeczy stała się decyzja o podróży do miejsca, w którym Al Capone zapisał karty swojej przestępczej historii.

Łuski pod blokiem

I choć wiele lat minęło od śmierci słynnego amerykańskiego gangstera to, pisząc uczciwie, sytuacja związana z bezpieczeństwem w mieście jest w dalszym ciągu bardzo niepokojącym tematem. Przekonałem się o tym już podczas prawie 10-godzinnego lotu z Warszawy. W samolocie usiadł obok mnie Pan Krzysztof, który mieszkał w Chicago od prawie 30 lat. Po tym, gdy dowiedział się, że do Wietrznego Miasta wybieram się pierwszy raz – luźny ton naszej konwersacji przemienił się w poważny i przestrzegający monolog. Mój rozmówca podkreślił, że w jego ocenie policja nie jest w stanie zapanować nad gangami, które dokonują coraz bardziej zuchwałych zabójstw, a dziś bezpiecznie nie można czuć się nawet w centrum. W celu uwiarygodnienia swojego przekazu Pan Krzysztof pokazał mi w swoim telefonie zdjęcia ukazujące łuski nabojów, które w ostatnim czasie znalazł pod należącą do niego nieruchomością. Zszokował mnie fakt, że ów pochodzący z Podhala Polak ostrzegał mnie najbardziej przed dziećmi i nastolatkami poruszającymi się w grupie. 

Kolejki nad głową

Wszystkich zniechęconych odwiedzinami Chicago za sprawą ostatnich akapitów pragnę jednak nieco uspokoić. Pomimo zagrożeń, które w rzetelny sposób chciałem przedstawić na początku artykułu – Wietrzne Miasto posiada przede wszystkim niezwykle wiele atrakcji, które corocznie przyciągają ogromną ilość turystów z całego świata. Myślę, że wypadkowa, którą tworzy zdrowy rozsądek, odpowiednia koncentracja i rozwaga pozwoli cieszyć się urokami tego wyjątkowego miejsca. Mnie od początku ujęło niesamowicie zjawiskowe centrum. W samym sercu metropolii charakterystyczne kolejki miejskie poruszają się nad głowami mieszkańców tworząc swoistą pętlę –  The Loop. 

Świetna komunikacja i atrakcyjne centrum

Doskonała komunikacja publiczna tego ogromnego miasta sprawia, że za sprawą- CTA (Chicago Transit Authority) – nawet dojazd z lotniska nie stanowi żadnego problemu. Jest to naprawdę duży plus. Warto zaznaczyć, że najwięcej atrakcji znajduje się właśnie w centralnej części Chicago. Taki stan rzeczy sprawia, że wiele miejsc możemy odwiedzić podróżując pieszo. To właśnie tam znajdziemy jeden z największych symboli miasta – Cloud Gate – czyli  popularną rzeźbę w Millenium Park przypominającą fasolkę. Bezpośrednio połączony z tym miejscem jest z kolei Grant Park – czyli miejsce w którym odbywają się wspaniałe festiwale, a także znajdują się interesujące muzea oraz słynna fontanna Buckingham. 

Magnificent Mile i Navy Pier

Każdy fan amerykańskiego splendoru powinien udać się do słynnej Magnificent Mile – czyli chicagowskiego odpowiednika nowojorskiej Piątej Alei, gdzie butiki, restauracje i hotele stanowią symbol amerykańskiego konsumpcjonizmu. Na mnie ogromne wrażenie zrobiło także Navy Pier – piękne molo zbudowane w 1916 roku. Fantastyczne koło widokowe, cudowne jezioro Michigan, drapacze chmur oraz wiele świetnych punktów gastronomicznych – to wszystko znajdziemy w tym klimatycznym miejscu. To tam udało mi się także spróbować pysznej chicagowskiej pizzy deep dish, która wyglądem przypomina bardziej serowe ciasto!

Widok Chicago z góry

Udając się w podróż uwielbiam odszukiwać punkty widokowe, które pozwalają napawać się widokiem panoramy miasta. Z tego powodu wybrałem się się do Willis Tower (dawniej Sears Tower), gdzie ze 103 piętra można podziwiać spektakularną scenerię, którą tworzą  drapacze chmur wraz z jeziorem Michigan. To tam znajduje się Skydeck, czyli taras widokowy posiadający dobudowane fragmenty budynku ze szklaną podłogą. Obraz metropolii pod stopami zapierał dech w piersi. Największe wrażenie widok Wietrznego Miasta zrobił wieczorową porą. To wtedy skąpane w ciemności nocy Chicago powoli rozjaśniało blaskiem zapalających się świateł wieżowców niczym mroczny las, któremu lśnienie nadają pojawiające się znikąd migoczące świetliki.  

United Center

Czyli miejsce, gdzie Michael Jordan budował swoją legendę. W tej hali widowiskowej oprócz koszykarskiej drużyny Chicago Bulls swoje mecze rozgrywają także hokeiści Blackhawks. Biorąc pod uwagę fakt, że całkiem niedawno obejrzałem serial dokumentalny „The last dance” i sport zawsze stanowił ważne miejsce w moim sercu – zwiedzanie ogromnego sklepu z pamiątkami oraz zrobienie sobie zdjęcia ze słynnym pomnikiem Jordana stanowiło miły punkt planu podróży. Udając się do Chicago warto wcześniej sprawdzić, czy są dostępne bilety na mecz oraz czy w obiekcie będzie odbywać się koncert. Przykładowo w trakcie mojego wyjazdu w United Center występował Blink 182, a raptem miesiąc później Depeche Mode.

Chicagowski blues

Lokalne brzmienia w moim odczuciu pozwalają dotknąć struny tkwiącej w duszy miasta. Z tego powodu zapragnąłem udać się do lokalu, w którym można było posłuchać prawdziwego chicagowskiego bluesa. Korzystając z porady  miejscowych  jeden wieczór spędziłem w słynnym House of Blues. Atmosfera, prawdziwe amerykańskie potrawy, przepyszne napoje i przede wszystkim muzyka – to wszystko sprawiło, iż muszę zgodzić się z Amerykanami – jest to miejsce „gdzie muzyka i jedzenie karmią duszę.”

Avondale, czyli polskie Jackowo 

Nie darowałbym sobie, gdybym nie wybrał się do tej słynnej historycznej, polonijnej dzielnicy Chicago. Swoją nazwę zawdzięcza kościołowi pod wezwaniem świętego Jacka, który znajduje się w jej centrum. Obok bazyliki dostrzegłem pomnik Jana Pawła II oraz księdza Jerzego Popiełuszki.  Ponadto widziałem też typowo polskie nazwy ozdabiające witryny sklepowe i punkty usługowe. Odniosłem jednak wrażenie, że czasy polonijnej popularności dzielnica ma już za sobą – co potwierdziło kilku naszych rodaków, których tam spotkałem. Przykładowo poznany przeze mnie Pan Marek, który wyemigrował do Chicago w ubiegłym wieku – z nostalgią wspominał dawne imprezy oraz występy takich artystów jak Krzysztof Krawczyk, Jerzy Połomski, Maryla Rodowicz, czy Violetta Villas. Jak sam stwierdził – dziś nie ma już takiej solidarności jak dawniej. Główną przyczynę takiego stanu rzeczy upatrywał w fakcie, iż dziś Polonia jest bardziej rozwarstwiona. Obecnie w Avondale osiedla się najwięcej latynoskich imigrantów.

Kiepski dzień w ChicagoO miejscach, które warto odwiedzić w Chicago można z pewnością napisać niejedną książkę. Nie sposób pominąć miejsc znanych z filmów – jak chociażby dom, w którym niejaki Kevin został sam pewnego bożonarodzeniowego wieczoru. Spełnienie oczekiwań spotka tu także melomanów, wielbicieli spektakularnych widoków, klubów komediowych, muzeów  i sportu. Na jednym z chicagowskich budynków dostrzegłem napis mówiący o tym, że nawet kiepski dzień w tym mieście jest lepszy niż dobry w innym. Myślę, że coś w tym jest. 

Artykuły z tej samej kategorii

Norwegia na studencką kieszeń

Czy 3-tygodniowa podróż do Norwegii może być tania? Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jak za niewielki budżet przeżyć niezapomnianą...

Żyjąc wśród kangurów – czyli kilka słów o tym jak się mieszka w Australii

Poznaj Australię z perspektywy tych, którzy tam mieszkają! Rozmowa z Polakami żyjącymi w Sydney rzuca światło na życie w...

Lofoty – norweski cud natury

Norweskie krajobrazy inspirują i zachwycają niemal wszystkich, którzy je ujrzeli. Przeczytaj reportaż z wizyty na malowniczych Lofotach i dowiedz...