poprzedni artykułnastępny artykuł

Rozmowa Konceptu: Jak nie zginąć zimą w górach

O tym, czy toprowcy ratują tylko idiotów i jak zostać ratownikiem górskim z Janem Gąsienicą – Rojem rozmawia Mateusz Zardzewiały W społeczeństwie panuje dość jednoznaczna opinia o toprowcach: to ludzie ryzykujący życie dla ratowania idiotów. To prawda, czy może wśród osób, którym pomagacie naprawdę są tacy, którzy zachowali środki ostrożności i po prostu mieli pecha? Jan Gąsienica-Roj: Trudno generalizować, stawiając wszystkich w jednym szeregu. Wśród tak licznej rzeszy turystów, którzy każdego roku odwiedzają Tatry, co jakiś czas trafi się ktoś nieprzygotowany. Takiemu człowiekowi też trzeba pomóc. Jednak w większości są to ludzie, którzy wiedzą, co robią, ale na przykład zaskoczyła ich pogoda, warunki, wydarzyło się coś nieoczekiwanego i nagle wymagają pomocy. Ludzie łamią nogi, mają wypadki również w miejscach odbiegających charakterem od gór – na chodnikach czy w mieście. Tatry mają swoją specyfikę, wszystkiego nie można przewidzieć. Jednak nie jest tak, że ryzykuje się życie, by uratować nierozsądnych ludzi. Większość nieszczęść ma miejsce na najczęściej uczęszczanych szlakach. W Tatry chodzi kilkanaście tysięcy ludzi dziennie. Coś się musi dziać. Częściej musicie pomagać niedzielnym turystom, którzy prosto z zatłoczonego miasta idą na najtrudniejszy szlak, czy ludziom obeznanym z górami? Oczywiście większą szansę na wypadek ma człowiek, który kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak naprawdę wyglądają góry, jakie są warunki na szlakach w części Tatr wysokich. Często się przeliczy z własnymi siłami, nie przewidzi tego, że zmrok zapadnie wcześniej. Wczesną wiosną, gdy w Zakopanem jest już zielono, turyści myślą, że nic złego nie może się stać. Tymczasem gdzieś może być oblodzenie, śnieg. To bardzo niebezpieczne.

Ryzyko, że któryś z nas zginie jest statystycznie większe. Jak jest się w górach 200 dni w roku, jest dużo większe prawdopodobieństwo, że coś się stanie, niż jak się jest w górach 2 dni w roku. Włodek Cywiński był codziennie w górach, przeważnie chodził sam

Jakiś czas temu do waszego grona dołączyła kobieta, pani Ewelina Zwijacz-Kozica. Czy zawód ratownika górskiego się feminizuje, widać większe zainteresowanie ze strony pań? Czy to jednostkowy przypadek? To raczej nie jest zawód dla kobiety – częstym elementem są długie, nocne wyprawy. Wymagają one siły i odporności psychicznej. Ewelina na pewno jest mocniejsza od większości kobiet, miejmy nadzieję, że się sprawdzi. Jednak ciężko już teraz mówić o tym, jak zjawisko obecności kobiet w ratownictwie górskim będzie się rozwijać. Właśnie, co z odpornością psychiczną. Żyjecie pod presją, bywa, że widzicie śmierć ludzi, którym chcieliście pomóc. Jak sobie z tym radzicie? Twardość charakteru ludzi gór, którzy sami uporają się ze stresem czy może pomoc psychologów? To kwestia przyzwyczajenia. Jeśli ktoś źle by się czuł z tym, że musi zbierać bardzo porozbijaną ofiarę po dużym upadku i sobie z tym nie radził, pewnie jakaś pomoc psychologa by się przydała. Ale tak się nie dzieje, właściwie wszyscy tutaj radzimy sobie z tym obciążeniem psychicznym sami. Trzeba mieć świadomość, że wypadki były, są i będą. Akcje TOPRu w oczach społeczeństwa odbierane są jak dobry film sensacyjny. Jak wyglądają one od wewnątrz? Jest w nich miejsce na brawurę, czy wszystkie decyzje muszą być starannie przeanalizowane? Tu nie ma miejsca na spektakularne ryzyko. Na tym poziome ratownictwo jest tak przygotowane i tak zorganizowane, że kierownik dyżuru musi podejmować słuszne decyzje. Nie można narażać ratowników, trzeba szybko i skutecznie udzielić pomocy. Jakiś czas temu w górach zginął Władysław Cywiński, taternik, ratownik TOPR. Wasz zawód to duże ryzyko. Jak często płacicie za nie najwyższą cenę?   Każdy z nas kocha góry, z pasji dużo w nich przebywa. Często chodzimy po Tatrach, przez co naturalną koleją rzeczy z czasem zapuszczamy się coraz dalej, na coraz trudniejsze szlaki. Ryzyko, że któryś z nas zginie jest statystycznie większe. Jak jest się w górach 200 dni w roku, jest dużo większe prawdopodobieństwo, że coś się stanie, niż jak się jest w górach 2 dni w roku. Włodek był codziennie w górach, przeważnie chodził sam. Sezon to wzmożony okres ruchu w interesie ratowniczym. Czy poza nim jest miejsce na odpoczynek, czy ciężka praca toprowca trwa cały rok?   Poza sezonem mniej ludzi przyjeżdża do Zakopanego, mniej wychodzi w góry. To jednak czas na organizowanie się, przygotowanie do sezonu zimowego, to czas, kiedy mamy szkolenia. Właściwie, z punktu widzenia ratownika nie czuć przeskoku. Akcji ratowniczych jest co prawda mniej, jednak innych czynności związanych z pracą toprowca – zdecydowanie więcej. Czasem pracujemy nawet bardziej intensywnie pomiędzy sezonami niż w sezonie – dobre przygotowanie potem procentuje. A co z głodnymi wrażeń studentami? Co trzeba zrobić, by zasilić wasze szeregi?   To dość długi proces, wymagający wielu egzaminów. Niezbędny jest wykaz przejść, czyli udokumentowany dorobek górski – drogi wspinaczkowe, wycieczki narciarskie. Trzeba mieć również 2 członków wprowadzających, którzy są czynnymi ratownikami i poręczą za kandydata. Potem po egzaminie kandydackim następuje przyjęcie na 2-letni staż kandydacki, zakończony egzaminem końcowym. Potem naczelnik decyduje, czy kandydat spełnia warunki, wymaga przedłużenia stażu kandydackiego, czy po prostu nie nadaje się na toprowca. Średnio co 2 lata mamy 10 nowych osób. Jest to oczywiście ratownik ochotnik, trudno to nazwać pracą. To raczej prestiżowa i nobilitująca funkcja społeczna. Spośród ochotników co jakiś czas ktoś zostaje ratownikiem zawodowym. Ratowników ochotników mamy ponad 200, zaś etatowych około 30. W październiku głośno było o znalezionym na wysokości ponad 2 tys. metrów porzuconym psie, którego uratował taternik. Nowy sposób na pozbycie się niechcianego czworonoga, czy też zwierzę może samo dojść tak wysoko, że już nie jest w stanie wrócić? Psy jako zwierzęta towarzyskie, często „przyczepią” się do kogoś i idą za nim wysoko w góry. Czasem znajdą się w końcu w terenie, w którym nie potrafią sobie poradzić, nie mogą wrócić. Znajdujemy takie zwierzęta, ale raczej nikomu by się nie chciało psa prowadzić specjalnie w góry, żeby go tam porzucić.

Jak wyglądają psie zaprzęgi w Polsce? Czytaj w Magazynie Koncept.

Artykuły z tej samej kategorii

Sieć znajomych, znajomi w sieci

Media społecznościowe osiągnęły taką popularność, że powstał żart, że jeśli nie ma cię na Facebooku, Instagramie, Twitterze lub innym medium to tak, jakby nie było cię...

Nie musi być idealnie

Różne mogą być przyczyny problemów w sprawnym zarządzaniu swoimi zadaniami i skutecznym zapanowaniu nad swoim kalendarzem. U jednych może to być lenistwo, u innych pożeracze...

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...