poprzedni artykułnastępny artykuł

Opluci rzadziej się szczepią

Nie pozostaje nic innego, jak wręczyć zwolennikom szczepień i ich przeciwnikom pałki lub kastety. Ewentualnie mogą też na siebie wzajemnie kasłać. Przy takim poziomie emocji i chamstwa i tak nikt nikogo nie przekona.

Popularne niegdyś i nieraz – przyznaję – stosowane przez wyżej podpisanego określenie foliarze odeszło w przeszłość. Mordercy, idioci, fanatycy, faszyści – to w dużym przybliżeniu opis przeciwników szczepień prezentowany przez tych, którzy się nie zaszczepili. Popularny tygodnik nazywa „siewcami głupoty” już nawet nie samych antyszczepionkowców, a dziennikarza telewizyjnego, który w swoich audycjach pozwala się wypowiedzieć mającym obiekcje co do naszych zastrzyków sezonu. I to mimo tego, że zawsze robi to, zestawiając ich ze zwolennikami szczepień, zgodnie z regułami sztuki.

Antyszczepionkowcy nie pozostają dłużni. Bynajmniej. Szczepiący się to bydło, naiwniacy, samobójcy, biomasa. Na antyszczepionkowych demonstracjach na całym świecie ci, którzy próbują dyskutować, nieraz traktowani są piąchą. Krytyków szczepionek w sumie jest mniej, nie mają wielkich mediów, międzynarodowych instytucji, więc jak to często w takich sytuacjach bywa, odreagowują agresją.

Jestem zwolennikiem szczepień. Uważam, że w takich sprawach lepiej wierzyć instytutom badawczym, wyspecjalizowanym agendom zajmującym się zdrowiem i większości lekarzy oraz naukowców niż zdecydowanej mniejszości, często mającej problem z potwierdzeniem swoich tez w poważnych źródłach. Co nie oznacza, że tym pierwszym ufam bezgranicznie.

Wiem, że we wszystkim są błędy, chaos i polityka, tak jak było w działaniach i zmiennych opiniach Światowej Organizacji Zdrowia czy naszego i innych rządów. Ale świat nigdy nie jest doskonały, a ci, którzy przekonują do szczepień, wydają mi się po prostu bardziej przekonujący. Praktyka dowodzi, że szczepionki działają. Zaszczepieni ludzie zdecydowanie rzadziej umierają.

Tylko że jeśli będziemy kogokolwiek przekonywać do szczepień, nazywając go durniem, chamem lub mordercą, kneblując go albo plując mu w twarz, nazywając „siewcą śmierci”, to na pewno nie przekonamy go do niczego. Za to on przekona wiele osób.

Izraelscy nobliści Amos Tversky i Daniel Kahneman opisali heurestykę dostępności, czyli sposób, w jaki wielu ludzi diagnozuje sytuację i dokonuje rozmaitych wyborów. W bardzo dużym skrócie i po ludzku: wybieramy to, co nam bliższe, co łatwiej możemy sobie wyobrazić, co budzi nasze żywsze emocje. Jeśli ktoś boi się chorób, pandemii i w miarę ufa państwu, służbie zdrowia, oficjalnym źródłom, organizacjom międzynarodowym to raczej będzie proszczepionkowcem. Ale jeśli ktoś jest nieufny, może ma osobiste złe doświadczenia ze służbą zdrowia czy mediami, to z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będzie chciał się szczepić. A gwarantuję, że w przypadku mojej branży, czyli dziennikarstwa, i kolejnych poziomów dna, które przebija, o to nietrudno.

Jeśli będziemy takiej osobie, przepraszam, milionom takich osób, pluć w twarz, to nie przekona ich często nawet poprzedzające śmierć podłączenie pod respirator. Ale jeśli będziemy z nimi rozmawiać i traktować jak ludzi o innych poglądach, to może choć część przekonamy. Tylko jak to wytłumaczyć politykom i mediom żyjącym z ludzkich emocji, a nie zdrowia?

Heurystyka dostępności (ang. availability heuristic) – uproszczona metoda wnioskowania polegająca na przypisywaniu większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które łatwiej przywołać do świadomości, i które są bardziej nacechowane emocjonalnie. Metoda ta jest jedną z heurystyk wydawania sądów opisanych przez Amosa Tversky’ego i Daniela Kahnemana, prowadzących do błędów poznawczych.

Artykuły z tej samej kategorii

Epidemia ssania z palców

Mieliśmy kiedyś takiego kronikarza – być może był Francuzem – który przeszedł do historii jako znany wszystkim Gall Anonim. Jego zaletą...

Zombie za kierownicą

Bo wiecie, zepsute bachory, kiedyś to starsi pracowali. Weźmy takiego tatę Maty. Zasuwał po 16 godzin i proszę, jaki osiągnął sukces. Nie to,...

Ppalli się, ppalli

Ganiać, zapiep…, zarabiać siedem dni w tygodniu, non stop, najlepiej w wieku emerytalnym też. A potem do piachu i następny. Jeśli tak ma wyglądać postęp...