poprzedni artykułnastępny artykuł

Za hajs rodziców… nie baluj

Czasy studenckie kojarzą się zazwyczaj z: imprezowaniem, ogromem nauki, życiem od sesji do sesji oraz dorabianiem w weekendy lub utrzymywaniem się z kieszonkowego od rodziców.

Każdy z nas już od pierwszego kontaktu z gotówką zaczyna swoją przygodę ze światem finansowym. I naprawdę nie da się od niego uciec. Wieki temu, odchodząc od wymiany barterowej, ludzkość została nauczona, że za produkty i usługi płaci się jakimś papierkiem albo metalowymi kółkami. Obecnie wartość wyrażamy w pieniądzu i dbamy o bezpieczeństwo dorobku na przykład w bankach, korzystamy z najnowszych rozwiązań technologicznych, dokonujemy płatności, potwierdzeń i zamówień.

Z założenia studenci nie są osobami majętnymi i dopiero zaczynają swoją karierę, proces bogacenia się – to normalne. Zatem jak mają zdobyć odpowiednią wiedzę na temat tego, jakimi kryteriami posługiwać się w trakcie podejmowania decyzji finansowych?


OKRES AKADEMICKI Z PUNKTU WIDZENIA SEKTORA FINANSOWEGO

Klasyczne pięć lat studiów to bardzo długi i dynamiczny okres, zaczynamy go zazwyczaj wtedy, kiedy jesteśmy nastawieni na raczej swobodne życie, poznawanie siebie i swoich predyspozycji, a kończymy już względnie ułożeni i doświadczeni najróżniejszymi wydarzeniami. W teorii.

Co istotne z punktu widzenia finansów, jest to okres zakładania pierwszego konta bankowego, pierwszych poważniejszych przelewów, pierwszej pracy i pierwszych samodzielnych wydatków. Banki i różne instytucje finansowe są świadome, że studenci to przyszli przedsiębiorcy, menadżerowie, specjaliści, na kontach których będą pojawiały się raczej wyższe kwoty oraz że będą zainteresowani większą ofertą produktów finansowych. Głównie dlatego warto w nich inwestować i skłaniać różnymi metodami do założenia konta, by stopniowo pokazywać inne produkty.


Z ŻYCIA WZIĘTE

Pewnego razu jeden z większych banków podczas akcji marketingowej na wydziale uczelni rozdawał dość niskiej jakości sprzęt elektroniczny, w ten sposób zachęcając studentów do założenia konta – bez specjalnego skupienia się na warunkach i regulaminie konta. „Chcesz powerbanka? Załóż konto!”.

Zaciekawiony sposobem promocji podszedłem do stoiska. Po krótkiej rozmowie przedstawicielka banku przyznała, że ma cele sprzedażowe podczas tej akcji i musi je wyrobić mimo wszystko. Przy pytaniach o szczegóły konta często brakowało informacji i konkretnych danych. Nie świadczy to za dobrze o przygotowaniu banku do akcji, ale i bystrości studentów, tłumnie podpisujących umowy, żeby otrzymać swoje „darmowe” powerbanki.

Ten przykład daje do myślenia, jakimi kryteriami kierują się ludzie przy dokonywaniu – co jak co, ale istotnych – decyzji finansowych. Prowizje bankowe, oprocentowanie lokaty, opłaty zostaną z nami dłużej niż sprzęt elektroniczny, który sprytem wyrwaliśmy bankowi, zakładając w nim konto.

Świat finansów ciekawie wygląda tylko na filmach, jednak nie każdy z nas będzie rzucał dolarami z prywatnego jachtu odchodzącym funkcjonariuszom służb państwowych albo decydował o inwestowaniu milionów w ryzykowne startupy biotechnologiczne, ani brał kredytów na nowy park maszynowy w firmie. Finanse z reguły nie są sexy, zatem może być trudno przyciągnąć do siebie młodych ludzi lubiących adrenalinę, wyzwania, zwroty akcji (niekoniecznie ich kursów). To, że każdy student marzy o bogactwie, to nic nowego, a świat finansów potrafi oczarować wielkimi sumami i powagą, jednak nie zawsze jest miejscem do spełnienia marzeń.


ŚWIADOMOŚĆ POLAKÓW

Co roku wiele instytucji bada, w jaki sposób Polacy obchodzą się ze swoimi pieniędzmi, i nie chodzi tu tylko o poziom wynagrodzeń czy podatki, ale i m.in. o oszczędności, skłonności do ryzyka. Według badań ING w 2015 r. tylko połowa z nas miała jakiekolwiek oszczędności, obecnie jest to już ponad 70%. Statystyczny Polak ma średnio ok. 30 tys. zł na lokatach i w gotówce, jednak jest to średnia, która zrównuje tych, co mają znacznie więcej, z tymi, którzy nie mają praktycznie nic.

W 2017 r. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przeprowadził sondaż nt. podatków – wyniki okazały się przerażające. 20% ankietowanych było przekonanych, że nie płaci żadnych podatków, a tylko 42% wiedziało, że płaci podatek VAT przy każdej wizycie w sklepie i by go uiszczać, wcale nie trzeba prowadzić działalności gospodarczej. Co jeszcze gorsze, aż 30% Polaków w ogóle nie było w stanie wytłumaczyć, o co z tym całym VAT-em chodzi, a przecież to główne źródło przychodów państwa.

Powyższe dane dają do myślenia, że świadomości finansowej jako społeczeństwo za dużo nie posiadamy. Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie umie, zatem edukacja jest niezbędna już w okresie studenckim, żeby iść przez życie z jakąkolwiek wiedzą i w miarę możliwości unikać zbędnego ryzyka.


Jako naród mamy specyficzne i często dość nonszalanckie podeście do ryzyka finansowego. Nie jesteśmy tak bogaci jak kraje zachodnie, ani też nie mamy tylu lat doświadczenia w kapitalizmie, który nauczyłby nas, jak być bogatymi. Postaw na rynku finansowym nabywa się jednak już od pierwszych kontaktów z finansami i gotówką. Ekonomia uczy nas już w pierwszym zdaniu, że ludzkie potrzeby są nieograniczone, ale zasoby już owszem. Zatem musimy umieć zarządzać tymi naszymi „drobnymi”, żeby chociaż starczyło do pierwszego.


E JAK EDUKACJA!

Empirycy powiedzą, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach i doświadczeniu. Czy jednak za każdym razem musi uczyć się na własnej skórze? Miliony ludzi popełniało już miliony błędów, również w sferze finansów, i należy wyciągać z nich wnioski. Co ciekawe, wpadając w kołowrotek życia, wielu z nas będzie stawało przed podobnymi decyzjami finansowymi, takimi jak kredyt hipoteczny, ulokowanie oszczędności, planowanie budżetu domowego.

Podstawy przedsiębiorczości nauczane są w szkołach średnich. Brzmi dobrze, jak najbardziej, jednak wszystko rozbija się o liczbę godzin, gdzie widać, że na każdy licznych tematów w podstawie programowej przypada GODZINA lekcyjna.

Wchodzimy w okres studencki bez podstawowej wiedzy finansowej. Szkoła zatem nie daje nam systemowej wiedzy. To może studia?

Studia ekonomiczne z natury powinny wyposażać swoich absolwentów w taką wiedzę, choć – będąc absolwentem takiego kierunku – czuję niedosyt wiedzy praktycznej z zakresu finansów. Wierzę jednak, że robiono, co można, aby wyposażyć nas chociaż w podstawy.

Sytuacja inaczej wygląda na wszystkich innych kierunkach, bardziej technicznych, społecznych czy artystycznych. Politechniki zazwyczaj wprowadzają przedmiot zwany m.in. „ekonomia dla inżynierów”. Z własnych obserwacji i doświadczeń znajomych wiem, że jest to typowa „zapchajdziura” w planie pełnym laboratoriów, ćwiczeń i wykładów o prawach fizyki i mechaniki płynów. Jeśli statystyczny student nie będzie szukał wiedzy na własną rękę, to nie dostanie jej wprost
z uczelni. To poważny ubytek w obszarze kształcenia ekonomicznego.
Okazuje się, że jesteśmy w stanie świetnie wyliczyć pole graniastosłupa albo grawitację na Jowiszu, ale jak do jeża podchodzimy np. do wyliczenia oprocentowania kredytu albo rentowności naszego przedsięwzięcia. Które informacje są bardziej potrzebne? Zależy. Obie mogą się przydać, jednak czemu po macoszemu rozwija się kompetencje ekonomiczne?


Na pomoc pogrążonym w niewiedzy młodym ludziom rusza od wielu lat cała masa fundacji, stowarzyszeń, instytucji edukacyjnych i firm prywatnych. Ich walka jest jednak chwilowa i sytuacyjna. Bardzo trudno jest zachęcić studentów do samodzielnej nauki finansów lub uzupełnić nie do końca przemyślany system kształcenia.


CZEGO NAM BRAKUJE, A CO POWINNO BYĆ?

A co by było, gdyby znaczna większość z nas znała podstawy finansów i ekonomii w ogóle? Studenci budowaliby bardzo szybko kapitał na przyszłość i nie wciągali się w spekulacje, emeryci nie płaciliby horrendalnych rat za garnki i pościele, pracujący mieliby większe oszczędności i bezpieczeństwo swoich pieniędzy. Gdyby do tego wszystkiego państwo działało sprawnie, instytucje finansowe grały fair… Gdybania może nie być końca, ale co zrobić, żeby tak było? Odpowiedź jest dość banalna – edukować.


Podstawy przedsiębiorczości to nie „zapchajdziura” w planie, a podstawy ekonomii i finansów to nie przedmiot „na zalkę”. Zmieniając podejście do wiedzy finansowej, można znacznie wzmocnić studentów oraz ich przyszłe losy. Skorzystają na tym wszyscy.

Artykuły z tej samej kategorii

Własne mieszkanie: rynek pierwotny czy wtórny?

Zdobycie środków na pokrycie wkładu własnego to tylko jeden z poważnych dylematów towarzyszących wszystkim zainteresowanym zakupem mieszkania. Drugą, równie istotną kwestią, jest podjęcie...

Dzień Niewidzialnej Pracy

Pracą niewidzialną nazywamy wszelkie aktywności wykonywane w ramach rodziny i wolontariatu. Co roku w pierwszy wtorek kwietnia mamy niepowtarzalną szansę na to, by dostrzec...

Konto bankowe dla młodych –(nie)oczywista sprawa

W jakim banku masz konto? To standardowe pytanie przy rozliczaniu się za pizzę. Zdecydowana większość młodzieży posiada konto bankowe, jednak mało kto...