poprzedni artykułnastępny artykuł

Wróbel twój brat

Wiosna, słońce, za chwilę być może pozwolą nam trochę bardziej wystawić nosy poza maseczki. Można będzie razem się zorganizować i zrobić coś dobrego dla swojego otoczenia, ale przede wszystkim świata, planety, ludzkości, klimatu. Tylko że ja takim akcjom ufam średnio.

Po pierwsze dlatego, że jestem alergikiem, więc kicham i prycham. Ale nie o samą wiosnę chodzi. Przecież wspólnie zorganizować można się i latem, i zimą. Chodzi o to, że nie ufam takim akcjom, które niosą w sobie dużo entuzjazmu, by zmieniać świat, a mało refleksji nad tym, co się tak naprawdę robi.

W latach 50. w Chinach problemem był głód. Jak stwierdzono – przez wróble. Przez wróble ludzie głodują, a dzieci z głodu umierają. W związku z tym pod kierunkiem matki partii i panującego, miłosiernego przewodniczącego Mao zaczęto walkę ze szkodnikami. Młodzież, zamiast iść do szkół, zbierała się i ze śpiewem na ustach leciała na pola, tłuc ptaki kijami. Wyrabiano normy, kto tłukł więcej godzin, a kto więcej wróbli zatłukł. Efekt był fantastyczny, rzeczywiście w zbiorowym zapale wybito większość wróbli w Chinach. Tyle że po chwili głód był jeszcze większy, bo plony zaczęło do reszty dewastować robactwo i szarańcza, które wróble zjadały.

W tej autentycznej opowieści jest wszystko. Wspólny cel, wspólny wysiłek i wspólny wróg, którego trzeba stanowczo zwalczać. Hejter, przeciwnik, nieludzki, zakompleksiony, podły. Powiedzmy sobie szczerze, dobrze jak o wróbla chodzi, a nie o osobę innej rasy, narodowości czy na przykład taką, która ma inne poglądy lub chodzi do kościoła. Może się okazać, że nawet ten inny egzemplarz, z innego świata, gatunku tak naprawdę jest pożyteczny, a cała akcja przykrywająca nienawiść wspólnym, pozornie dobrym celem, mocno wątpliwa. Poza tym często walka o dobrą sprawę tak naprawdę zawiera się w atakowaniu jakiegoś „wroga” – i już zapala mi się żółte światełko. Na pewno chodzi o to, by było jakoś szczególnie lepiej? A może chodzi o to, o co tak naprawdę chodziło przewodniczącemu Mao? By ludzie mieli jakiś cel, gdzieś lokowali swoją nienawiść, po to, by wspólnym celem nie stał się on sam?

Czy więc nie wolno wspólnie zmieniać rzeczywistości? Czy namawiam was i sam sprowadzam swoje życie do grillowania i leżenia do góry brzuchem, wyizolowania od innych i egoizmu? Bynajmniej. Warto się jednoczyć i robić dobre rzeczy. Czasem nawet o coś walczyć.

Bohater książki, którą właśnie piszę, Władysław Stasiak, jeden z polityków, którzy zginęli w smoleńskiej, a przy tym naprawdę wyjątkowy facet, uwielbiał stare westerny. Dwa chyba najbardziej znane to „Rio Bravo” z Johnem Waynem i „Jeździec znikąd” z Garrym Cooperem. Oba powstały mniej więcej wtedy, kiedy Chińczycy ganiali za wróblami. Stasiak – z tych dwóch historycznych filmów – zdecydowanie wolał Rio Bravo. Dlaczego? Bo tam bohater walczy z bandytami, którzy przyjechali do miasteczka, razem ze swoimi z kumplami, których do tego namówił, a nie sam jeden, jak w drugim z filmów. Ale wynikało to z jego przemyśleń, wartości, które nosił w sobie, analizy sytuacji. A nie z tego, że dużo o tym piszą, mówią, a poza tym znajomi idą, więc głupio się wyłamać.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...