poprzedni artykułnastępny artykuł

Spełniam swoje marzenia – rozmowa z Bartoszem Zmarzlikiem

Pochodzący spod gorzowskich Kinic żużlowiec w tegorocznym cyklu Grand Prix, skróconym z powodu pandemii, obronił tytuł i dołączył do dwóch znakomitości, Tony’ego Ricardssona i Nicki’ego Pedersena, którzy w XXI wieku potrafili dwa razy z rzędu sięgnąć po mistrzostwo świata. Jednocześnie jest trzecim polskim mistrzem świata na żużlu, po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie.

Koncept: Dla przeciętnego kibica sport żużlowy kojarzy się z Gorzowem, a Gorzów z żużlem. Czy młody człowiek pochodzący z tego miasta chcący uprawiać sport faktycznie jest skazany na żużel?

Bartosz Zmarzlik: Nie. Obecnie jest wiele możliwości i klubów, w których można uprawiać inną dyscyplinę – piłkę nożną, ręczną czy koszykówkę. Natomiast żużel jest najbardziej popularnym sportem w Gorzowie, dzięki wspaniałym tradycjom i znakomitym żużlowcom, którzy się tutaj wychowali. Wystarczy wymienić nazwiska Edwarda Jancarza i Zenona Plecha. W moim przypadku zaczęło się od miniżużla. Zobaczyłem ogłoszenie o zawodach dla dzieciaków i bardzo chciałem pojechać, żeby obejrzeć pokazowy mecz. Zobaczyłem rówieśników ścigających się na takich samych motorkach, jakie miałem w domu, więc uprosiłem rodziców, żeby ścigać się z innymi dziećmi. Tak się zaczęło.

Chciałem sprowokować poprzednim pytaniem, bo wiem, że z Gorzowa wywodzi się sporo sportowców w innych dyscyplinach. Młodzi piłkarze jak Sebastian Walukiewicz czy Dawid Kownacki trafili do reprezentacji Polski. Dla Pana żużel był tą jedyną dyscypliną od samego początku?

Tak jak wspomniałem, zakochałem się w ściganiu od dzieciństwa. Od początku były to motocykle, quady i inne silnikowe maszyny, które ujeżdżałem wokół domu. Natomiast lubię obejrzeć dobry mecz piłkarski. Byłem dwa razy w Monachium na meczach z udziałem Roberta Lewandowskiego, również na meczach reprezentacji Polski. Lubię kolarstwo, motocross i staram się w miarę możliwości uprawiać te dyscypliny, jako uzupełnienie wyścigów na żużlu.

Ile miał Pan lat, gdy był już przekonany, że wyścigi żużlowe będą Pana profesją?

W okresie tych wyścigów miniżużla była to zabawa i fajnie spędzony czas. Gdy przesiadłem się na normalny motocykl, zaczęły pojawiać się głosy, że mam talent. Starałem się tego nie słuchać i nie komentować, bo z natury wolę mniej gadać, a więcej robić. Gdy tak głębiej pomyślę o tym, co robię, to ja po prostu kocham się ścigać i nie jest to dla mnie żadna praca. Ja spełniam swoje marzenia.

Mówimy o Gorzowie i Stali, że to Pana miasto i klub, ale od dawna mieszka Pan w odległych o 20 km Kinicach.

Od zawsze mieszkam w Kinicach. Tutaj jest mój dom i azyl. Bardzo fajna lokalizacja, można tutaj świetnie odpocząć. Tu jest mój świat.

… bardzo swojski zresztą. W programie u Kuby Wojewódzkiego zdradził Pan, że w przydomowym obejściu są dwie ulubione… kaczki.

To prawda. Z narzeczoną nazwaliśmy je Bolek i Lolek. Zawsze rano przychodzą pod dom, żeby je nakarmić. Muszę przyznać, że wieś ma ogromne zalety i na tę chwilę nie chciałbym tego zmieniać.

Jaki wpływ ma przywiązanie do Kinic na to, że od początku kariery jeździ pan wyłącznie w Stali Gorzów?

Po prostu jest mi tu najbliżej. Wcześniej wyszkoliłem się w Wawrowie, naturalnej szkółce miniżużla działającej przy klubie Stal. Na stadion w Gorzowie mam 30 minut jazdy samochodem. Wystarczy jeden telefon od trenera i zjawiam się tam. To ogromna zaleta, bo ja lubię bardzo dużo jeździć i trenować.

Przywiązanie do jednego klubu to rzadkość wśród żużlowców, którzy z racji intratnych ofert finansowych często zmieniają barwy klubowe. Pan zapewne też miał takie propozycje. Jaki polski klub szczególnie o Pana zabiegał?

Były pytania z innych klubów, ale zawsze w negocjacjach pierwszeństwo ma Stal. Dopóki w naszych relacjach będzie wszystko w porządku, jak do tej pory, to będę jeździł w Gorzowie.

Dużo się mówi o Pana przyjaźni z Tomaszem Gollobem i o tym, że miał wpływ na Pana karierę. Kiedy spotkaliście się pierwszy raz i jak to wyglądało?

Pierwszy kontakt mieliśmy w 2008 roku, gdy Tomasz Gollob przyszedł do Gorzowa. Jakoś od początku mnie polubił i pozwolił, abym kręcił się w jego boksie i podpatrywał pracę jego mechaników i motory. Pamiętam do dzisiaj jego słowa: „Młody jeszcze cię nie znam, ale już cię lubię”.

To niesamowity człowiek, który drogę do pierwszego tytułu mistrzowskiego skrócił mi naprawdę o wiele lat.

Dlaczego Pana motory mają kolor niebieski?

Ten kolor akurat lubię. Nawiązuje także do barw klubów, w których występuję, a mianowicie Stali Gorzów i Vetlandy, w barwach której startuję w lidze szwedzkiej.

Jest jakiś żużlowiec, z którym szczególnie nie lubi się Pan ścigać, ze względu na jego styl jazdy czy klasę sportową?

Nie ma takiego rywala i nie myślę, że któryś jest dla mnie niewygodny. Ja naprawdę kocham się ścigać i nie jest istotne, z kim staję pod taśmą, bo po prostu chcę wygrać każdy bieg.

W jednym z biegów podczas drugiego dnia zawodów w Pradze pokazał Pan coś, czego na torze się nie ogląda. Siadł pan na błotniku, żeby wyprzedzić rywala. Czy to był instynkt, czy wcześniej przygotowany i zaplanowany manewr?

Już w trakcie wyścigu wiedziałem, że muszę zrobić coś innego, aby wyprzedzić Tai’a. (Tai Woffinden – przyp. red). Faktycznie, było to bardzo nietypowe, bo tak się nie jeździ. Sam zrobiłem wielkie oczy i zastanawiałem się, czy i jak wyjadę z tego łuku. Na szczęście się udało i dzięki temu wygrałem dzień po dniu zawody na praskim torze, na którym wcześniej jakoś szczególnie mi nie szło.

Którzy z polskich sportowców najbardziej Panu imponują i dlaczego?

Najbardziej Robert Lewandowski. Niedoceniony w przeszłości, tak naprawdę wyciągnięty z niebytu, bo przecież miał nieudany epizod, gdy skreślono go w Legii Warszawa.

Kibicuję wszystkim polskim sportowcom. Lubię obejrzeć mecz z udziałem Lewandowskiego czy też skoki narciarskie, w których jesteśmy światową potęga. Cieszę się z polskich sukcesów. Powinniśmy z nich być naprawdę dumni. Ten rok, który jest tak trudny dla naszego życia, jest dla nas szczególny, jeśli chodzi o wyniki polskich zawodników.

Robert Lewandowski to profesjonalista pod każdym względem, choćby diety. Skoczkowie narciarscy, o których Pan wspomniał, też muszą ściśle jej przestrzegać. W żużlu dieta i waga zawodnika mają duże znaczenie?

Jak chyba każdy sport, także moja dyscyplina wymaga stosowania odpowiedniej diety. Waga żużlowca musi być, powiedziałbym, szczególna, czyli taka, żebym jak najlepiej czuł się na motocyklu.

Jest potrawa, która nie jest specjalnie zdrowa i zalecana żużlowcom – to pizza. Bardzo ja lubię i po sezonie muszę koniecznie zjeść (śmiech). Tak dla zdrowia psychicznego, że w końcu mogę sobie pozwolić na coś, co lubię. Zresztą prowadzę tak aktywny tryb życia, że tak naprawdę jedną pizzę można szybko spalić, ale mimo tego w sezonie startowym unikam jej jedzenia.

Co by Pan radził młodym ludziom, nie tylko tym uprawiającym sport? Jak dojść do mistrzostwa w swojej dziedzinie?

Po prostu róbcie swoje, wytrwale dążcie do celu i nie poddawajcie się. Może zabrzmi to banalnie, ale u mnie to działa. Każde zawody to dla mnie lekcja, zwłaszcza te, w których mi nie poszło tak, jak bym chciał.

W minionym sezonie wszystko poszło, jak trzeba. Dowodem uznania Pana sukcesów była wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Pana domu w Kinicach. Jak do tego doszło? Zwykle sportowcy po swoich sukcesach są przyjmowani w gabinetach premiera czy prezydenta.

Niewiele miałem czasu na przygotowanie, bo pan prezydent miał przyjechać do Gorzowa na stadion Stali Gorzów i tam mieliśmy się spotkać. Jednak decyzja się zmieniła i przyjechał do Kinic. Zaskoczyła mnie o tyle, że ja jestem po prostu zwykłym chłopakiem z Kinic i tylko jeżdżę na żużlu. Nigdy nie sądziłem, że może mnie spotkać coś takiego jak odwiedziny prezydenta.

1

fot. Stiopa/Wikipedia

Artykuły z tej samej kategorii

Śladami babci Coco – kilka słów o meksykańskiej kulturze

Myślę, że niemal każdy, kto obejrzał animację „Coco”, zapragnął choć raz udać się do Meksyku, aby wchłonąć panującą tam atmosferę i poznać...

15 metrów w 6,64 sekundy – wywiad z Aleksandrą Mirosław

Aleksandra Mirosław nie ma sobie równych. Polska zawodniczka uprawiająca wspinaczkę sportową na czas wróciła z zawodów Pucharu Świata w Seulu nie tylko ze zwycięstwem, ale i rekordem świata. Na odpoczynek...

Zaczął żyć po utracie rąk. Wywiad z Przemysławem Wieczorkiem

Przemysław Wieczorek z okolic Aleksandrowa Łódzkiego udowadnia, że niemożliwe nie istnieje, a po każdej burzy przychodzi słońce. Były reprezentant Polski w para taekwondo w wieku 20...