poprzedni artykułnastępny artykuł

Silniejsi niż mutacje

Wiktor Świetlik


Nawiedzeni ideolodzy z reguły nie przepadają za przeszłością. Z przeszłości uczą się nudziarze. Wyciągają wnioski, analizują błędy, zwracają uwagę na dobre decyzje. Postępowcom przeszłość niepotrzebna. Mają swoje koncepty i z nadzieją i zapałem patrzą w przyszłość. Przeszłości nie lubią, bo jej doświadczenia mogłyby zakłócić ich idealną wizję przyszłości. Doskonale opisał to swojego czasu wybitny brytyjski filozof Roger Scruton w książce „Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei”. Być może właśnie dlatego, że przeszłość tak bardzo się kłóci z nawiedzonymi wizjami przyszłości, swojego czasu lewicowy brytyjski premier Blair omal nie zadusił na Wyspach mediewistyki – badań średniowiecza. Po prostu uznał, że bez sensu jest, by państwo łożyło pieniądze na badanie czegoś, co było tysiąc, w najlepszym razie 550 lat temu. Drugi tom „Dziejów Polski” profesora Andrzeja Nowaka opisujący rozbicie dzielnicowe i czasy Władysława Łokietka pokazuje, jak związana jest nasza teraźniejszość z przeszłością sprzed ośmiu wieków.

Zapewne niektórzy Andrzejowi Nowakowi będą z tego rozbili zarzut. A to największa zaleta jego unikatowej książki (bo po ‘89 roku nikt się napisania na nowo obszernej historii Polski nie podjął), że przeszłość odnosi do teraźniejszości. Bo samo grzebanie w zamierzchłej przeszłości jest zazwyczaj bezpieczne. Gorzej jeśli się zada pytanie – tak jak Andrzej Nowak – czy zasadne było i co ma symbolizować postawienie w Gdańsku w 2010 roku pomnika księcia Świętopełka. Postaci niewątpliwie zasłużonej dla rozwoju gospodarczego Gdańska, ale równie mocno zasłużonego dla odrywania Pomorza od piastowskiej Polski, czego historyczne efekty mamy do dzisiaj w postaci roszczeń finansowych. Więcej, prawdopodobnego zleceniodawcy zabójstwa jednego z naszych najwybitniejszych polityków okresu rozbicia dzielnicowego Leszka Białego. Na pomniku napisano „zrzeszonych nikt nas nie złamie”. Świętopełk zrzeszał się głównie po to, by trwale oderwać swoją ziemię od piastowskiej reszty.

Takie spojrzenie na przeszłość – pozwala też widzieć więcej. Czas rozbicia dzielnicowego traktowałem zawsze jako okres wyjątkowo ponury w naszej historii – rozpad państwa, korzenie się przed niemieckimi cesarzami, sprowadzenie Krzyżaków, najazd tatarski, zabójstwa władców, zalążki utraty Śląska (w dodatku, jako osoba jednak interesująca się historią, zawsze miałem problem z tymi cholernymi dzielnicowymi Leszkami, Mieszkami, Bolesławami i Henrykami – który jest czyim synem i z której linii). Andrzej Nowak daje nieco inne spojrzenie. Owszem i Krzyżacy, i rozbicie, i Tatarzy byli. Ale był też rozwój miast i był też dowód wielkiej żywotności państwa i narodu, które z kryzysu i dziejowego zakrętu potrafiły wyjść na prostą w wielkim stylu.

W swoich słynnych „Cząstkach elementarnych” wielki europejski maruda Michel Houellebecq w odniesieniu do naszych czasów pisał o „mutacjach metafizycznych” – niepowstrzymanych procesach, które wymiatają cywilizację zupełnie jak Mongołowie Wschodnią Europę w XIII wieku, i nikt nie może mieć na nie wpływu. Lektura Andrzeja Nowaka przekonuje, że straszenie niejedną mutacją metafizyczną już przetrwaliśmy, a i z paroma fizycznymi mutantami daliśmy radę. Więc jest nadzieja, że póki będą wybitni kronikarze pokroju profesora Nowaka z zakrętów będziemy wychodzić na prostą.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...