poprzedni artykułnastępny artykuł

Niewidzialna korona

Wyobraźmy sobie ogród pełen różnorodnej roślinności. Znajdziemy tam rośliny pospolite i zwyczajne, takie jak rumianek, stokrotki, mlecze czy chabry. Pośród nich gdzieniegdzie wyrastają szlachetne róże i hiacynty. Wokół wszystkich z nich wiją się chwasty i pasożyty. W centrum ogrodu wyrastał szczególny kwiat, którego zaszczytne miejsce zostało darowane przez samego ogrodnika, który darzył go szczególnymi względami. Kwiat ten wyraźnie odróżniał się swym majestatem pośród reszty roślinnego stworzenia, jakby panując nad nimi i motywując swoim przykładem do wzrostu. Z czasem kwiat jednak zaczął obumierać – zmniejszał się i gnił. Niektóre ze szlachetnych kwiatów myślały, jak mogłyby mu pomóc, inne jak zająć jego miejsce. Kwiaty oddalone od centrum zdarzeń słyszały jedynie pogłoski, że w ogrodzie coś się dzieje i prawdopodobnie mogą obawiać się jakiegoś spisku organizowanego przez kwiaty najpiękniejszego, mającego na celu odebranie im ich miejsc. 

Kwiat w końcu stał się tak mały, że z łatwością pozostałe dały radę go zagłuszyć i zgnieść, mnożąc się na jego szczątkach. W ogrodzie, pośród milczenia i dopustu ogrodnika, panował chaos.

Czy władca jednego z największych państw świata mógł czuć się umierającym kwiatem, opuszczonym przez swego Opiekuna, naturę i prawo? Podczas jego ostatniej podróży ulicami Paryża, gdy wieziony na współczesny Plac Zgody, na którym ponad dwieście lat temu wznosiła się krwiożercza konstrukcja z drewna i żelaza, prawdopodobnie czuł się najmniejszy spośród otaczającego go tłumu Francuzów. W tym miesiącu, 21 stycznia, obchodzimy 229. rocznicę ścięcia Ludwika XVI – najsmutniejszego z namaszczonych na pomazańca Bożego królów. 

Służyć współcześnie

Ostatnie tygodnie rozbrzmiewały jednym imieniem: Elżbieta II. Odejście najdłużej żyjącej monarchini odbiło się szerokim echem w social mediach. Jednocześnie dla wielu młodych ludzi urząd pełniony przez Elżbietę był jej osobistą cechą – pomimo docierania do nich informacji o innych panujących władcach. Bycie królem i królową jako zwyczajnie pełnione urzędy kojarzy im się raczej z „dawnymi czasami”.

Król i królestwa obecnie kojarzą nam się również albo z baśniami i twórczością fantasy, z historią lub ewenementem Wielkiej Brytanii. Nie mając problemu posiadania koronowanej głowy państwa w XXI wiecznej Polsce, nie bardzo zajmujemy się monarchią w naszych dyskusjach o polityce.

Czy w takim razie możliwe jest bycie monarchistą w naszych czasach?
Zgłębiając już samą historię epoki średniowiecza widzimy proces degeneracji monarchii. Można by powiedzieć, że od samego jego stworzenia ustrój ten dąży do autodestrukcji. W trakcie jej przeobrażeń królowie odbierali sobie coraz to więcej praw na rzecz możnych lub uczynili siebie jednym z aktorów reżyserowanego przez siebie spektaklu. Pomimo bycia Bożymi pomazańcami i odpowiedzialności społecznej – wszakże król miał być wzorem dla poddanych – dopuszczali się haniebnych czynów, herezji, zdrady. Często czuli się bogami świata doczesnego. Co więc takiego sprawiło, że pomimo wielkiej hipokryzji i obłudy ten system trwał?

Generalizując, dawne społeczeństwa były hierarchicznie uporządkowane – każdy miał swoje miejsce, którego się trzymał. Miało to odzwierciedlać stosunki jakie panują w Królestwie Niebieskim – poddani służą Najwyższemu Królowi, tak jak na ziemi służyli namaszczonemu i pobłogosławionemu przez Stwórcę władcy. 

Służba była jednym z istotniejszych elementów tego świata. Każdy służył – również król, który był sługą Bożym i sługą sług – swojego ludu. Choć królów spotykamy w różnych społeczeństwach, to jednak religia chrześcijańska w sposób szczególny i naturalny związana była z trwałością ustroju, a system monarchii naturalnie wynikał z teologii. Monarchia europejska, jako odzwierciedlenie religii, miała być więc chwałą swego największego opiekuna tak jak stworzenie jest chwałą Stworzyciela. 

Uklęknąć 

Współcześnie monarchizm jest czymś więcej niż tylko ustrojem. Jest marzeniem o uporządkowanym i prostszym świecie, mistycyzmie relacji społecznych z władzą, władzy ofiarnej i pokornej, posłusznej wartościom najwyższym. Jest pragnieniem władzy, która cieszy się szacunkiem i która reprezentuje sobą majestat będący wzorem do naśladowania. Jest potrzebą społeczeństwa, które pomaga sobie wzajemnie, które buduje dla pokoleń, nie dla chwili obecnej. 

Nie potrzebujemy monarchii aby być monarchistami. Wszyscy tworzymy bowiem niewidzialne Królestwo, którego władcą jest Stwórca wszechrzeczy. To królestwo jest idealne i nigdy nie przeminie. Budujmy królestwo bez kresu i skłońmy głowy przed niewidzialną koroną.

Artykuły z tej samej kategorii

Pokolenie B16

Kiedy cały świat szykował się do hucznych sylwestrowych zabaw i radosnego świętowania rozpoczęcia nowego roku, w watykańskim klasztorze Mater Ecclesiae po kilku dniach...

Będąc młodym intelektualistą

Sztuka jest owocem osobowości i zdolności artysty oraz jego bycia w świecie. Otoczenie w którym przebywa ma znaczenie. Taką przestrzenią doświadczenia jest miasto ze swoją atmosferą...

Żywe antyencyklopedie

Mądrości dawnych mędrców całkowicie się zdezaktualizowały. Weźmy takiego Sokratesa, faceta, który – coby nie gadać – miał spory wpływ na losy świata....