poprzedni artykułnastępny artykuł

Sprzedawcy lepsi niż CIA

Niebawem o Twojej zdolności kredytowej może decydować to, kogo masz w gronie przyjaciół na Facebook’u oraz jaki kierunek studiujesz i na jakiej uczelni.

„Wszystkie korporacje sprzedażowe od lat dysponują już potężnymi hurtowniami informatycznymi, gdzie gromadzone są wszelkie wiadomości o tym, jak, kiedy i na co wydajemy pieniądze. Teraz poznają nas lepiej niż psychoterapeuta podczas 10 indywidualnych sesji w jego gabinecie”

16-letnią Mary bardzo ucieszyła przesyłka zaadresowana specjalnie do niej. Szybko jednak jej zadowolenie zamieniło się we wściekłość. Jedna z amerykańskich sieciówek kosmetycznych przesłała jej bowiem list gratulacyjny z powodu pierwszego trymestru ciąży, dołączając zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych dla kobiet spodziewających się dziecka. Wściekła dziewczyna pobiegła do swego ojca prawnika, a ten najpierw rozkręcił aferę w mediach, a potem zażądał publicznych przeprosin od nadawcy przesyłki. Firma szybko przeprosiła. Kilka dni potem dziewczyna odebrała wyniki badań – ku swemu i rodziców zaskoczeniu dowiedziała się, że jest w pierwszym trymestrze ciąży. Jednak o tym, że jest przy nadziei, pierwszy poinformował ją zakupiony przez sieć kosmetyczną system IT, śledzący zwyczaje zakupowe klientek.

*****

Fragment rozmowy dwóch kumpli: – Wiesz, że duże przeglądarki analizują strony internetowe, które odwiedzasz i na tej podstawie wyskakują potem reklamy skierowane do Ciebie? – To by się nawet zgadzało, bo ostatnio dostaję sporo ofert zachęcających mnie do zakupu damskiej bielizny.

Korporacyjne podniecenie

Big Data, Big Data, Big Data… – na punkcie tych dwóch słów zwariowali ostatnio ludzie z korporacji sprzedażowych (telekomunikacyjnych, bankowych, spożywczych, odzieżowych, samochodowych, etc.). Łatwo się domyślić, że zaraza ta znowu – podobnie jak big crisis A.D. 2008 – nadciągnęła do Europy zza Atlantyku. Teraz jednak, zamiast bankructw firm i lamentu klientów, ma przynieść korporacjom i wszelkiej maści sieciówkom krociowe zyski, a ludziom – oferty zakupowe skrojone na miarę, niczym garnitur szyty u krawca na zamówienie. W wielkim uproszczeniu, Big Data to wszystkie dane, jakie znajdują się w sieci. To samo w samo jeszcze nic nowego. Wszystkie korporacje sprzedażowe od lat dysponują już potężnymi hurtowniami informatycznymi, gdzie gromadzone są wszelkie wiadomości o tym, jak, kiedy i na co wydajemy pieniądze. W przypadku np. banków, doświadczamy tego co miesiąc otrzymując podsumowanie miesięcznego lub tygodniowego wyciągu ze swojego konta. Rewolucji mają dokonać, powstającą teraz jak grzyby po deszczu, systemy IT potrafiące te informacje wykorzystać do tworzenia profilu klienckiego każdego z nas – swoistego porteru pamięciowego. Tylko zdecydowanie bardziej precyzyjnego, przedstawiającego nie tyle kolor oczu, rodzaj fryzury oraz nie tylko śledzący naszą kondycję finansową, co dokładnie definiujący nasze psyche: przyzwyczajenia, słabostki, preferencje, podatność na wpływ reklam, a nawet zmienność nastrojów. Poznają nas lepiej niż psychoterapeuta podczas 10 indywidualnych sesji w jego gabinecie.

Artylerzystów zastąpią snajperzy

Do niedawna strzelano do nas wszelkiej maści ofertami jak z artylerii – nie wiedząc dokładnie do kogo, liczyła się głównie siła zbiorowego rażenia. To już passe – teraz nadchodzi czas snajperów: pojedynczy strzał oddany do konkretnej osoby w dobrze zdefiniowanym czasie i celu. Jak to będzie możliwe? Coraz więcej czasu spędzamy w sieci, coraz więcej śladów po sobie w niej zostawiamy, coraz częściej dokonujemy w niej czynności „wrażliwych”, takich jak np. transakcje zakupowe w e-sklepach. Zsieciowani już jesteśmy nie tylko używając komputera, ale też telefonu, smartfonu, tableta oraz telewizyjnej plazmy. Nie jest wcale przypadkiem, że w ostatnim czasie wiele światowych e-marek poinformowało swoich użytkowników, że zamierza wymieniać się (czytaj: sale) danymi swoich użytkowników w celach marketingowych. To właśnie ma ułatwić tworzenie naszych bardzo spersonalizowanych profili konsumenckich. Facebook, Google, Twitter, Instagram są skarbnicą wiedzy o nas na co dzień, a my coraz mniej stajemy się oporni przed odzieraniem samych siebie i nas przez innych z prywatności w sieci. Kiedy niespełna rok temu Instagram obwieścił, że wrzuconymi przez jego użytkowników zdjęciami może dowolnie rozporządzać, liczba użytkowników serwisu spadła wprawdzie o 10 proc. (ze 100 mln do 90), ale po kilku miesiącach znowu pękła mu „setka”. Ba, nawet szacowny brytyjski Barclays Bank oznajmił swoim klientom, że będzie sprzedawał dane dotyczące ich zwyczajów zakupowych, łącznie z nagraniami rozmów telefonicznych z pracownikami bankowej infolinii.

Zadzwoni do mnie Scarlett Johansson?

Nasze logowania, pliki cookies, transakcje on-line, aktywność na portalach społecznościowych będą mielone, analizowane przez systemy IT korporacji sprzedażowych. W przypadku studentów, wiele firm przymierza się do ich segmentacji marketingowej biorąc pod uwagę uczelnię, na której studiują i studiowany kierunek. Ta rewolucja ma skutkować budowaniem przewag konkurencyjnych poszczególnych korporacji sprzedażowych nad resztą rynku. Amerykańskie przykłady są dla europejskiego świata biznesu zachęcające – np. ponad 95 proc. udzielonych kredytów przy pomocy rekomendacji systemów IT okazało się trafionych i są terminowo spłacane. Nie zdziwcie się zatem, jak wkrótce po odwiedzeniu trzech stron arabskich, otrzymajcie oferty zakupu: szarawarów, fajki wodnej, turbanu, czy wyrzutni rakietowej do zainstalowania na pick-upie. Zalety dla korpo już znamy, ale czy są jakieś zalety dla nas – klientów? Owszem. Oznacza to mniej inwazyjnych napaleńców dzwoniących do nas od rana do wieczora z przeróżnych infolinii – kuszenie przeniesie się do sieci, a jeśli już będą dzwonić, to sami będziemy zaskoczeni, że proponują zakup z rabatem butów, które wczoraj oglądaliśmy w e-sklepie. Co inteligentniejsze banki, sieciówki, telekomy poznawszy nasze zwyczaje zakupowe, będą też oferowały nam zindywidualizowane zniżki (np. dla moli książkowych w księgarniach, w których najczęściej robią zakupy). Tak będą budowały sobie naszą lojalność, choć same nazywają to „wychowaniem klienta”. – To może… jak będę oglądał przez trzy dni w sieci zdjęcia Scarlett Johansson, to zadzwoni do mnie jej agent i zaproponuje mi z nią kolację? – rozmarzył się znajomy, kiedy rozmawialiśmy o Big Data. – Prędzej dostaniesz maila od polskiego dystrybutora jej filmów z promocyjną ofertą zakupu DVD-boxu. No i wpierdziel od żony, ale to już free – sprowadził go na ziemię przyjaciel.

   

Artykuły z tej samej kategorii

Niewidzialna ręka rynku – czy nadal działa?

Podejmując dyskusje na tematy gospodarcze lub polityczne, coraz częściej można spotkać się z teorią tzw. niewidzialnej ręki rynku. Jakie faktycznie jest...

Czy Ukraińcy zabiorą pracę Polakom? – rynek pracy w Polsce a wojna w Ukrainie

Czy zabraknie pracy dla Polaków? W ciągu zaledwie trzech tygodni od wybuchu wojny na Ukrainie do naszego kraju przybyło prawie dwa miliony uchodźców. Co dalej?...

Kryzys walutowy w obliczu wojny

Czy grozi nam kryzys walutowy? Gdy wybucha wojna, wszystkie inne sprawy schodzą na dalszy plan. Warto przyjrzeć się temu, jak obecna wojna...