poprzedni artykułnastępny artykuł

Z Wisły Płock do Indii

Kamil Kijanka: Skąd wziął się u Ciebie pomysł, by zostać trenerem? Czy jak to w wielu przypadkach bywa, najpierw marzyłeś o profesjonalnej grze w piłkę?

Tomasz Tchórz: Od dziecka interesowałem się piłką nożną. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie całe dnie spędzało się na boisku. Kiedy miałem szesnaście lat, trafiłem do drużyny juniorów Wisły Płock. Niestety, z różnych powodów, nie udało mi się zaistnieć w profesjonalnej piłce. Miałem dwadzieścia dwa lata i rosła we mnie frustracja z tego powodu. Postanowiłem więc zająć się trenowaniem dzieci. Ponadto od zawsze pasjonowały mnie podróże, dlatego też podczas studiów wziąłem udział w programie Erasmus. Będąc w Portugalii, poznałem wielu wartościowych trenerów i osoby ze świata futbolu, w tym Vítora Frade, u którego uczył się sam José Mourinho. Można powiedzieć, że wtedy to się zaczęło.

Czy podjęcie studiów miało być formą zabezpieczenia, gdyby przygoda trenerska się nie powiodła?

Nie. Zawsze staram się myśleć pozytywnie. Uważam, że powinno się mierzyć wysoko, bo nawet jeśli nie uda nam się dojść do wymarzonego poziomu, to zawsze można się zatrzymać na odpowiednio wysokim szczeblu. Poza tym zawsze interesowały mnie sprawy związane z ekonomią i gospodarką, stąd też decyzja o podjęciu wielu różnych kierunków, w tym MBA. Wychodzenie poza dziedzinę, w której pracuję, pozwoliło mi szerzej spojrzeć na tę dyscyplinę i poszerzyć horyzonty.

Gratuluję zdobycia mistrzostwa Indii. W jaki sposób pojawiła się tak egzotyczna propozycja?

Kiedy trener Kibu stracił pracę w Wiśle Płock, a siłą rzeczy także i ja, dzień lub dwa później do szkoleniowca odezwał się pewien agent. Spytał, czy interesowałby go bardziej egzotyczny kierunek. Trener uznał, że jest to ciekawe wyzwanie i warto spróbować. Jednocześnie chciał, byśmy kontynuowali naszą współpracę, także przy tym projekcie.

Jak wspominasz dzień, w którym pierwszy raz wylądowałeś w Indiach?

To był pewien szok. Na lotnisku przywitało nas mnóstwo kibiców. Można ich było liczyć w tysiącach. Śpiewali i traktowali nas jak jakieś gwiazdy Hollywood. Pamiętam także charakterystyczny zapach, który unosi się w Indiach.

A jak było po zdobyciu mistrzostwa? Była wielka feta?

Zdecydowanie tak. Wszędzie wywieszano flagi, w tym z naszymi podobiznami. Otrzymywaliśmy kwiaty i inne upominki. Na treningach pojawiało się wielu kibiców. Nawet przed zdobyciem tytułu. Nie wiem, czy nawet w czołowych polskich klubach trenerzy i zawodnicy cieszą się aż takim zainteresowaniem jak tutaj.

Nawet jeśli piłka nożna nie jest sportem narodowym tego kraju…

To prawda. Dominuje w pierwszej kolejności krykiet, później hokej na trawie, choć to też zależy od regionu. W Zachodnim Bengalu, gdzie znajduje się Kalkuta, numerem jeden jest właśnie piłka nożna.

A jakimi ludźmi się Hindusi?

Lubią wyrażać skrajne emocje. Kiedy przegraliśmy jakiś mecz, potrafili krzyczeć, że mamy wracać do domu. W kolejnym spotkaniu, gdy odnieśliśmy zwycięstwo, z powrotem traktowali nas niemal jak bogów. Nie było jednak przy tym żadnych niebezpiecznych sytuacji. Hindusi są niezwykle otwarci i tolerancyjni. Kiedy wiedzą, że nie da się czegoś załatwić, ale nie chcą tego przyznać wprost, często używają zwrotu „I will act accordingly”. Hindusi są na pewno weseli i lubią się bawić.

Czy da się porównać ligę indyjską do Ekstraklasy?

Jest to trudne zadanie. Do Indii trafiają moim zdaniem lepsi piłkarze zagraniczni, za to Hindusi są z reguły gorsi od polskich zawodników. Śmiało mogę za to stwierdzić, że hinduscy piłkarze są za to naprawdę głodni wiedzy, otwarci na nowe rozwiązania i chętni do współpracy.

Jesteś młody, masz za sobą pierwsze sukcesy i zdobywasz międzynarodowe doświadczenie. Obecnie pracujesz w roli asystenta. Chciałbyś kiedyś przejąć stery jako pierwszy trener?

Oczywiście, kiedyś tak. Każdy ma do zrealizowania pewne etapy. W pewnym momencie przychodzą takie chwile, gdy czuje się, że trzeba zrobić następny krok. Dla mnie to jest jednak jeszcze za wcześnie. Chcę nadal się uczyć i pracować z trenerem Kibu. W przyszłości chciałbym kontynuować karierę zagranicą.

Artykuły z tej samej kategorii

Śladami babci Coco – kilka słów o meksykańskiej kulturze

Myślę, że niemal każdy, kto obejrzał animację „Coco”, zapragnął choć raz udać się do Meksyku, aby wchłonąć panującą tam atmosferę i poznać...

15 metrów w 6,64 sekundy – wywiad z Aleksandrą Mirosław

Aleksandra Mirosław nie ma sobie równych. Polska zawodniczka uprawiająca wspinaczkę sportową na czas wróciła z zawodów Pucharu Świata w Seulu nie tylko ze zwycięstwem, ale i rekordem świata. Na odpoczynek...

Czterodniowy tydzień pracy. Polacy pracują stosunkowo długo w porównaniu do mieszkańców krajów najbardziej rozwiniętych

W ostatnich latach coraz śmielej mówi się o ograniczaniu czasu pracy w najbardziej rozwiniętych krajach. Głównymi powodami jest podejście behawioralne do rynku pracy...