poprzedni artykułnastępny artykuł

Żyjąc wśród kangurów – czyli kilka słów o tym jak się mieszka w Australii

Zapewne ciężko byłoby spotkać osobę, która  nie skojarzyłaby Australii z kangurami, „misiami” Koala, Aborygenami, czy też słynną operą w Sydney. Miłośnicy muzyki doskonale zdają sobie sprawę, że to także ojczyzna artysty Nicka Cave’a oraz tak znanych zespołów jak AC/DC, czy też INXS. Jak zapewne nietrudno się domyślić – kraj ten ma jednak o wiele więcej do zaoferowania. 

Niestety trudności wizowe, a także ogromna odległość  dzieląca to państwo od Europy niezwykle utrudnia rzetelne poznanie wszystkich jego walorów. Choć bez wątpienia wyzwania natury prawnej, a także finansowej nie czynią Australii najłatwiejszym kierunkiem migracyjnym to jednak także tam możemy spotkać przedstawicieli Polonii. Paulina Pakos i Victor Mrówka są Polakami, którzy na co dzień żyją w Sydney. Z czytelnikami Konceptu postanowili podzielić się swoją historią, a także wrażeniami z życia w tym niezwykłym kraju.

Jak długo mieszkacie w Australii? 

Victor urodził się w Sydney, ale ma polskie korzenie. Ja pochodzę z Łodzi, a w Australii jestem z przerwami od niespełna dwóch lat. Rodzice Victora przyjechali tutaj w latach 80-tych. Mnie jednak  zawsze ciągnęło do tego kraju. Dlatego zdecydowałam się na przyjazd. Pośrednio zachęcili mnie znajomi, których poznałam podczas pracy na campach w Stanach Zjednoczonych. Mnóstwo osób wybierało się do Australii na tzw. Working Holiday. Na tych samych zasadach przyjechałam tutaj ja.

Czym zajmujecie się w codziennym życiu?

Victor prowadzi swoja firmę zajmującą sie oświetleniem scenicznym, a ja obecnie jestem w trakcie przebranżowienia się z rekrutacji w IT bezpośrednio do branży informatycznej (Data engineering konkretnie).

Czy miasto w którym żyjecie różni się od pozostałych miejsc w Australii?

P: Myślę, że tak. Victor był w największych miastach Australii i na tzw. Outbacku, więc pewnie ma więcej na ten temat do powiedzenia. Ja z kolei pracowałam przez jakiś czas na wolontariacie w Bombali, niedaleko Góry Kościuszki. Przeskok między dużymi i regionalnymi miastami jest ogromny. Przyznam , że miałam takie wrażenie, jakbym się cofnęła w czasie o 20 lat…

V: W Australii jest tak naprawdę tylko kilka głównych miast (Sydney, Melbourne, Brisbane i ewentualnie Perth i Gold Coast), które nie są uznawane za regionalne. Do tych miejsc głównie migrują ludzie ze względu na możliwości i styl życia, których brakuje w mniejszych miejscowościach

Jakie dostrzegacie największe różnice kulturowe między ludźmi z Australii i Europy?

P: Wydaje mi się, że najbardziej zauważalną różnicą jest kultura pracy (Australijczycy nie są znani z dobrej etyki pracy) i luźne podejście do życia. Ludzie generalnie są tutaj bardziej beztroscy, otwarci i serdeczni. Normalnym jest, że sąsiad przyjdzie się przedstawić i pogawędzić. Ludzie mówią sobie cześć mijając się na ulicy. Służby miejskie i policja są bardzo pomocni i zawsze podpowiedzą co i jak. Podobnie jest w urzędach. W dużych miastach też zauważalna jest kultura sportu, siłownie dosłownie pękają w szwach i to już wczesnym rankiem! Na niektóre plaże – jak np. Bondi Beach, ludzie przychodzą się głównie pokazać.

Jaka jest australijska kuchnia?

P: Raczej nie istnieje coś takiego.  Australia jest dużą mieszanką kulturową i można właściwie znaleźć tu niemal wszystko. Jest tutaj ogromna kultura grillowania na świeżym powietrzu (na plażach i w parkach można znaleźć publiczne grille), a najpopularniejsze są steki, burgery (też z kangura), kiełbaski i oczywiście owoce morza. Bardzo popularna jest kuchnia azjatycka (ze względu na sporą ilość migrantów z tych rejonów). Jeśli chodzi o jakieś znane przysmaki, to najwięcej podziałów  tworzy chyba vegemite ( przykładowo ja lubię, a Victor nie znosi). Ze słodyczy i przysmaków – w Polsce nie dostanie się „tim tamów”(czyli wafli z  masą czekoladową), „lamingtonów” (biszkoptów w kształcie prostopadłościanów z czekoladowym lukrem i posypką z wiórek kokosowych), czy oranżady solo, ale moim zdaniem nasze słodycze są lepsze. Kolejnym dziwactwem jest tzw. Fairy bread czyli zwykły, biały chleb tostowy posmarowany masłem i posypany kolorowymi sprinkles (posypką).

Czy Australia jest krajem drogim do życia?

P: To w dużej mierze zależy od miasta. Sydney jest najdroższe, ale z drugiej strony tu jest najwięcej możliwości. Mniejsze, czy regionalne miejscowości będą sporo tańsze jeśli chodzi o koszty utrzymania, aczkolwiek wiele osób zwyczajnie nie chce w nich mieszkać. Moim zdaniem w stosunku do zarobków, koszty usług czy produktów są tutaj podobne jak w Polsce. To co u nas kosztuje 30 zł tutaj będzie kosztować 30$. Jednak ceny nieruchomości i wynajmu są zdecydowanie dużo wyższe, tak samo transportu publicznego (będzie to koszt około 30-50$ na tydzień, jeśli jeździ się do pracy 3-4 razy w tygodniu), usług medycznych itd., aczkolwiek pamiętajmy, że wyższe są również zarobki.

Czy każdy odnalazłby się w tym kraju? Co może stanowić największą barierę?

P: Sądzę, że do życia w dużych australijskich miastach można się łatwo przyzwyczaić. Klimat jest fantastyczny (słońce świeci mocno prawie codziennie i funkcjonuje sensowny plan „day light savings” w zimę). Odczuwam tutaj duży komfort życia i dostęp do wszystkiego czego można potrzebować. Dla mnie dużym plusem jest też bliskość oceanu.

V: Australia myślę, że nie byłaby dobrym miejscem dla osób słabo tolerujących wysokie temperatury. Problem miałyby także osoby, które brzydzą się mocno zwierząt, owadów (mam na myśli karaluchy, pająki, węże itd.). Ciężko byłoby także ludziom mówiącym słabo po angielsku (miałyby kłopoty na rynku pracy), nieumiejącym pływać (w każdym roku tonie tu ogromna ilość osób, głównie turystów – ze względu na to, że porywają ich silne prądy morskie) oraz tym, którzy mają problem z dystansem.

Czy w Australii występują jakieś specjalne, charakterystyczne tradycje, święta, zwyczaje?

P: Jest kilkach specyficznych dla Australii Świąt, jak np. ANZAC Day (Australian and New Zealand Army Corps – dzień upamiętniający żołnierzy poległych w pierwszej wojnie światowej. Tradycją jest tzw. the Dawn Service o świcie i serwowanie ciastek – Anzac biscuits. Obchodzi się też (teraz kontrowersyjny) Australia Day.

 Znanym wydarzeniem są także wyścigi konne na Melbourne Cup, co w stanie Victoria jest uznawane za Public Holiday. Tradycją  jest to, że ludzie ubierają się wtedy bardzo odświętnie, specjalnie na tę okazję.

Z takich zupełnie innych tradycji, znany sklep z narzędziami Bunnings (jak nasza Castorama) organizuje w weekendy tzw. sausage sizzle fundraiser. Ludzie grillują na parkingu Bunningsa kiełbaski i je sprzedają. Podobnym zwyczajem jest Democracy Sausage, którą dostaje się po zagłosowaniu w wyborach. Ciekawym konceptem jest też popularność BYO („Bring Your Own” alcohol). Nie każdy lokal ma licencję na sprzedaż alkoholu, więc można przynieść swój.  

V: Inną ciekawą tradycją jest Christmas in July. Tutaj  Święta grudniowe przypadają w środku lata,  więc  celebruje się je jeszcze raz, kiedy zrobi się chłodniej –  w środku zimy

O czym trzeba pamiętać zwiedzając Australię? Jak najlepiej się po niej poruszać?

P: O kremie z filtrem każdego dnia! Nawet w środku zimy. Słońce jest tutaj bardzo intensywne (mamy dziurę w barierze ozonowej) i trzeba pamiętać o nakryciach głowy. Sama raz prawie zemdlałam z przegrzania…  

V: Przy zwiedzaniu Australii trzeba pamiętać o dużych zapasach wody, jedzenia i paliwa. Zwłaszcza na zachodnim wybrzeżu, gdzie odległości między miastami są ogromne, trzeba być przygotowanym na to, ze najbliższa stacja paliwowa będzie za 500 km. Należy pamiętać, że istnieje możliwość, iż np. uszkodzi się nam opona, lub uderzymy w kangura na drodze, który zmasakruje nam auto (co zdarza się tu dość często).

Dobrze też zgłębić informacje jak postępować na wypadek, gdyby ugryzł nas wąż lub jadowity pająk. Powinniśmy potrafić rozpoznać różne gatunki i wiedzieć gdzie zgłosić zdarzenie. Nie wolno wchodzić w dzikie obszary leśne albo do nieznanej wody (zwłaszcza w tych bardziej tropikalnych częściach Australii). Rekiny to jedno, ale są jeszcze krokodyle.

Czy Australijczycy borykają się z wieloma wypadkami drogowymi z udziałem kangurów?

P: Faktem jest, że wypadki drogowe z kangurami na trasach poza miastem są bardzo częste. Przy drogach leży mnóstwo zabitych zwierząt. Nie tylko kangurów, ale tez wombatów, walabii itd. Zauważyłam kiedyś, będąc w regionalnej części Australii, że niektóre zabite zwierzęta oznaczane są neonowym X-em. Jeśli był to torbacz sprawdzony przez patrol to zostawia on w ten sposób informację o tym, że młode przeżyły. Takim sposobem maluchy są zabierane do rezerwatów. W dużym mieści raczej nie spotkamy kangura, chyba że wyjedziemy na obrzeża.

Czy Australia jest w Waszej opinii bezpiecznym krajem?

P: Generalnie tak. Mieszkałam w dzielnicach w Sydney gdzie nie zamykaliśmy drzwi frontowych, ale wiadomo, że są też mniej bezpiecznie miejsca. Przed przyjazdem warto jest się zorientować w tym temacie.

Które stereotypy na temat Australii są najbardziej przesadzone Waszym zdaniem?

P: Zdecydowanie to, ze wszyscy faceci są tu powalająco przystojni (śmiech). Najpopularniejsza wśród mężczyzn fryzura to tzw. Mullet, którą widzi sie na ulicach zbyt często… A tak na poważnie, to stereotyp o tym, że wszystko w Australii chce Cię zabić jest najbardziej przesadzony. Na pewno jest tu dużo groźnych zwierząt, ale raczej ciężko na nie trafić w dużych miastach (poza okazjonalnym pająkiem huntsmanem, który nie jest nawet jadowity). W niektórych rejonach Australii faktycznie trzeba uważać, dlatego istotne jest rozeznanie i przygotowanie.

V: Innym stereotypem jest to, że zawsze jest w Australii gorąco. Przykładowo w niektórych częściach kraju pada śnieg (można tu też jeździć na nartach). W zimę na południu jest bardzo wietrznie, mokro i chłodno (czasami temperatura spada do zera w nocy), a ze względu na to ze domy są dosłownie budowane z patyków i bez izolacji, to nawet w środku mieszkania jest strasznie zimno.

Jakie są największe plusy i minusy życia w Australii?

P: Minusem jest odległość od wszystkiego – mam na myśli zarówno dystans między Polską i Australią, ale także wewnątrz kontynentu – między miastami. Tutaj niczym niezwykłym nie jest dojeżdżanie do pracy dwie godziny w jedna stronę – jeśli pracuje się w Sydney, a mieszka poza miastem lub na obrzeżach.

Plusem dla mnie jest klimat, warunki życia, bliskość do oceanu, bardzo smaczne jedzenie i dobra jakość produktów (większość warzyw i owoców pochodzi z farm z Australii), dobra opieka medyczna plus duże możliwości rozwoju kariery.

Dopytam jeszcze o te węże i pająki, łatwo przywyknąć do ich obecności?

P: Myślę, ze to zależy od lokalizacji. W Sydney? Jest w porządku, choć można czasami zobaczyć węża, albo popływać w towarzystwie rekina… Ale np. na północy ludzie chodzą na plaże ze strzelbami na wypadek gdyby pojawił się jakiś krokodyl.

W miastach większe problemy są z insektami i trzeba robić tzw. Pets control, żeby w twoim domu nie zaległy sie karaluchy i pająki.

Dużym problemem wbrew pozorom są tutaj ptaki, zwłaszcza sroki. W czasie wiosny mówi sie o tzw. „swooping season” gdzie ptaki dosłownie atakują ludzi (żeby zabrać im jedzenie). Victor miał sytuację, gdzie kukabura rozcięła jego koledze wargę wyrywając mu z ust  smażonego kalmara…

Jakie są najlepsze połączenie lotnicze do Australii?

Naszym zdaniem Codeshare Emiratów z Qantasem (tutaj mam na myśli lot do Sydney). Jest to najszybsze połączenie z przesiadką w Dubaju, które trwa 23,5 godziny. Są też oczywiście inne opcje międzylądowań, ale trzeba brać pod uwagę to, że w niektórych krajach będzie wymagane ponowne nadanie bagażu, a co sie z tym wiąże – ponowna odprawa i wymagania wizowe.

Poza tym do niektórych krajów – jak do Singapuru – nie można też przewozić niektórych produktów, więc też takie rzeczy trzeba sprawdzić przed wyborem lotu.

Czy generalnie Australijczycy mają ogólne pojęcie o Europie lub Polsce?

P: Jakieś pojęcie na pewno mają. Nie powiedziałabym jednak, że polska  kultura jest tutaj specjalnie znana. W Australii nie ma aż tak dużej Polonii jak w USA czy w innych krajach Europy.

Jednak wśród młodzieży bardzo popularne są wycieczki do Europy – tzw. Eurotripy. Wyjeżdżają najczęściej wtedy podróżować przez 2-3 miesiące.

Czy chcielibyście coś przekazać polskim czytelnikom?

P: Chciałabym zachęcić ludzi do rozważenia programu Working Holiday w Australii, jeśli np. mogą pozwolić sobie na gap year na studiach, albo potrzebują zmian w swoim życiu i chcą doświadczyć czegoś zupełnie nowego.  Australia ma wiele fantastycznych miejsc do odwiedzenia. Szkoda by było z tego nie skorzystać! Dodam tylko, że wizy Working Holiday wydawane są do 31 roku życia – nie czekajcie!

Artykuły z tej samej kategorii

Norwegia na studencką kieszeń

Czy 3-tygodniowa podróż do Norwegii może być tania? Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jak za niewielki budżet przeżyć niezapomnianą...

Lofoty – norweski cud natury

Norweskie krajobrazy inspirują i zachwycają niemal wszystkich, którzy je ujrzeli. Przeczytaj reportaż z wizyty na malowniczych Lofotach i dowiedz...

Dzień miłośników książek

Historia, która jest nie tylko na papierze! Dzień Miłośników Książek - celebrowanie wiedzy, magii i siły słowa.