poprzedni artykułnastępny artykuł

Mor W.A.

Z Wigorem, Peperem i Młodym Łyskaczem rozmawia Kamil Kijanka.

Mor W.A. to legendarny skład z Warszawy, którego fanom polskiego hip-hopu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Grupa z Ursynowa powstała w 1997 roku i od początku istnienia w jej skład wchodzą: Wigor, Peper i Łyskacz. Z Morwą występuje również młodszy brat jednego z członków ekipy – Młody Łyskacz. Ich albumy, takie jak „Te słowa mówią wszystko”, „Morwa drzewo”, czy „Dla słuchaczy” na stałe weszły do kanonu naszego rapu. Wydawało się, że wydana w 2007 roku płyta „Uliczne esperanto” będzie ostatnią w dorobku zespołu. W 2023 roku Mor W.A. powróciła jednak z najnowszym wydawnictwem zatytułowanym „Vademecum”. O powrocie po latach, nowej płycie i historii powstania grupy raperzy rozmawiali z Kamilem Kijanką. 

Kamil Kijanka: Jesteście zadowoleni z perspektywy tych kilku miesięcy z powrotu?

Peper: Pewnie, że tak. Część koncertów mieliśmy zaplanowanych, część pojawiło się spontanicznie. Myślę, że w przyszłym roku także będziemy kontynuować świętowanie naszego powrotu. Cieszymy się bardzo z wydania nowej płyty oraz z faktu, że będą mogli o niej i o nas przeczytać studenci z całej Polski w Waszym magazynie. Pozdrawiamy Was serdecznie.

Wigor: Szkoda, że zabrakło takiej typowej trasy z „Vademecum”. Chociażby dlatego, że „Łyskacza” nie ma w Polsce na co dzień. Nie ma co się też oszukiwać. Jako Mor W.A. wracamy z dalekiej podróży. Niewielu ludzi wierzyło, że my jeszcze cokolwiek nagramy. W końcu minęło 16 lat od poprzedniej płyty. Cieszymy się, że pojawiamy się na różnych festiwalach z nowym materiałem, w towarzystwie innych weteranów sceny.   

„Vademecum” to nie tylko powrót starej szkoły, ale i ukłon w stronę dzisiejszego słuchacza.

Peper: Oczywiście. Od samego początku dążyliśmy do tego, by zbalansować nowe i stare brzmienia. Ja chyba najbardziej z naszej ekipy siedzę w newschoolu i nie wyobrażałem sobie płyty w klimacie czysto boom bapowym, jak kiedyś. Nie utożsamiam się z tym już tak mocno, jak dawniej. Z całym szacunkiem dla tego co było, ale to były zupełnie inne czasy. To, że jesteśmy otwarci na nowe brzmienia było już trochę słychać na naszym poprzednim projekcie, który stworzyliśmy z Wigorem, czyli „Empirii”. 

 Wtedy już łudziłem się, że może to oznaczać powrót całego Mor W.A. 

Peper: My też o tym myśleliśmy. W 2018 roku przyjechał Łyskacz i obchodziliśmy jego 40-te urodziny grając wspólny koncert w Warszawie. Niestety, z większych planów o nagraniu płyty nic nie wyszło. Zmobilizowaliśmy się dopiero dwa lata później. Splot różnych, często przykrych sytuacji nas zjednoczył i wtedy też powiedzieliśmy sobie, że zrobimy to teraz albo nigdy.

Wigor: Początkowo płyta „Empirii” miała być tak naprawdę nową płytą Morwy. Dużo było rozmów, ale niestety nie udało się. Powstał więc projekt mój i Pepera. Na Łyskacza musieliśmy jeszcze trochę zaczekać. 

W utworze „Rówieśnicy” czuć sporą nostalgię do czasów minionych, choć często były to czasy niełatwe.

Peper: Kawałek ten początkowo miał znaleźć się na moim solowym projekcie, ale kiedy zaczęliśmy pracę nad naszym albumem, uznaliśmy, że warto by znalazł się na nim jako wspólne dzieło. Utwór miał nawiązywać do tego całego przełomu, który nastąpił gdy mieliśmy po kilkanaście lat. Byliśmy siłą rzeczy obserwatorami upadku poprzedniego systemu. Na naszych oczach komuna upadła i przychodziło nowe. Jest tu nie tylko nostalgia, ale i skala porównawcza, nawiązanie do teraźniejszości. Odzwierciedlenie naszego dorastania i zwrócenie uwagi na upływający czas. 

Skoro o nostalgii i dawnych czasach mowa, to wróćmy do waszych początków. Ciekawe jest to, że cała wasza trójka zaczynała w hardcore’owych zespołach.

Peper: Najpierw słuchało się cięższej muzyki, takiej powiedzmy „około” hip-hopowej i jeździło na desce. To było ze sobą powiązane. Łysy grał na basie, ja w liceum na perkusji, choć bardziej hobbystycznie. Byłem raczej samoukiem. A że byliśmy z jednego osiedla, to się pewnego razu zgraliśmy. Wigor jako wokalista był związany w tamtym czasie jeszcze z inną ekipą. To nas ukształtowało muzycznie i miało na pewno na nas wpływ w późniejszym czasie. Najpierw słuchało się takich grup jak Rage Against The Machine, Biohazard, czy Beastie Boys. Później dotarł do nas rap zza Oceanu i to właśnie jego słuchało się najwięcej. Snoop Dogga, Dr. Dre, A Tribe Called Quest, czy Wu-Tang Clan. Oczywiście, nieustannie jeżdżąc na desce. 

Młody Łyskacz: U mnie hip-hop był obecny od najmłodszych lat. Zacząłem zresztą nagrywać już jako dzieciak. W wieku 17 lat wraz z Mor W.A. dograłem zwrotkę najpierw w „Żyć nie umierać”, a potem „Idź za ciosem”…

Wigor: Najpierw był hardcore, potem rap. W szkole średniej poznałem Spike’a i połączyła nas zajawka do hip-hopu. Razem samplowaliśmy, robiliśmy pierwsze bity na Commodore64, słuchaliśmy muzyki na przerobionym adapterze. Dopiero jak poznaliśmy Volta i zaczęliśmy jeździć z samplami do niego, zaczęło to brzmieć profesjonalnie. Przed Morwą miałem swój pierwszy projekt hip-hopowy – 2CW, w którym był także Spike. Mieliśmy wydać płytę jeszcze przed Molestą. Niestety, nasz projekt wygasł. Szukałem wtedy własnego „ja” w hip-hopie i dopiero kiedy poznałem chłopaków z Mor W.A., przekonałem się, że to jest to. 

Przed Mor W.A. miałeś okazję wystąpić z poprzednim składem jako support Run-D.M.C. Jak wspominasz ten dzień?

Wigor: Trochę tylnymi drzwiami, ale udało się zagrać. Nie byliśmy stricte supportem, ale wystąpiliśmy dzięki konkursowi talentów, w którym najlepszych wyławiali Bogna Świątkowska i Volt. My pojawiliśmy się tam na ostatnią chwilę, ale na tyle się spodobaliśmy, że pozwolono nam wystąpić. Pierwszy raz w życiu stałem na tak dużej scenie i przed taką publiką. Bardzo ciekawe doświadczenie. Fajnie, że przypomniałeś o tym koncercie. Uważam, że on na dobre rozruszał tę warszawską cenę. Po nim wszystko zaczęło się rozkręcać – nowi producenci, raperzy, audycja u Bogny, Volt z bitami. Lawina ruszyła. 

Peper: Z Wigorem mieliśmy wtedy za sobą pierwsze rapowe szlify. Pierwsze nagrania, jakieś demo. Przyszliśmy wtedy z Łysym na ten koncert. Byliśmy kojarzeni już w środowisku, więc o wejściówkę nie było trudno. Panowała tam naprawdę świetna energia. Wigor mocno się angażował i był bardzo dynamiczny na scenie. Wiedzieliśmy, że to tylko kwestia czasu i Michał przestanie łączyć oba projekty i będzie grał takie koncerty właśnie z nami.

„Dla słuchaczy” to wasz utwór, który kojarzą nie tylko osoby związane z rapem. Jaki jest wasz stosunek do tego kawałka po latach?

Młody Łyskacz: Wielokrotnie spotykamy się z tym, że jak z kimś rozmawiamy, kto nas nie kojarzy i puszczamy mu ten kawałek to od razu wie o co chodzi i zdziwiony odpowiada coś w stylu „aaa, to Wy!”.  Często zauważamy, że „Dla słuchaczy” zna wielu ludzi także z zupełnie innych muzycznych światów.  Klip do dzisiaj jest dosyć popularny na YT i w radio co bardzo nas cieszy.

Wigor: Dużo prawdy jest w tym, że wielu ludzi, którzy na co dzień nie siedzą w hip-hopie, jednak ten kawałek kojarzą. Śmieję się, że z tego „Dla słuchaczy” powstał trochę viral tamtych czasów. To prawda, że znali go nie tylko słuchacze rapu. Przyniósł nam pewną popularność, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Było to wszystko bardzo miłe. 

Peper: „Dla słuchaczy” miało bardzo dużą rotację. Był czas, że pojawiał się wszędzie – w radiu, telewizji. Potrafiliśmy wyskoczyć gdzieś na obiad, a w restauracji w TV widzimy teledysk i słyszymy właśnie „Dla słuchaczy”. Co ciekawe, wyszedł trochę spontanicznie. Co Pierwotnie miał powstać na zupełnie innym bicie. Zostało to już nawet nagrane. Ostatecznie utwór pojawił się w wersji, którą znamy dziś. Czy spodziewaliśmy się takiego sukcesu? Raczej nie.

Czego życzyć grupie Mor W.A. w 2024 roku?

Wigor: Najlepiej zdrowia i samych sukcesów. Życz nam tego byśmy jak najczęściej mieli okazję się widzieć na żywo wtedy jest szansa na więcej muzyki z naszej strony.

Oczywiście nie składamy jeszcze broni po tym albumie więc jakieś single z naszym udziałem powinny się pojawiać. Na pewno chcemy koncertować i może w nadchodzącym roku uda się zorganizować jakąś sensowną trasę z naszym ziomalami. Dziękujemy za spotkanie i pozdrawiamy czytelników. To dla Słuchaczy jest!

Artykuły z tej samej kategorii

Kenia – kraj Wielkiej Piątki, rajskich plaż i Masajów

Jak wygląda życie w stolicy Kenii - Nairobi? Jakie zwyczaje i smaki kenijskiej kuchni są warte odkrycia? Dowiedz się...

“Wszyscy mamy jakieś szufladki w głowie, które trzeba co jakiś czas otwierać.”

Były manager IT, teraz pisarz fantasy - Paweł Zbroszczyk dzieli się z nami swoim doświadczeniem i drogą, jaką przeszedł...

Kazachstan – kraj rozległych stepów i ogromnej gościnności.

Czy Kazachstan jest bezpiecznym krajem do podróżowania? Jakie plusy i minusy ma życie w tym kraju o bogatej historii...