poprzedni artykułnastępny artykuł

Tylko spokój nas uratuje

W gorącym okresie wyborów pokłóciłem się z kolegami z nieodległych czasów studenckich o politykę. Choć od zawsze były między nami różnice zdań, to jednak wcześniej byliśmy w stanie wznieść się ponad pewne podziały i być kumplami. Ostatnio było z tym gorzej, gdyż poziom emocji w politycznym sporze wzrósł do takiego stopnia, że normalna rozmowa przestała być możliwa. Wyborczo-wojenny kurz opadł i z większością znajomych nadal mogę spotkać się na piwie i porozmawiać o rzeczach przyjemnych, nie przynudzając wciąż o polityce. I mam nadzieję, że tak pozostanie.

Choć tak naprawdę zawsze zdawaliśmy sobie sprawę, że nie ma sensu kłócić się o politykę, to jednak nerwy często brały górę. Tym razem jeszcze dobitniej przekonaliśmy się, że te negatywne emocje sieją prawdziwe spustoszenie w relacjach międzyludzkich. Co więcej, stwierdziliśmy, że bardzo smutne musi być życie tych, którzy żyją wyłącznie polityką, nie obracają się w zróżnicowanym towarzystwie. Tacy ludzie – choć skupiają się na sprawach publicznych – w istocie są oderwani od rzeczywistości, od codziennego życia społeczeństwa i w konsekwencji od prawdziwych jego nastrojów. Wiele osób mówi, że nie jest w stanie nawet rozmawiać z ludźmi wyznającymi inne poglądy, że nie istnieje żadna nić porozumienia, zatem nie ma sensu rozmawiać i utrzymywać jakichkolwiek relacji. Ta postawa wtłacza wielu z nas w światopoglądową klatkę, która sprawia, że świat staje się niesamowicie smutny. Pytanie, czy naprawdę jest tak bardzo złowrogi? A może to tylko pewne wyobrażenie, które część z nas wytworzyła, słuchając wyłącznie głosów zgodnych z subiektywnym przekonaniem?

Być może do podobnych wniosków doszedł jakiś czas temu pewien warszawski raper. W okresie wyborczym opublikował on kawałek, w którym wylewa swoje żale na Polskę, gdyż przestał w nią wierzyć. Przypuszczam, że również dał się ponieść negatywnym emocjom. Jednak przekaz, który płynie z jego utworu, bynajmniej nie jest apelem o spokój i wzajemne zrozumienie. Jest zwykłym wyrzutem frustracji, która może tylko pogłębić spory tam, gdzie zdecydowanie nie powinno ich być. Widzimy artystę tworzącego muzykę, której przedstawiciele jeszcze kilkanaście lat temu zdecydowanie podkreślali swoje korzenie, byli dumni z miejsca, z którego pochodzą, choć żyli w biedzie i spotykali się z licznymi patologiami. Tymczasem raper nowego pokolenia odcina się od swoich korzeni, ponieważ spotkał się z ostrymi konfliktami o sprawy kraju, z którego pochodzi. To ciekawe, ale jednocześnie smutne.

Ten przykład pokazuje, że negatywne emocje, którym się poddajemy, mogą doprowadzić do destrukcyjnych wniosków. Wielu zapewne stwierdziło, że nie ma sensu rozmawiać z tymi, którzy mają inne spojrzenie na pewne sprawy, choć do niedawna byli ich dobrymi kumplami. Czy to znaczy, że trzeba odciąć się od wszelkich spraw, które nas otaczają, i skupić się wyłącznie na sobie i swoim środowisku? Oczywiście nie. Jednak przy sporach, które tak bardzo oddziałują na nasze relacje, potrzebujemy dystansu, spokoju, chłodnej oceny sytuacji, spojrzenia z przymrużeniem oka i zrozumienia. Emocje nas zniszczą, a spokój uratuje.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...