poprzedni artykułnastępny artykuł

Z plecakiem przez mierzeję

Wśród zestawienia nadmorskich, polskich szlaków zdecydowanie nie może zabraknąć szlaku Władysławowo – Hel. Jest to malownicza trasa, która prowadzi nas przez piękny półwysep usytuowany na samym wierzchołku Polski. 

Jej niezwykłość polega na unikalności krajobrazu i niespotykanej łatwości wędrowania, dzięki czemu jest to doskonały wybór dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z turystyką i wyprawami pieszymi. Odbyłem taką wyprawę minionego lata i chciałbym Wam przekazać nieco moich przeżyć i obserwacji.

Droga dla każdego

Sam szlak jest bardzo dobrze widoczny i oznakowany – to szeroka i równa ścieżka żwirowa przystępna zarówno pieszym, jak i rowerom, otoczona pięknym lasem mieszanym, biegnąca przeważnie z lewej strony półwyspu. Taki stan rzeczy utrzymuje się aż do samej Juraty, tam sprawa się nieco komplikuje, a raczej zmiania nieco otoczenie i warunki, ponieważ jesteśmy zmuszeni przejść na pobocze ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż drogi asfaltowej. Szlak się urywa, jednak nie zapominajmy, że nie możemy traktować ścieżki rowerowej jako naszego zastępczego szlaku, pamiętając o tym, że (w szczególnie w sezonie) porusza się po niej naprawdę duża ilość rowerzystów, więc stosownym jest podążać poboczem ścieżki, które jest też już dobrze wydeptane. 

Walking, trekking, plażing

Pokonując trasę Władysławowo – Hel oczywiście nie jesteśmy skazani na ciągłe podążanie wytypowanym szlakiem, w końcu jesteśmy nad morzem! Zachęcam gorąco do korzystania z jego uroków i przejścia przynajmniej fragmentu trasy samym brzegiem morza. Ja wędrowałem w gorące dni, więc często korzystałem z uroków Bałtyku, a z racji tego, że jest on na niemal każdym fragmencie szlaku „na wyciągnięcie ręki”, to możemy naszą wyprawę połączyć z częstymi kąpielami na licznych plażach mijanych po drodze.  No właśnie, plaże, co z nimi? Jest ich po drodze mnóstwo, każde wejście jest dobrze oznaczone i posiada swój numer, co stanowi świetny odnośnik informujący nas w jakim fragmencie trasy aktualnie się  znajdujemy.  W ubiegłym roku na odcinku Władysławowo – Kuźnica trwały jeszcze prace związane z wbijaniem nowych umocnień brzegowych zapobiegających wymywaniu piasku z półwyspu, natomiast teraz dobiegły one końca i nie jesteśmy już skazani na dźwięk maszyn i wydzielone z użytkowania strefy.

A droga wiedzie w przód i w przód


Długość szlaku to 36 kilometrów, jednak co kilka kilometrów możemy lekko zboczyć ze ścieżki i zajść do małych nadmorskich miejscowości, aby zjeść w licznych knajpach czy też uzupełnić zapasy wody w sklepie – to zdejmuje z nas obowiązek niesienia ze sobą prowiantu, co wbrew pozorom może się okazać niemałym obciążeniem dla początkujących wędrowców. Idąc dalej, korzystając z dobrodziejstw restauracji i barów nie tracimy czasu na przygotowywanie pełnowartościowych posiłków, które są oczywiście niezbędne w trakcie takiej wędrówki. Kwestią stanowiącą o przystępności tego szlaku początkującym jest także fakt, że przez znaczną większość trasy szerokość półwyspu nie przekracza 200 metrów, dzięki czemu nie musimy obawiać się o to, że w przypadku zboczenia ze szlaku nie znajdziemy drogi powrotnej, ponieważ dzięki morzu obecnemu z obydwu stron drogi możemy błyskawicznie powrócić na właściwy azymut. 

W hamaku i na łóżku

Trasa ta w moim przypadku została rozłożona na aż 4 dni, co oznacza 3 noclegi. Oczywiście wynikało to z mojego założenia chęci odbycia spokojnej wędrówki i korzystania z uroków okolicy, jednak szlak bez ciężkiego plecaka jest „do zrobienia” w jeden dzień. Dziennie wraz z moją towarzyszką pokonywaliśmy około 10 kilometrów, a noce spędzaliśmy w hamakach, jednak jeśli tak jak my chcielibyście na półwyspie spędzić nieco więcej czasu, to po drodze, w miejscowościach takich jak Chałupy, Kuźnica, Jastarnia, Jurata, czy też na końcu sam Hel, mamy dostępną szeroką gamę hoteli, gospodarstw agroturystycznych, domków do wynajęcia czy też pól kempingowych, więc nocleg znajdzie się w każdym budżecie.

Dla historyka i przyrodnika

Miłośnicy historii na trasie powinni zobaczyć dwa schrony sprzed II Wojny Światowej położone niedaleko siebie – Ciężki Schron Bojowy Sęp i Ciężki Schron Bojowy Saragossa, a jeśli chcecie zgłębić trochę historię schronów oraz okolicy, to dobrym wyborem będzie zajście do muzeum znajdującego się w schronie Sabała, nieopodal w lesie. Oprócz schronów, namacalnymi dowodami historii w tych rejonach jest stanowisko armaty czy też wieża obserwacyjna, także z okresu II WŚ – oba obiekty są zaznaczone na Mapach Google. 

Między Jastarnią a Juratą mamy okazję maszerować bardzo urokliwym szlakiem, gdyż tę okolicę porasta bujna roślinność, a nieopodal biegnie kanał wodny oraz zdarzają się fragmenty gęsto porośnięte mitycznie wręcz wyglądającymi orlicami (rodzaj paproci), przez ten moment drepczemy wyjątkowo po prawej stronie półwyspu – od strony zatoki.

Morze, nasze morze!

Na odcinku Władysławowo – Hel nieustannie kursują pociągi, co daje nam komfort, że w razie problemów możemy szybko ominąć jakiś fragment trasy jeśli z jakiegoś powodu nas on nie interesuje lub pogoda nie sprzyja, dzięki czemu w przypadku deszczu możemy się szybko przenieść do jednej z klimatycznych knajp i tam miło spędzić resztę dnia.

Osobiście zdecydowanie zachęcam do spróbowania przeżycia własnej, podobnej przygody i wybrania się na taką wędrówkę pięknym, słonecznym, polskim latem, samemu, w parze lub z przyjaciółmi i zakosztowania wspaniałych uroków polskiego morza w miejscu, gdzie dosłownie otacza nas ono z każdej strony!