poprzedni artykułnastępny artykuł

Stąd jestem

Szczerze mówiąc pomysł chodził za mną już w czasach kiedy redagowałem przed laty „Koncept”. W moim domu temat przodków, ich korzeni, genealogii, wyborów, często dramatycznych dylematów – przecież to Polska, był bardzo żywy. Zauważyłem, że w domach moich znajomych też. Zarazem zainteresowanie genealogią funkcjonowało w Polsce tylko w obszarze środowisk szlacheckich. Traktowane było to u nas jak jakieś specyficzne zainteresowanie, fanaberia.

Równocześnie widziałem ludzi, którzy przyjeżdżają do Polski z USA, chcąc czegoś się o niej dowiedzieć, bo jakiś tam przodek z 19 wieku… Widziałem rozwój portali genealogicznych, literatury wspomnieniowej na Zachodzie i w USA. Podzieliłem się tą obserwacją z przyjaciółmi. W ten sposób wymyśliliśmy konkurs. Doktor Piotr Balcerowski zdecydował się pociągnąć temat i zająć projektem, a mnie zaprosił jako konsultanta. Potem znaleźliśmy instytucję, która nas wsparła, czyli Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Jana Paderewskiego. 

Konkurs jest prosty – trzeba napisać esej lub nakręcić film o przodkach. O tym co o nich wiemy, ich wpływie na nas. To  mogą być różne postaci. Przeważnie najchętniej ludzie wyciągają bohaterów zmagań zbrojnych lub ofiary okupantów i słusznie, bo winna im jest nasza pamięć. Ale przecież inspirujący może być także dobry menedżer, rolnik, czy babka, która ciężką zapewniła awans społeczny całej swojej rodzinie. Przecież takich historii przed wojną nie brakowało. Mogą być historie dramatyczne i budujące. Mogą być trudne wybory, przykłady podniesienia się z upadku. 

Kiedy byłem w Orawskim Parku Etnograficznym przypadkowo trafiłem na historię rodzinną Andrzeja Dziubka, założyciela „The Press”, jednego z moich ulubionych artystów. To byli tacy prawdziwi górale z Orawy, wszyscy ich znali, matka prowadziła sklep, ktoś tam aptekę. Nie pamiętam już szczegółów, ale dzięki temu można było zrozumieć, jak to jest, że nawet grając punka po szwedzku, po tym jak w wieku kilkunastu lat zwiał z domu, Dziubek dalej niósł tę rodzinę, miejsce, język, kulturę w sobie. Jego można wysłać na 50 lat na Marsa, a on pozostanie góralem z Orawy, synem tej znanej sklepikarki. 

Przeszłością rodzinną ludzie naturalnie się interesują i zawsze interesowali. To kim byli twój ojciec i matka było istotne bez względu na kulturę. To nie chodzi o to, by kogoś stygmatyzować, by dzielić na lepszych i gorszych, aby każdy wyciągnął z tej przeszłości rodzinnej to co dobre, zaczerpnął mocy, którą ona daje. Daje ono grunt, stabilny pokład bez względu na morze, po którym statek płynie i stopień wzburzenia fal. To się chyba udaje wielu Amerykanom. Na zasadzie: „mogę zmieniać miasta i profesję, mogę nawet się rozwieść, ale zawsze będę cholernym, upartym Irlandczykiem, wnukiem twardych emigrantów, którzy ciężką pracą wszystko osiągnęli i będę z tego dumny”. Pochodzenie w dużym stopniu konstytuuje nasze wartości, sposób patrzenia, działania. Adaptujemy się do różnych warunków, ale mamy bazę, która sprawia, że trudno nas wytrącić z równowagi. Dlatego wszelkiej maści ideolodzy, także ci współcześni, chcą wykorzeniać ludzi. Bo człowieka wykorzenionego można lepić jak glinę. Jak ktoś wie skąd przyszedł to trudniej zmienić jego trasę. Trudniej wcisnąć mu życiowy kit i uczynić marionetką. 

A oprócz tego, do wygrania jest MacBook i inne nagrody. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w naszym konkursie, którego szczegóły znajdziecie na stronie: https://stadjestem.pl/

Artykuły z tej samej kategorii

W pułapce dwójmyślenia

Czy to, co uważamy za prawdę, rzeczywiście nią jest? 🗣 Czy nie zagubiliśmy się w wygodnym światku gotowych poglądów...

Ile oni zarabiają!

Instagramerki, patocelebryci, influencerzy - ile oni zarabiają? 💸 Czy to wszystko jest oburzające i niemoralne, czy może istnieje coś...

W labiryncie informacji

Kulisy dzisiejszych mediów, gdzie fakty miesza się z fikcją, a prawdziwość informacji staje pod znakiem zapytania. Czy zawsze to,...