poprzedni artykułnastępny artykuł

Wojciech Szewczyk – bilardowy mistrz świata

Wojciech Szewczyk to świeżo upieczony mistrz świata w bilard 10 bil. Jest pierwszym Polakiem, któremu udało się tego dokonać. Zawodnik Bilardo.pl Dekada Sosnowiec opowiedział nam o turnieju Predator World 10-Ball Championship w Las Vegas, znaczeniu psychologa sportowego i swojej pasji. 

Kamil Kijanka: Kiedy rozmawiamy, minęły zaledwie dwa dni od Twojego sukcesu. Nie było chyba czasu na świętowanie? Za kilka godzin wylatujesz na kolejny duży turniej…

Wojciech Szewczyk: Tak, jestem już odprawiony (śmiech). Chciałbym mieć kilka wolnych dni, by bardziej posmakować tego sukcesu, ale nie ma takiej możliwości. Muszę koncertować się na kolejnych zawodach. Odczuwam radość i mam nadzieję, że to pozytywnie przełoży się na ten najbliższy turniej. Zależy mi na jak najlepszym wyniku w każdych rozgrywkach. 

Tym razem czeka Cię turniej w nieco innej odmianie.

Tak, bo na pool bilard składa się kilka dyscyplin, w tym 10 bil, które udało mi się wygrać, i 9 – na które właśnie się wybieram. Można powiedzieć, że to właśnie 9 bil jest taką królową tej dyscypliny. Z reguły mamy więc dwa razy do roku mistrzostwa świata w tej dyscypilnie. Spotykam się więc znowu z tymi samymi zawodnikami, z którymi rywalizowałem w Las Vegas. 

Nie mamy jeszcze połowy roku, a już możemy stwierdzić, że 2022 jest dla Ciebie wyjątkowo udany.

To prawda. Cieszy mnie to, że pojawiła się bardzo duża regularność w mojej grze. W mistrzostwach Europy, w których brałem udział drugi raz w życiu, doszedłem do finału. Do tego także srebro w drużynie czy trzecie miejsce w Euro Tour. Mimo że nie były to złote medale, to były to jednak duże sukcesy. 

W końcu zwycięstwo przyszło w Vegas i to w turnieju rangi mistrzostw świata. W Las Vegas zagraliśmy w ogóle w dwóch turniejach. Najpierw odbył się Puchar Świata Las Vegas Open. To był także wielki sukces dla Polaków. Zająłem trzecie miejsce, a zwycięzcą turnieju był mój kolega Wiktor Zieliński. Wielki talent i przyszłość polskiego bilarda. To także pierwsze zwycięstwo Polaka w takim turnieju. Należą mu się ogromne gratulacje. 

wojciech szewczyk
Wojciech Szewczyk

Finał musiał być dla Ciebie na pewno emocjonujący, choć najwięcej działo się w ćwierćfinale.

W zasadzie to trzy ostatnie spotkania były bardzo emocjonujące. Ćwierćfinał był jednak zupełnie wyjątkowy. Grałem z Filipińczykiem Geronimo. W pewnym momencie ze stanu 6:5 dla mnie zrobiło się 6:9. Przeciwnik grał lepiej i wydawało się, że jest już bez szans na walkę o upragniony medal. W momencie, kiedy zostały mu dwie ostatnie bile, nie miałem już wpływu na nic. Pomylił się jednak o milimetry. Mój kolega przez głośny doping zmobilizował mnie do dalszej walki. 

Miałem dość trudną pozycję, ale udało mi się odbić bile od bandy i trafić. Zrobiło się 7:9. Widziałem, że błąd mojego przeciwnika bardzo głęboko w nim siedział. Wykorzystałem to i przejąłem inicjatywę. Ostatnia partia była dość dramatyczna i taktyczna. Wbiłem dwie ostatnie bile i byłem bardzo zszokowany, że mecz zakończył się moim zwycięstwem. Takie mecze zdarzają się raz na sto gier. Cieszę się, że mnie przydarzył się w najważniejszym momencie mojej kariery.

Jesteś pierwszym Polakiem, któremu udało się to osiągnąć. Jakie to uczucie?

Przede wszystkim radość i niedowierzanie. Szok. W tamtym wspomnianym meczu było tyle emocji, że trudno było mi to sobie wyobrazić. Pytałem sam siebie, czy to prawda i nie wierzyłem. Jeśli chodzi o sam medal, wiedziałem, że ja i moi koledzy jesteśmy w stanie to zrobić. Mamy naprawdę fantastycznych zawodników. Jeśli chodzi jednak o dramaturgię i przebieg ćwierćfinału, w którym zostałem głównym bohaterem, to już było dla mnie trudne to pojęcia. 

Zaledwie kilka dni po takim sukcesie lecisz na kolejny turniej. Czy odczuwasz przez to dodatkową presję? Przeciwnicy na pewno będą podwójnie zmotywowani, by pokonać mistrza.

Oczywiście nie da się w tak krótkim czasie przestać myśleć o zwycięstwie. Wróciłem dopiero wczoraj i spotykam się z wieloma miłymi wiadomościami wśród bliskich i w social mediach, udzielam wywiadów. Czasu na koncentrację jest mało. Układam sobie jednak wszystko w głowie, przygotowuję się mentalnie do najbliższego wyjazdu i na pewno omówię tę kwestię z psychologiem sportowym, z którym współpracuję. Na pewno nie odczuwam z powodu ostatniego zwycięstwa większej presji. Sportowiec musi być przygotowany na zwycięstwa i porażki. Cieszę się z sukcesu, ale nie uważam, że mistrz świata nie ma prawa popełniać błędu. 

wojciech szewczyk
Wojciech Szewczyk

Czy uważasz, że obecność psychologa sportowego jest potrzebna profesjonalnym zawodnikom? 

Oczywiście, że tak. Ja współpracuję z nim dość krótko, ale już teraz mogę z całą stanowczością stwierdzić, że miałem wielkie szczęście, spotykając właśnie tę specjalistkę na swojej drodze. W krótkim czasie udało mi się wypracować wiele rzeczy. Jestem pewny, że bez jej wsparcia i pomocy nie byłbym dziś mistrzem świata. Praca z odpowiednim psychologiem sportowym przekłada się nie tylko na sport, ale i na życie. Arogancją jest myślenie, że wie się o wszystkim najlepiej. 

Jak właściwie zacząłeś interesować się bilardem?

Grać zacząłem w wieku 9–10 lat. Pierwszą styczność z bilardem miałem na wakacjach, gdzie w ośrodkach wczasowych znajdowały się stoły bilardowe. Gra od razu mnie zaintrygowała. Z czasem odkryliśmy lokalny klub bilardowy w Warszawie, do którego zaczęliśmy przychodzić razem z moim tatą. Było to wspólne zainteresowanie i sposób na spędzanie wolnego czasu. Potem pojawiły się pierwsze turnieje, zwycięstwa i małe sukcesy. Tata, dostrzegając moją pasję, zaangażował dla mnie trenera Janka Grzybowskiego, któremu wiele zawdzięczam. To wszystko działo się stopniowo. Trenowałem coraz więcej, zmieniałem kluby na większe i zdobywałem sukcesy na jeszcze większych turniejach. Nie planowałem, że zostanę profesjonalnym graczem, ale miłość do bilarda rozkwitała. Nie zaniedbywałem edukacji, choć mając 18 lat, czułem się już w połowie profesjonalistą. Tak to się zaczęło.

 Jak wyglądają Twoje treningi?

W klubie trenuję średnio 3–4 godziny dziennie. Będąc w domu, spędzam przy stole bilardowym wiele godzin sam. Jest to bardziej efektywne. Przydałby się oczywiście częściej jakiś profesjonalny partner do sparingów, ale tak się złożyło, że oprócz mnie chyba żaden nie mieszka na co dzień w Warszawie. 

Trenując, staram się opracować wszystkie aspekty gry, takie jak na przykład kontrola białej bili. To jest taki pierwszy filar. Są odbicia od band, piekielnie ważna gra defensywna czy rozbicie. Wielu profesjonalistów zwraca uwagę na to, że właśnie rozbicie jest bardzo istotne, jeśli nie najważniejsze. Może się to wydawać dziwne, ale rozbicie w niektórych odmianach naprawdę da się kontrolować. To wymaga jednak bardzo dużo praktyki. Do tego dochodzi jeszcze trening mentalny i fizyczny. Jest to praca na cały etat ze sporym zaangażowaniem. 

wojciech szewczyk
Wojciech Szewczyk

Mógłbyś opowiedzieć o rozgrywkach ligowych w Polsce?

Mamy trzy klasy rozgrywkowe: II, I liga i Ekstraklasa. W Ekstraklasie jest dziewięć drużyn, każda z nich gra ze sobą. Na koniec sezonu są play-offy. Mamy czteroosobowe zespoły.  Gramy deblowo, do dwunastu wygranych partii. Gramy na takich zasadach, że najpierw gra ze sobą jedna para deblowa do czterech, a następnie druga do ośmiu. Mecz do dwunastu dogrywa hybryda z tych dwóch debli. Tak wygląda jeden mecz. 

Co mógłbyś poradzić czytającym nas studentom, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady?

Nie wiem, czy wwieku studenckim można jeszcze myśleć o profesjonalnej karierze bilardowej. Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale na pewno byłoby to bardzo trudne. Oczywiście trzeba pracować, mieć w sobie pasję i cieszyć rozwojem. Na pewno jest to długotrwały proces. 

Nie kojarzę żadnego zawodnika, który zaczynałby tak późno. Są na przykład snookerzyści, którzy przerzucili się na pool bilard, ale oni mieli już duże podstawy. To trochę inna sytuacja. Wśród wielu zwycięzców są młodzi gracze, którzy chyba nie odczuwając jeszcze presji, pokonują bardziej doświadczonych kolegów. Niemożliwe jednak nie istnieje i jeśli czegoś się bardzo chce, można to osiągnąć. Trzeba być tylko wytrwałym. 

Artykuły z tej samej kategorii

Zygmunt „Muniek” Staszczyk o 40-leciu istnienia zespołu T.Love

Fani zespołu T.Love mają powody do zadowolenia. Grupa, która w tym roku świętuje 40-lecie, wznowiła działalność po blisko sześcioletniej przerwie. W legendarnym składzie, znanym...

Papercraft – sztuka wyobraźni i cierpliwości

Patryk Groszkowski ma w swojej kolekcji ponad tysiąc własnoręcznie wykonanych modeli z papieru przedstawiających bohaterów ze znanych animacji i produkcji filmowych. Ze swoją niezwykłą wystawą...

Komiksy – sztuka wyższa czy bękart kultury?

Centrum Komiksu w Warszawie zajmuje wyjątkowe miejsce na mapie wielbicieli ilustrowanych nowel. Porozmawiałem z Jakubem, jednym z właścicieli, na temat znaczenia komiksu w popkulturze, a także...