poprzedni artykułnastępny artykuł

Sucha woda

Oksymoron to bardzo wdzięczne narzędzie literackie, które rozpocznie ten opis przemyśleń i obserwacji. O suchej wodzie wielu słyszało, nikt jednak nie miał z nią styczności. Podobnie jest z niezależnością w relacjach – jest ona powszechnie znana i ceniona w naszej kulturze. Czy jest jednak czymś rzeczywistym? Czy jest w końcu czymś dobrym? 

Bądź niezależny! Bądź niezależna! 

Grzmią wyjątkowo głośno megafony wojujących feministek – mężczyźni od dłuższego czasu pławią się we “wspaniałej” niezależności, dlatego nie muszą się o nią ubiegać, jedynie jej bronić. Kobiety próbują dorównać im na tym polu. Tak się jednak składa, że zdrowe funkcjonowanie w relacjach nie jest oparte o niezależność. Woda jest mokra i tak ma być, w relacji w jakimś stopniu jesteśmy zależni od drugiego człowieka i też tak ma być. Często boimy się utraty kontroli nad jakąkolwiek częścią naszego życia, a jednak po wywalczeniu niezależności należy podjąć starania o zdolność współistnienia z innymi ludźmi. Poniżej postaram się nakreślić co mam na myśli.


Upływające lata życia prowadzą do dorastania, które wymaga uniezależniania się, żeby niczym ptak pewnego dnia wyfrunąć z rodzinnego gniazda. Opuszczenie rodzinnego domu to wydarzenie ważne dla rozwoju. Proces wychowania wszystkich z nas niestety miał wady. Ludzie, którzy doświadczyli dotkliwie dużo nieprawidłowości w relacjach z opiekunami mają duże trudności w odnalezieniu się w życiu dorosłym. Biorąc pod uwagę, że idealnego dzieciństwa nie ma, to każdy człowiek niesie mniejszy bądź większy bagaż trudności. Wydarzenia przeszłe wpływają na życie obecne. Istnieją zależności, które łączą nas z domem rodzinnym – “pępowiną”,tą trzeba jednak mądrze odciąć. Szczęśliwe życie wiąże się z podążaniem własną drogą, a taką podróż można rozpocząć dopiero po skutecznym pożegnaniu z tym co wygodne – po przepracowaniu sobie spraw trudnych i zabraniu w dalszą podróż tego, co było dobre. Czasami trudno to oddzielić. Wstępem do dorosłości jest niezależność, która wymaga odpowiedzialności. po czasie przychodzi moment, że dwie niezależne jednostki mogą podjąć decyzję o splątaniu się. Podjęcie trudu relacji to zgodzenie się na pewną zależność od drugiej osoby. Jako dzieci byliśmy zależni od otoczenia, następnie wyrwaliśmy się z tego stanu do niezależności, często na drodze buntu, ale finalnie zdaliśmy sobie sprawę, że warto szukać spełnienia we współzależności z innymi ludźmi. Społeczeństwo jest utkane z więzi, proponuję uczyć się jak budować zdrowe.

Współpraca czy uzależnienie?

Mam wrażenie, że współzależność kojarzy się źle. Wydaje mi się, że powszechnie jest rozumiana tak – jeżeli w układzie mamy osobnika A i B, A zależy w pewnych obszarach od B, a B zależy w pewnych obszarach od A. W sytuacji gdy zabraknie A, B nie jest więc w stanie poradzić sobie w pewnej dziedzinie życia i odwrotnie. Nie tak rozumiem współzależność.Tak zbudowaną relację można nazwać współuzależnieniem. Nie brzmi zachęcająco, prawda? W praktyce często wpędzamy się w uzależnienie od drugiej osoby na życzenie. Takie funkcjonowanie zdaje się być łatwiejsze, jest to rozwiązanie pozornie zwalniające nas z jednego lub wielu obowiązków życiowych. Myślę, że współzależność ma miejsce, kiedy dwie niezależne jednostki spotykają się i ich relacja polega na wzajemnym obdarowywaniu się wynikającym z dobroci, a nie z wzajemnego przynaglania. Przestają być więc niezależne, bo kawałek swojego życia złożyły ufnie w ręce partnera, ale jednocześnie są zdolne do podjęcia działania, gdyby partner zaniemógł, mogą w każdej chwili poradzić sobie samodzielnie. Zapewne jest to założenie nieosiągalne, ale można próbować się do niego zbliżyć.

Wciąż popularny jest model rodziny, w którym osobą odpowiedzialną za potrzeby finansowe jest mężczyzna, a kobieta zajmuje się domem. Przez długie wieki tak funkcjonowały domy, ale zawsze wiązało się to z ryzykiem trudności lub ubóstwa w przypadku utraty jedynego źródła dochodu – wynagrodzenia mężczyzny. Współcześnie zazwyczaj oboje partnerów pracuje i istnieje wspólny budżet domowy. Jeżeli jedno z dwojga nie ma pełnego dostępu do środków finansowych to można mówić o zależności finansowej. Finanse współzależne charakteryzują się pełną dostępnością każdego z partnerów do pieniędzy. Harmonijne działanie tego modelu wymaga dojrzałości. Facet nie kupuje niepotrzebnych gadżetów i nie przepija pieniędzy, dojrzała kobieta nie marnotrawi środków na niezliczone wizyty w salonach piękności i ubrania. Przykłady wybrałem tak, aby uderzały w zbyt często obserwowane postępowanie każdej z płci. Naturalnie jest to stereotyp, ale gdzieś ma korzenie.

Budować we dwoje

Warto poruszyć też temat podziału obowiązków domowych w kontekście związków. Zależność jest tu odwrócona względem finansów. Kultura tak nas kształtuje, że przeważnie kobiety radzą sobie znacznie lepiej z zarządzaniem domem, podczas gdy mężczyznom łatwiej o otrzymywanie wyższego wynagrodzenia. Kiedy kobiety brak, wówczas jest bałagan, zazwyczaj. Tym razem niezależność objawi się tym, że każde radzi sobie samo, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Panowie pora na szkołę prowadzenie gospodarstwa domowego – doświadczenie matki i teściowej może okazać się bezcenne. Co do pań, pora nauczyć się w miarę możliwości radzić sobie w stereotypowo męskich zadaniach i nie ciągać męża do każdej usterki (ojciec lub teść mogą pokazać jak coś zrobić, ale nie dajcie się wyręczyć, chciejcie wędkę nie rybę). 

Niestety, większość z nas rzadko słyszy podziękowanie za dobrze wykonane prace, bo przecież są to “nasze obowiązki”. A jednak, małe formy uznania dla starań drugiej osoby to rodzaj przyprawy, z którą każda relacja partnerska smakuje lepiej. Współzależność w obowiązkach domowych to dzielenie się nimi by optymalizować funkcjonowanie domu, ale do tego trzeba być przygotowanym. Bądźmy przygotowani lub nadrabiajmy zaległości – posiądźmy przydatne umiejętności. Dla pięknej relacji warto zaangażować swoje siły i czas już teraz, żeby później wydała owoce, jeżeli ktoś już w takiej jest, to pozostaje mu wciąż się starać.
Na koniec chciałbym dodać kilka słów o emocjach. Dojrzałość z punktu widzenia litery prawa i kultury nie zawsze idzie w parze z dojrzałością emocjonalną, a ta w relacjach jest szczególnie ważna. Można odnieść wrażenie, że istnieje mały odsetek ludzi, którzy potrafią otwarcie komunikować, co im leży na sercu: co ich cieszy, co ich smuci. Bierze się to generalnie stąd, że wzorce funkcjonowania wynosimy z otoczenia, w którym dorastaliśmy, a większość rodzin, tym samym społeczeństw, boryka się z trudnościami w komunikowaniu się. Nieporozumienia wywołują w nas trudne emocje, a gdy tych jest dużo to podupadamy na zdrowiu. To co możemy zrobić sami, to nauczyć się rozpoznawać swoje stany emocjonalne i klarownie je komunikować, przez co relacja staje się pozbawiona niepotrzebnego dramatu. Związek dwóch osób, które opanowały tą zdolność w wystarczającym stopniu jest bezpieczny emocjonalnie. Połączenie takiej dwójki daje duże szanse, że ramiona partnera przytulą w przyjemnych i trudnych chwilach, że druga osoba nie zniknie, na przykład po kłótni.

Artykuły z tej samej kategorii

Miasta 15-minutowe – krok w stronę zniewolenia czy komfortu?

Masz juź dość stania w korkach? Denerwuje Cię poczucie straconego czasu spędzonego na dojazdach? Co powiesz na miasto 15...

Wiktymizacja ofiar

Dlaczego ludzie często obwiniają osoby doświadczające przemocy zamiast wspierać je w walce o sprawiedliwość? Dlaczego społeczeństwo ma skłonność do...

Dwa patriotyzmy

Co to jest patriotyzm? Jak go rozumieć? Jak go realizować? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje się od dawna, ciągle na nowo się nad tym zastanawiając… Zapewne początki naszej...