poprzedni artykułnastępny artykuł

Śniadanie ignorantów

Rzadko mi ktoś imponuje, ale ostatnio Ben Bernanke dostał ode mnie dużego plusa. Ponieważ zawód felietonisty polega na narzekaniu, limit plusów na tę dekadę uznaję za wyczerpany.

Zacznijmy od tego, kto zacz ów Bernanke, bo przecież nie wszyscy muszą to wiedzieć (nie wiecie? Wstyd!). Jest to szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej, czyli czegoś na kształt naszej Rady Polityki Pieniężnej czy też Narodowego Banku Polskiego. Jednym słowem jeden z najpotężniejszych ludzi na świecie, a na pewno najbardziej wpływowych. Może nie aż tak jak Tomasz Lis, ale blisko. W każdym razie to ten facet od paru lata zajmuje się walką z amerykańskim kryzysem, drukując na potęgę dolary.

Ale nie tym mi Bernanke zaimponował, chociaż – przyznajmy – drukowanie zielonych jest bardzo sexy. Nie na darmo mówi się, że ktoś wygląda jak milion dolarów (ciekawe, że nie jak milion euro, które mają w sobie tyle sexapilu, co Jolanta Pieńkowska). Otóż szef Rezerwy Federalnej, czyli jeden z głównych guru od światowej ekonomii, miał odwagę powiedzieć coś takiego: „Nie rozumiem o co chodzi z tymi cenami złota. Nikt tego tak naprawdę nie rozumie i ja też nie będę udawał, że wiem o co w tym chodzi”.

„Szef Rezerwy Federalnej, czyli jeden z głównych guru od światowej ekonomii, miał odwagę powiedzieć coś takiego: Nie rozumiem o co chodzi z tymi cenami złota”

Ciekawe, że Bernanke nie rozumie czegoś, co nasi krajowi analitycy finansowi mają w małym palcu. Swego czasu zdarzyło mi się inwestować w złoto i od tej pory dostaję od rozmaitych krajowych mądrali, banków i innych pierdoośrodków pierdodoradczych raporty dotyczące cen owego tajemniczego kruszcu. I ci goście zawsze wiedzą po ile złoto będzie stało za miesiąc, za rok, a nawet 18 sierpnia 2021 roku. Żaden problem, wiedzą i już.

Oczywiście, ich prognozy nigdy, ale to nigdy, przenigdy się nie sprawdzają. Nie prowadzi ich to jednak do wniosku, do którego doszedł Bernanke, a wcześniej również Sokrates (choć jemu akurat nie chodziło o złoto). Nic z tych rzeczy. Żadne tam: przepraszam, znowu się rypnąłem, może nie będę się mądrzył w sprawie, która mnie przerasta. Nie, oni w następnym miesiącu znowu przysyłają kolejne raporty i prognozy, które znowu są funta kłaków warte. A tak szczerze mówiąc – kłaki, i to cały funt kłaków ma jednak większą wartość niż te zawsze chybione dyrdymały.

„Śniadanie mistrzów?”

Oczywiście, dotyczy to nie tylko rynku złota. Gdybyż tak było, byłby to maleńki problem. Tymczasem trend polegający na tym, że ludzie namaszczonym głosem nauczają o rzeczach, o których nie mają zielonego pojęcia, jest dość powszechny. Nawet istnieje taki program w telewizji, który dokładnie na tym polega. Nazywa się on „Śniadanie mistrzów” i właściwie uświęca ignorancję. Przychodzą do niego ludzie, którzy są aktorami albo prezenterami telewizyjnymi i mówią, co myślą na przykład o wyborach w Ameryce. I chociaż rzadko kiedy, rzadko komu udaje się tam powiedzieć coś, co ma choć odrobinę sensu, to jeszcze nikt nie zrobił tak jak Bernanke. To znaczy nie wyznał: „Sorry, ale ja się na tym nie znam”. Acz żyję w nadziei, że ktoś kiedyś to uczyni. Będzie to mój ulubiony celebryta do końca życia.

Igor Zalewski

Przeczytaj również, o czym mówił Igor Zalewski w #ToSięNadaje

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...