poprzedni artykułnastępny artykuł

Wiesław Chełminiak: Uśmiech z piaskowca

Po latach wywyższania się ponad zwykłych śmiertelników polskie pomniki schodzą z cokołów. Na polskiej prowincji można się niespodzianie natknąć na posąg krowy, kozy, świni, buhaja, żubra, karpia, pszczoły lub konia-krwiodawcy

Z estetyką przestrzeni publicznej nie jest u nas za dobrze. Brak pieniędzy idzie pod rękę z brakiem gustu. Króluje prowizorka. Tradycyjną ozdobą placów i parków są pomniki. Mamy ich sporo i wciąż przybywają nowe. Niestety, ilość nie przechodzi w jakość. Dominują dzieła szkaradne i źle zlokalizowane. Od urody zawsze ważniejsza była bowiem intencja. Historycy sztuki załamują ręce nad panującym między Odrą a Bugiem ”chuligaństwem przestrzennym”.

W dawnej Rzeczpospolitej, inaczej niż w innych krajach europejskich, nie powstały wspaniałe posągi monarchów, będące dla tubylców oraz przyjezdnych widomym znakiem potęgi państwa. Za czasów Ludwika XIV przed jego paryskim pomnikiem trzeba było zdejmować kapelusze, a kto tego obowiązku nie dopełnił, miał do czynienia z policją. Nasze monumenty są młodsze, a ich głównym zadaniem było utrwalanie narodowych mitów: od pomnika Piasta KołodziejaZłotowie do monumentu Matki Polki w Raciborzu.

Spiżowi studenci

Osobną kategorią są pomniki niedoszłe, takie jak gigantyczny Piłsudski na Kasztance, który miał królować nad nową, reprezentacyjną dzielnicą jego imienia w stolicy, czy gorylowaty Stalin, który na Placu Defilad przyjmowałby hołdy proletariatu oraz inteligencji pracującej. Gdy nastała III RP komik i brzuchomówca Wiesław Podgórski lansował ideę budowy monumentu Grunwaldzkiego przy trasie Warszawa – Gdańsk. Miał on mieć długość pół kilometra i składać się z 350 postaci umieszczonych na 70 cokołach. Tomasz Pałka, producent rzeźb z silikonu, nie ustaje zaś w staraniach, by przybywających do Krakowa witały na rogatkach pięciometrowe głowy monarchów.

Na szczęście moda na pompatyczne pomniki minęła. Powszechną sympatię wzbudzają natomiast dzieła bezpretensjonalne lub wręcz niepoważne. Takie, do których można się przysiąść. Marek Grechuta, Czesław Niemen i inne gwiazdy estrady mają swoje ławeczki w ogrodzie na tyłach Uniwersytetu Opolskiego. Poetka Halina Poświatowska – w Częstochowie. Bolesław Prus, za życia wielki przeciwnik wznoszenia pomników, po śmierci podziwia urodę parku w Nałęczowie. Przy kawiarnianym stoliku wieczną wachtę pełni Piotr Skrzynecki – guru krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi można się natknąć na Kufer Reymonta, Ławeczkę Tuwima i Fortepian Rubinsteina. Odlany z brązu instrument pełni również funkcję szafy grającej.

Konstanty Gałczyński proponował kiedyś zbudowanie monumentu żaka, który studiów nie skończył „z różnych względów”. W XXI wieku życzeniu poety stało się zadość. W Warszawie przed budynkiem starej biblioteki UW siedzi pomnikowy student Sławek w rozpiętej marynarce i dziurawym bucie. Jego kolega spod rektoratu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zachowuje pozycję stojącą, lecz za to wabi studentki nagim torsem.

Z krasnalem do Europy

Przed dworcem kolejowym w Gogolinie znajduje się pierwszy w świecie pomnik piosenki. Na jej bohaterów, Karolinkę i Karlika, od niedawna można też natknąć się w Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Trzeba przyznać, że Śląsk wyspecjalizował się w rzeźbach, nawiązujących do lokalnych tradycji. Rynek w Bieruniu Starym zdobi pomnik trzech utopców, czyli wodników. We Wrocławiu dwanaście lat temu pojawiły się pierwsze krasnoludki z brązu. Na początku były hołdem, złożonym Pomarańczowej Alternatywie, której happeningi uprzykrzały życie organom porządkowym schyłkowego PRL-u. Dziś współtworzą optymistyczny wizerunek przyszłej Europejskiej Stolicy Kultury. Wytyczono specjalny szlak krasnali, odnajdując kolejne figurki turyści, chcąc nie chcąc, zwiedzają całe miasto. Pomysłu pozazdrościli wrocławianom mieszkańcy Zielonej Góry, gdzie zaroiło się od Bachusów, oraz Szczytna, które zafundowało sobie gromadkę gnomów – pofajdoków.

Co łączy wszystkich Polaków, bez względu na stan konta i polityczne sympatie? Sentyment do czasów dzieciństwa. Nic więc dziwnego, że Pacanów uczcił już dwoma pomnikami Koziołka Matołka, a  Szczebrzeszyn – bezimiennego chrząszcza z wierszyka Brzechwy. Czasy, gdy w Bielsku-Białej  biło serce polskiej animacji, przypomina fontanna z  Reksiem. Po rynku w Bytomiu Odrzańskim przechadza się kot w butach. Tylko czekać, jak w brązie, kamieniu lub drewnie zmaterializują się kolejne wzbudzające sympatię fikcyjne postacie. Przemyśl i Sanok już próbują uszczknąć nieco ze sławy czeskiego Szwejka. Aspiracje Lubomierza do miana stolicy polskiej komedii filmowej wspierają rzeźby Kargula i Pawlaka. Do tej samej kategorii można zaliczyć wąchocką statuę sołtysa.

Na pohybel rzeźnikom

Silne lobby pomnikowe tworzą u nas miłośnicy zwierząt. Od dwunastu lat naprzeciw Wawelu straszy pomnik wiernego Dżoka. Gdy jego pana zabił nad Wisłą atak serca, pies miesiącami koczował w feralnym miejscu. Werniks z Kazimierza Dolnego ponoć przynosi szczęście, gdy dotknie się jego nosa. Atrakcją Sułkowic koło Warki jest pomnik owczarka niemieckiego (Szarika?). We wsi jest bowiem szkoła, w której od lat szkoli się przewodników i ich psy na potrzeby służb mundurowych. Monument Filusia, czworonożnego towarzysza profesora Filutka, znanego czytelnikom dawnego „Przekroju”, sprawił sobie Toruń. Na podwórku jednej z poznańskich kamienic stoi rzeźba kundelka, opatrzona imienną listą wszystkich psów, które mieszkały pod tym adresem od początku XX wieku.

Warszawskie Pola Mokotowskie szczycą się Szczęśliwym Psem, po drugiej stronie Wisły odsłonięto pomnik Kota Niezależnego. Polska prowincja kryje jeszcze więcej skarbów. Można się tam niespodzianie natknąć na posąg krowy, kozy, świni, buhaja, żubra, karpia, pszczoły lub konia-krwiodawcy. We Wrocławiu, w miejscu, gdzie kiedyś były miejskie jatki, pojawił się niedawno zbiorowy monument zwierząt, które padły ofiarą tamtejszych rzeźników. Zwolennicy kąpieli w przeręblach ufundowali w Mielnie pomnik morsa.

Dożyliśmy czasów, w których od ideologii ważniejsze jest poczucie humoru. Ich symbolem może być Pomnik Uśmiechu – dzieło brytyjskiego artysty Marka Foldsa, zdobiące rondo w Libiążu koło Oświęcimia.  Rozczarowanych tym stanem rzeczy pocieszam, że żadna moda nie trwa wiecznie. A poza tym zawsze można wybrać się w plener i podziwiać pomniki przyrody.

Wiesław Chełminiak fot. wiki cc

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...