poprzedni artykułnastępny artykuł

Wyklęci przez komunistów żołnierze niezłomni

1 marca wspominamy żołnierzy zbrojnego podziemia antykomunistycznego, zwanych wyklętymi. O ich działalności rozmawiamy z Jarosławem Wróblewskim, pracownikiem Muzeum Żołnierzy Wyklętych
i Więźniów Politycznych PRL i autorem wydanej niedawno książki
o Witoldzie Pileckim pt. „Rotmistrz”.

„Koncept”: Na początku 1944 r. Armia Czerwona przekraczała przedwojenną polsko-radziecką granicę. Chyba nikt nie przypuszczał, że obce wojska pozostaną w naszym kraju aż 49 lat. Pod płaszczykiem chęci pomocy wyzwolenia z rąk Niemców kryła się konieczność zmierzenia z kolejną okupacją sąsiadów. Byli ludzie, którzy się na to nie godzili. Mowa o żołnierzach wyklętych. Jak wyglądały ich sprzeciwy w praktyce?

Jarosław Wróblewski: Jeżeli ludzie podejmują walkę przez kilka lat z niemieckim terrorem i doświadczają, że nadchodzi ze Wschodu „wyzwoliciel” w mundurach Armii Czerwonej i NKWD, który znów zaczyna zapełniać dawne niemieckie obozy i katownie żołnierzami niepodległościowego podziemia, to znaczy, że trzeba się temu znowu sprzeciwić. Propagandowy plakat Włodzimierza Zakrzewskiego o zaplutych karłach reakcji, z pokraczną postacią żołnierza Armii Krajowej był rozlepiany na murach zrujnowanej Warszawy już w 1945 r. Dawni bohaterscy żołnierze i powstańcy stali się wrogami komunistycznego systemu, ponieważ nie chcieli żyć pod sowieckim butem. Część żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych czy nowych poakowskich organizacji chwyciła za broń, inni, za namową płk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”, zaczęli się ujawniać. Jednak w ogromnej większości żołnierzy podziemia traktowano jako wrogów nowego porządku i systemu. Oni nie o taką wolną Polskę bili się z Niemcami.
Proszę pamiętać, że wtedy w rodzinach żywa jeszcze była pamięć o wojnie polsko-bolszewickiej czy wejściu Sowietów w 1939 r. Pamiętano o wywózkach na Wschód, a o zbrodni w Katyniu też wiedziano podczas wojny. Polacy nie mieli złudzeń, co niesie ze sobą komunizm: walkę z własnością, religią i tradycją.

fot. Jarosław Wróblewski

Z pewnością można mówić o fenomenie powojennej konspiracji niepodległościowej. Na czym konkretnie ten fenomen polegał?

W Polsce była bardzo duża skala antykomunistycznego oporu, w dodatku ten opór był skuteczny. Gdy wolny świat świętował zakończenie wojny, w Polsce w maju 1945 r. w podziemiu przebywało ok. 150–180 tys. żołnierzy. Ta liczba z czasem malała – do kilku tysięcy czy kilkuset osób, ale był to silny, lokalny opór – głównie na Podlasiu, północnym Mazowszu czy Podhalu. Dowódcy mieli charyzmę i posłuch również wśród lokalnej społeczności, która ich wspierała. Ci żołnierze byli wiarygodni, bo chronili również ludność przed represjami władzy ludowej czy złodziejskim rabunkiem.

Z jakimi represjami ze strony komunistycznej władzy musieli liczyć się
działacze?

Komunistyczna władza była bezwzględna, więc stosowała też bezwzględne metody. Terror wobec ludności pomagającej żołnierzom i wobec nich samych to tortury, represje, sfingowane procesy, wymuszone biciem zeznania, wysokie wyroki, kary śmierci…
To było niszczenie człowieka – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Mogę wymieniać wyrafinowane komunistyczne tortury, zarówno wobec kobiet, jak i mężczyzn, stosowane w więzieniu na Rakowieckiej, ale trudno będzie Pani wieczorem zasnąć. To, co się tam działo, było niewyobrażalne. Kazimierz Moczarski opisał blisko 50 rodzajów tortur stosowanych na Mokotowie (można ten spis znaleźć w internecie). Podsumował to najlepiej rtm. Witold Pilecki, który porównał piekło obozu KL Auschwitz, gdzie przebywał 2 lata i 7 miesięcy, z Rakowiecką, gdzie siedział rok i kilkanaście dni:

Oświęcim to była igraszka.

On wiedział, co mówi, bo tego doświadczył.

Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych szacuje się na 120–180 tys. osób. Trudno zliczyć zabitych, więzionych. Czy podejmowane są działania w celu skonkretyzowania tej liczby?

Na stronie internetowej prezydenta jest informacja, że ok. 9 tys. z nich zginęło podczas walk. Następne tysiące to zamordowani przez wyroki śmierci i zamęczeni podczas śledztw. Ta liczba pozostaje otwarta, bo komuniści zacierali ślady. Cały czas trwają prace poszukiwawcze w kraju i za naszą wschodnią granicą, prowadzone przez Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Sprawdzane są różne miejsca i informacje, gdzie mogli zginąć i zostać po śmierci zakopani żołnierze antykomunistycznego powstania. Tak odnaleziono „Inkę” i „Zagończyka” w Gdańsku…

Takim miejscem jest też Łączka na Powązkach Wojskowych.

Tak, bardzo mi bliska, bo pracowałem na niej jako wolontariusz. Prowadziłem tam w 2017 r. wiele ważnych rozmów, które ukazały się w książce „Kwatera Ł. Wolność jest kuloodporna”. Łączka mnie „przeorała”. Uświadomiła namacalnie, że zrobiono wszystko, aby te ofiary komunistów wymazać z pamięci, z naszej historii, z rozmów. Wielcy bohaterowie mieli być wyklęci i zapomniani. A oni wrócili do nas po tylu latach – z przestrzelonymi czaszkami – ale wrócili zwycięzcy. Niepokonani. Dzięki identyfikacji poznaliśmy do tej pory 63 z nich, z ponad 300 tam zakopanych. Poznaliśmy ich zdjęcia, biogramy, rodziny… Oni dzięki tym poszukiwaniom wrócili do nas. Stali się realni.

fot. Jarosław Wróblewski

Sformułowanie „żołnierze wyklęci” używane jest od 1993 r. Może lepiej powinniśmy mówić o „żołnierzach drugiej konspiracji” lub „żołnierzach niezłomnych”?

Od kilku lat ukazują się monety z wizerunkami tych żołnierzy z hasłem: Wyklęci przez komunistów żołnierze niezłomni. Dla mnie określenia „wyklęci” i „niezłomni” dopełniają się przez ich odnajdywanie np. na Łączce. Ginęli jako wyklęci, ale odnalezieni i zidentyfikowani wracają do nas już jako niezłomni.

1 marca od 2011 roku jest dniem szczególnym, ponieważ wtedy został ustanowiony świętem państwowym poświęconym żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego. Dlaczego dzisiejsze społeczeństwo powinno pamiętać o tych wydarzeniach? Jakie refleksje może wysnuć na podstawie znajomości historii wyklętych?

Ci ludzie walczyli za wolność, nie tylko dla siebie, ale i swoich dzieci, dla przyszłych pokoleń. Widać to choćby w grypsach ppłk. Łukasza Cieplińskiego, pisanych z mokotowskiego więzienia do żony i syna Andrzeja. Oni doskonale wiedzieli, za jaką sprawę walczą i giną. Byli konsekwentni w miłości do Polski. Przecież tak silny jak wówczas opór społeczny wobec komunizmu powtórzył się dopiero podczas zrywu „Solidarności”. Nikt nie lubi, gdy coś mu się narzuca. Ci żołnierze heroicznie bronili polskich obywateli przed kolejnymi ograniczeniami, nakładanymi siłą przez władzę ludową. I komuniści to pamiętali, mieli respekt. Starsze pokolenia wychowywały się na etosie żołnierzy podziemia, traktowanych jako wzór do naśladowania.

Nie da się zignorować faktu, że niezłomni mają też przeciwników. Skąd bierze się takie podejście?

Myślę, że w dużej mierze jest to brak głębszej refleksji, poznania tej tematyki i dojścia do prawdy. Warto podkreślić, że w zalewie różnych informacji historycy, zwłaszcza z IPN-u, badają to wszystko dogłębnie i opisują zgodnie z faktami. Dostępne są ich publikacje, artykuły czy zapisy debat. To specjaliści w tej dziedzinie. Nie ukrywają też sytuacji, które budzą kontrowersje. Nie traktują historii sensacyjnie, na wyrywki, żeby kogoś oczernić.
Trzeba umieć czytać dokumenty bezpieki, poznać kontekst, tło historyczne, specyfikę walki partyzanckiej. Oni zdążyli przeprowadzić wiele rozmów z tymi, którzy walczyli jeszcze z bronią w ręku. Zachęcam do tego, żeby wejść w tę tematykę i mieć swoje zdanie.

Temat wyklętych jest często poruszany w kulturze: książkach, filmach, muzyce. Czy poleca Pan konkretne tytuły, z którymi warto się zapoznać?

Są komiksy, gry edukacyjne, pięknie wydane albumy czy tomy opracowań historycznych. Jest wydany przez wydawnictwo Volumen album „Żołnierze Wyklęci”, od którego wiele się zaczęło. Są książki o poszczególnych regionach czy ludziach napisane przez Kazimierza Krajewskiego, Tomasza Łabuszewskiego, Piotra Niwińskiego, Leszka Żebrowskiego, Michała Ostapiuka czy dyrektora naszego muzeum Jacka Pawłowicza. Jest kwartalnik „Wyklęci”, wydawany od lat w Krakowie, jest Biuletyn IPN-u. Są filmy o życiu heroicznych kapłanów i hierarchów, np. ks. Władysława Gurgacza czy abp. Antoniego Baraniaka.

Warszawa oferuje wiele wartych zobaczenia muzeów. Dlaczego warto zarezerwować czas na odwiedzenie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy Rakowieckiej 37?

Nasze powstające muzeum po prostu trzeba zobaczyć. Mieści się w dawnym areszcie śledczym i jest dzięki temu bardzo autentyczne. Robi wrażenie elementami zachowanymi jeszcze z czasów carskich. Wielu osobom wizyta w tej przestrzeni uświadamia, jak trudna, ale i ważna była walka z komunizmem żołnierzy wyklętych i ich opozycyjnych spadkobierców
w czasach PRL.

Artykuły z tej samej kategorii

Jezus postawił na głowie moralność, prawo i obyczaje

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji nie podamy Wam przepisu na najlepszy żurek czy paschę. Zastanowimy się m.in. nad tym, czy o Jezusie można mówić jako...

Twój głos brzmi znajomo

Robert Czebotar to człowiek wielu talentów. Z granymi przez niego postaciami zaprzyjaźniło się wielu z nas. Któż nie uwielbiał Chudego z „Toy Story”, nie chciał być...

Będąc młodym intelektualistą

Romantyzm w Polsce przyniósł przebudzenie samoświadomości narodu, a jej najlepszym manifestem są słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła”.