poprzedni artykułnastępny artykuł

Ironia losu, czyli domówka w Kerali

Koniec roku miałem pracowity, bowiem postanowiłem napisać tekst o makabrycznym gwałcie zbiorowym na studentce z Delhi. Męczyło mnie to. Tym żyły całe Indie. Pierwszy raz tak otwarcie politycy, media i zwykli Hindusi mówili o chorobie, która zainfekowała kraj. Nie był to tekst przyjemny zwłaszcza, że dziewczyna zmarła pod koniec roku w singapurskiej klinice. Ostatni raz byłem świadkiem takiego społecznego zrywu w Indiach, po zamachach w Mumbaju w listopadzie 2008 roku. Odetchnąłem wraz z ostatnią kropką postawioną w południe 31 grudnia.

Przyszedł czas, aby zabrać się za przygotowania do wieczornej imprezy. Wraz z Elą zostaliśmy zaproszenie od młodych Rosjan: Anny, Daniły i Żeni. Na co dzień chłopcy występują w hip hopowej grupie „Manichejski Bried“ (Manichejskie Kłamstwo); tu, w Kerali wynajęli na rok spory dom i planowali żyć z wynajmu pokoi, ale na razie brak chętnych, a wolnych i niedrogich miejsc nad oceanem multum. Dom okazał się jednak idealny na sylwestrową imprezę. Ja zaprosiłem także Darka, 46-letniego taksówkarza z Berlina, którego przypadkowo poznałem na plaży i który – jak się okazało – był tuż po lekturze mojej książki „Miraż. Trzy lata w Azji”.

Parę dni wcześniej umówiliśmy się, że każdy coś sam przygotuję.  W odróżnieniu od dwutygodniowych turystów, którzy polecieli do indyjskich restauracji, wszyscy zatęskniliśmy za domowym polskim i rosyjskim jedzeniem, więc w niedzielę pojechaliśmy razem do Varkala Town na rynek. Musieliśmy kupić tylko warzywa, bo Rosjanie okazali się wegetarianami. Za około 30 złotych kupiliśmy naprawdę kosmiczne ilości warzyw na polską sałatkę warzywną i rosyjską „oliwie“. Problemem okazał się majonez, bo ten w słoiku kupić tu ciężko, a robienie domowego widelcem przy braku miksera w upale 40-stopniowym może spowodować  przedwczesne osiwienie. Jednak udało się. Sałatki upakowaliśmy do dwóch trzylitrowych słojów plastikowych, do trzeciego weszła sałatka owocowa zamówiona w sklepie pod domem. Zapakowałem to wszystko do torby wraz z butelką wódki (która też nie była tu łatwa do dostania) i rikszą pojechaliśmy do Daniły odbierając po drodze Darka, żeby się nie zgubił w wąskich przesmykach między domami.

W willi Rosjan wszystko było przygotowane. W rosyjskiej tradycji Nowy Rok to święto rodzinne, trochę jak nasza wigilia, tym bardziej, że święta religijne za czasów sowietów podupadły. Tuż przy wejściu do domu z laptopa leciał obowiązkowy film rosyjski puszczany co roku na tę okazję „Ironia losu“ z Barbarą Brylską z 1975 roku, prawie jak u nas „Potop“, czy „Sami swoi“ puszczane w święta. W kuchni Anna wykładała na talerzyki jajka w majonezie i domową, rzecz jasna, kapustę kiszoną. W wielkim garze dochodziła przysłana z Moskwy na tę okazję kasza gryczana z cebulką. Wynieśliśmy wiktuały na dach, zapaliliśmy świeczki na stole obok plastikowej choinki i siedliśmy do jedzenia i oglądania „Ironi losu“, którą pamiętałem z dzieciństwa. Daniła rozbawił mnie legendami dotyczącymi kultowego filmu. Mianowicie wszyscy aktorzy, którzy grali pijanych w istocie byli trzeźwi, a ci, którzy w filmie grali trzeźwych, na planie ledwo trzymali się na nogach. Tuż przed północą zaczęły się fajerwerki, tu w Indiach niezwykle upierdliwe. Miejscowi i turyści zebrali się na lądowisku dla helikopterów na warkalskim klifie i odpalali upiorne ilości sztucznych ogni. My w tym czasie obejmowaliśmy się składając sobie życzenia starając się nie wchodzić w tłum wstawionych pirotechników amatorów. Z tyłu głowy miałem cały czas Kumbha Melę, największy festiwal religijny na świecie, na który się niedługo wybieramy. Mahakumbhamela odbywa się raz na 12 lat, tym razem w Allahabadzie. Szacuje się, że przybędzie tam nawet około 70 milionów pielgrzymów pragnących zmyć grzechy w Gangesie. Pojedziemy i my zmyć grzechy i poczuć obecność zebranych obywateli jakby półtorej Polski w jednym małym mieście. Raz na całe życie powinno wystarczyć.

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...