poprzedni artykułnastępny artykuł

Robert Mazurek: Przepis na sześć gwiazdek

Nakręcę film i zostanę sławny. Uda mnie się nie dlatego nawet, że mam nieprzeciętny talent, ale dlatego, że mam wiedzę i do sprawy podejdę metodycznie.

„Może się to wydawać przesadą, że ulubioną bohaterką największego polskiego dziennika byłaby czarna, feministyczna Żydówka – lesbijka gwałcona w dzieciństwie przez polskiego księdza.”

Najprościej byłoby zekranizować jakąś lekturę, ale niestety, wszystkie ważniejsze już zekranizowano, a poza tym te, które były lekturami za czasów moich dawno nimi być przestały. Nie wiem nawet czy tam cokolwiek, po kastracji Mickiewicza, Sienkiewicza i Gombrowicza pozostało, a przeniesienie na ekran „Elementarza” Falskiego jakoś mnie przerasta. Wiecie państwo, ten podejrzany związek Ali i Asa… Nie, albo będę zgodny z duchem gender, a wtedy moje dzieło trafi wyłącznie do studyjnych kin w Amsterdamie lub niektórych dzielnicach Hamburga, albo będę wsteczny.

Więc lektura odpada. No to kryminał albo komedia romantyczna, koniecznie tak śmieszna jak „Kac Wawa”, w końcu chcę nie tylko kupę kasy zgarnąć, ale i przejść do historii, a taki „Kac Wawa” w każdym rankingu się zmieści. Filmy najgorsze, filmy najgłupsze, obciach dekady – brzmi nawet lepiej niż jakieś lwy gdańskie, gdyńskie czy trójmiejskie.

Niestety i tu zapał mój ostudzono. Maciej Pieprzyca, reżyser autentycznie wybitnego „Chce się żyć” oznajmił, że twórcy filmu nie partycypują w zyskach z biletów. Swoją drogą to wiele tłumaczy – czy przyjdzie milion widzów, czy twoja rodzina dostajesz tę samą działkę. To po co się wysilać? Więc i ja nie będę. Trudno, niejaki Saramonowicz może spać spokojnie.

Skoro więc nie lektura i nie kino komercyjne to sprawa jest prosta. Zakasuję wszystkich artyzmem. Zawsze się o taką wrażliwość podejrzewałem, choć do niedawna uważałem, że to, co ze mnie wychodzi to nudziarstwo. Teraz już wiem, że to namysł i refleksja tak niezbędne do popełnienia dzieła wielkiego. Celuję w sześć gwiazdek.

Tu wytyczne są jasne. Po pierwsze nie może być śmiesznie. „Śmieje się jak głupi do sera” – głosi pierwsza zasada recenzentów. Śmiech oznacza, że film jest śmieszny, ergo niepoważny, a jak coś niepoważnego może być wybitne, nieprawdaż? Taka oto logika rządzi i ja się podporządkować zamierzam. Łatwo widz ze mną mieć nie będzie, to mu mogę obiecać, niczym Churchill rodakom krew, pot i inne płyny fizjologiczne.

Rzut oka na recenzje filmów pięcio- i sześciogwiazdkowych nie pozostawia złudzeń. Musi być o mniejszościach. I o kobietach, które co prawda są większością populacji, niemniej uchodzą za mniejszość, bo mniej zarabiają. Im więcej mniejszości, tym lepiej. Może się to wydawać przesadą, że ulubioną bohaterką największego polskiego dziennika byłaby czarna, feministyczna Żydówka – lesbijka gwałcona w dzieciństwie przez polskiego księdza. Owszem, może się to wydawać przesadą, ale tylko do chwili, kiedy ktoś takiego scenariusza nie skonstruuje. Nie ma bowiem takiego postępowego schematu, który nie zostałby pochwalony w imię walki ze stereotypami i schematami właśnie.

Bohaterka nasza musiałaby też doznać jakiejś opresji ze strony pozostałych instytucji patriarchalnego, tradycyjnego społeczeństwa. Katujący ją ojciec, zdewociała matka, małe miasteczko, w którym rządzi pieniądz (atak na wielkie korporacje zwiększa szanse na Oscara), rządzi ksiądz.

Wyzwolenie mieliby przynieść wolontariusze załatwiający transport za granicę, gdzie nasza bohaterka mogłaby najpierw dokonać aborcji (ksiądz nie przestał jej gwałcić), a potem zmienić płeć. Niestety, w ostatniej scenie bohaterka ginie we śnie, gdy spada jej na głowę radio.

I jest to oczywiście Radio Maryja.

Robert Mazurek

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...