poprzedni artykułnastępny artykuł

#ToSięNadaje – Miętha

Po przygodach z zepsutym autem siadają uśmiechnięci za stołem i całą sytuację komentują słowami life is crazy. Na początku pytamy ich, skąd pomysł na nazwę zespołu i pseudonimy artystyczne.

Skip: Mam taką zasadę, że nie zdradzam historii, skąd wziął się Skip.

AWGS: U mnie AGWS to akronim od nazwiska i tego, jak mówili znajomi: Augas. Nikt nie jest w stanie przeczytać i do końca rozszyfrować tej nazwy.

Skip: Miętha początkowo miała być tytułem pierwszego wspólnego albumu, ostatecznie tak nazwaliśmy nasz duet.

AWGS: „H” w nazwie… cóż, musieliśmy trochę pokomplikować, jak wszystkie nazwy u nas.

W idealnym świecie powinniśmy zapytać, jak emocje po premierze najnowszego krążka „36,6”.

AWGS: Świetnie się grało, ludzi było bardzo dużo, Skip nie pomylił się w żadnym tekście…

A w świecie realnym?

Skip: Niestety musieliśmy przełożyć premierę albumu. Ostatnio w studiu nie byłem w stanie napisać żadnego tekstu, kiedy patrzyłem na to, co dzieje się obecnie na świecie.

AWGS: Nie jest to dobry czas na promowanie naszej pracy. Mamy do czynienia z przebodźcowaniem, nie chcemy proponować czegoś nieadekwatnego do dzisiejszych realiów. Płyta ukaże się na wiosnę. Dzięki temu tytuł nabiera dodatkowego znaczenia – miejmy nadzieję, że w czasie premiery wszyscy będziemy mieć tę pożądaną temperaturę ciała.

Zróbmy małą podróż w przeszłość. Jak doszło do tego, że robicie razem rzeczy? To długa historia?

AWGS: Nie, znamy się raptem dwa lata i jest to totalny przypadek. Jeździłem z Bitaminą w trasy. W pewnym momencie formuła mojego supportu się wyczerpała, musiałem rozbudować repertuar. W sieci natrafiłem na tego oto człowieka obok mnie, napisałem do niego jak jakiś creep na Facebooku, ale nie chciałem zdradzić żadnych szczegółów.

Skip: A ja pojechałem o 18:00 pod palmę, w ciemno, nie mając pojęcia, kogo spotkam.

AWGS: Puściłem Skipowi bity w kafejce, on dwa dni później wysłał mi refren do „Star$”. Reszta to już historia.

Czyli najpierw bity, później teksty?

Skip: Jeśli pracujemy osobno, to najczęściej tak. Do bitu układam tekst. Uwielbiam pracować na dźwiękach. Ale kiedy jesteśmy razem, utwór powstaje równocześnie.

AWGS: Szukamy nastroju, konfiguracji emocjonalnej. Tworzymy spontanicznie, budujemy od zera.

Kiedy wiedzieliście, że chcecie zająć się akurat rapem?

Skip: W gimnazjum poznałem kolegę, który powiedział, że jest raperem. Stwierdziłem: hej, ja też chcę spróbować i zrobić lepiej. Znalazłem w tym sposób na bycie terapeutą dla samego siebie. Później zamiast uczyć się do matury, pisałem album. Jak skończyłem liceum, poszedłem na roczną akademię dźwięku.

AWGS: Zamiast się uczyć, chodziłem na salę prób, myślałem, że będę perkusistą, sesyjniakiem. W liceum pojawił się taniec. Tak się wkręciłem, że po zabawie z tańcem stwierdziłem, że nie znam ludzi spoza tego kręgu. Cztery lata uczyłem się produkcji od zera, żeby poradzić sobie samemu.

Jaka jest różnica – o ile jest – między wyobrażeniem o tym zawodzie a rzeczywistością?

Skip: Nie wiedziałem, że ludzie są tacy fajni. Myślałem, że im wyżej jest ktoś w hierarchii, tym bardziej jest zadufany w sobie. Muzycy się wspierają, tworzą rodzinkę.

AWGS: Od 13. r.ż. myślę o życiu na scenie. Zdałem sobie sprawę, jak trudno przebić się z ambitną muzyką.

Jakie macie cele na muzyczną drogę? Pierwsze miejsce na OLiS-ie?

Skip: Utrzymywać się z muzyki.

AWGS: Nie musimy kupować pałaców. Wydaje mi się, że mamy do tego zawodu predyspozycje. Ja pracuję teraz na cały etat, więc szukam godzin na nagrywanie.

Mało śpię, owszem, ale muzyka i praca wypełniają od kilku lat całe moje życie. Nie wiem, czy to wspaniałe, czy żałosne, ale jestem z tego dumny. Mamy duże ambicje, jesteśmy głodni na wiele więcej niż do tej pory.

Jak zachęcić znajomych po zapoznania się z Waszą twórczością?

Skip: Jesteśmy trochę inni niż wszyscy. Mamy świeżą, organiczną muzykę.

AWGS: Ludzie mówią, że nie słuchają rapu, ale nasze kawałki im się podobają. Wolimy reklamować się czynami niż słowami.

Czego Wam życzyć?

Skip: Timingu i szczęścia. Ciężką pracę zapewniamy sobie sami.

AWGS: Poza tym przyda się zdrowie i dużo koncertów w kalendarzach.

Artykuły z tej samej kategorii

Recenzje: „Na pełny etat”, „Paryż, 13. Dzielnica”

W tym miesiącu Mateusz Kuczmierowski ma dla Was dwie gorące filmowe nowości. Może dzięki nim pokochacie lub zakochacie się na nowo w Paryżu?...

Śladami babci Coco – kilka słów o meksykańskiej kulturze

Myślę, że niemal każdy, kto obejrzał animację „Coco”, zapragnął choć raz udać się do Meksyku, aby wchłonąć panującą tam atmosferę i poznać...

15 metrów w 6,64 sekundy – wywiad z Aleksandrą Mirosław

Aleksandra Mirosław nie ma sobie równych. Polska zawodniczka uprawiająca wspinaczkę sportową na czas wróciła z zawodów Pucharu Świata w Seulu nie tylko ze zwycięstwem, ale i rekordem świata. Na odpoczynek...