poprzedni artykułnastępny artykuł

Warcaby matką szachów?

Natalia Sadowska mimo młodego wieku może pochwalić się ogromnymi sukcesami. Dwukrotna mistrzyni świata w warcabach opowiedziała nam o swojej karierze, a także ostatnim, niezwykle emocjonującym finale, w którym ostatecznie musiała uznać wyższość rosyjskiej zawodniczki Tamary Tansykkużyny.

Kamil Kijanka: Czy emocje już opadły?

Natalia Sadowska: W pewnym sensie tak, choć nie do końca. Na pewno pozostały sportowa złość i niedosyt.

Finał zaczęłaś z przewagą. Dopiero po jakimś czasie Twoja rywalka zaczęła wychodzić na prowadzenie. Co było tego przyczyną?

Nie wyszła mi tak naprawdę końcówka. Do mistrzostwa wystarczył mi remis w partii rapid. Być może to mnie trochę rozkojarzyło. Zagrałam tę partię słabo, pasywnie. Tamara to wykorzystała. Poczuła wiatr w żaglach i psychologicznie wyszła na prowadzenie.

Mimo młodego wieku jesteś bardzo doświadczonym sportowcem.

Mając siedem lat, zaczęłam grać z tatą i dziadkiem. Warcaby były u nas w domu od zawsze. Na początku była to oczywiście tylko zabawa. Pewnego razu w mojej szkole zorganizowano turniej, który wygrałam. Organizator był na tyle zadowolony z mojej gry, że zaprosił mnie do klubu. I tak to się zaczęło. Moment, w którym pomyślałam, by zająć się tym profesjonalnie, przyszedł pod koniec studiów. To czas, gdy wkraczamy w dorosłe życie, zaczynamy myśleć o przyszłości i zarabianiu na siebie. Osiągnięcia pojawiły się dużo wcześniej, bo już w wieku dziewiętnastu lat stawałam na seniorskim podium, ale to właśnie wtedy, w 2015 roku, postawiłam wszystko na jedną kartę.

Właśnie. Kończyłaś Akademię Obrony Narodowej w Warszawie, łącząc warcaby z nauką. Jak udało Ci się to pogodzić?

Ten problem był mi znany od zawsze. W liceum też często opuszczałam zajęcia przez zawody. To była jednak moja pasja, miłość. Na studiach było podobnie, choć spotkałam się z dużą wyrozumiałością ze strony wykładowców. Czułam ich wsparcie. Nie robili mi trudności, wręcz pomagali i kibicowali.

Związałaś się z holenderskim klubem. Jak do tego doszło?

Wiedziałam, że liga holenderska jest najlepsza na świecie i grają tam najlepsi zawodnicy. W 2015 r. zgłosiłam się na forum związanym z warcabami z pytaniem, czy ktoś byłby zainteresowany moją osobą. Byłam już wtedy wicemistrzynią świata. Wówczas odezwało się do mnie kilka klubów i ostatecznie zdecydowałam się na jeden z nich. Gram w nim zresztą do dziś, choć pandemia skutecznie zmniejszyła liczbę moich wyjazdów.

Czyli nie było konieczności, byś wyjechała do Holandii na stałe?

Nie. Co dwa tygodnie latałam do Holandii, bo partie odbywały się w co drugą sobotę – raz w domu, raz na wyjeździe. W 2017 r. miałam jednak taki epizod i mieszkałam w tym kraju osiem miesięcy, dzięki czemu nauczyłam się języka.

Jak wyglądają typowe treningi?

Jest to praca polegająca na ciągłym analizowaniu swoich partii. Czytaniu książek o tematyce warcabowej, pracy z trenerem lub na odpowiednich programach. Jest to także wyciąganie wniosków z błędnych decyzji, analizowanie ruchów przeciwników. To zależy od dnia, ale uśredniając, jest to wysiłek, na który poświęca się 5–6 godzin dziennie. Niektórzy na pewno pracują dłużej.

Zanim porozmawiamy o Twoim złotym medalu, chciałbym spytać Cię o turniej, gdzie zdobyłaś srebro. Dziś jest to region znany na całym świecie, lecz bynajmniej nie ze względu na warcaby…

Chodzi Ci zapewne o Wuhan. Oczywiście śledziłam wszystkie relacje na temat tego regionu, gdy zaczęto informować o pandemii. Zaznaczę, że byłam tam, zanim to wszystko się zaczęło. Ja mam jednak z tym miejscem fantastyczne wspomnienia. Był to czas, gdy kończyłam studia i wiedziałam, że chcę postawić wszystko na warcaby. A ten turniej otworzył przede mną wiele dróg. Zostałam wicemistrzynią świata w wieku 24 lat i było to cudowne doświadczenie. Nie byłam wtedy faworytką i nikt nie przewidywał, że mogę się znaleźć w pierwszej trójce. Dla mnie Wuhan zawsze będzie miejscem szczególnym.

Złoty medal za to chyba smakował jeszcze lepiej, bo został zdobyty na własnym podwórku.

Oczywiście. Po zdobyciu srebrnego medalu miałam możliwość zagrać o mistrzostwo. W Karpaczu pokonałam Białorusinkę Olgę Kamyszlejewą i zostałam mistrzynią świata. Wspaniałe uczucie.

Skoro w tak młodym wieku ma się tyle sukcesów, istnieje ryzyko, że o motywację jest coraz trudniej?

Nie. Mając już pewne doświadczenie i sukcesy, zdaję sobie sprawę, że oczekiwania są coraz większe. Kibice mają nadzieję, że będę walczyć o najwyższe cele i oczekują dobrych występów. Od samego siebie też wymaga się dużo więcej, a czasem bywa przecież tak, że nie wychodzi. Myślę, że nie ma tu miejsca na osiadanie na laurach. W moim przypadku było tak, że trenowałam jeszcze więcej.

Czy Twoim zdaniem warcaby są popularne w Polsce?

Jest coraz lepiej. Ja też staram się sprawić, by ten sport trafił do jak największej grupy odbiorców. My zawsze byliśmy nieco w cieniu szachów i chciałabym to zmienić. Myślę, że coraz więcej osób zauważa, jak trudny jest to sport, a świadomość i postrzeganie warcabów ulega zmianie. Fakt, że mój finał śledziło ponad 10 000 osób, to chyba najlepszy dowód.

LIVE NA NASZYM FANPAGE’U:

https://fb.watch/61Q50fb13b/

Artykuły z tej samej kategorii

Najwięksi nieobecni EURO 2020

Piłkarskie Mistrzostwa Europy zbliżają się wielkimi krokami. Turniej, który ze względu na pandemię odbędzie się z rocznym opóźnieniem, zostanie rozegrany na terenie dziesięciu państw....

„Złapać cały ten świat” – o dwóch dekadach na hip-hopowej scenie z Łoną i Webberem

Łona i Webber to duet doskonale znany wszystkim miłośnikom hip-hopu. Trudno uwierzyć, że ich debiutancki legalny album obchodzi w tym roku dwudzieste urodziny....

Dekada w Kraju Kwitnącej Wiśni

Marcin Bruczkowski jest managerem, pisarzem i perkusistą. W latach 80. studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, po czym udał się na studia kulturoznawstwa do odległego Tokio....