poprzedni artykułnastępny artykuł

Robert Mazurek: Gumka na łebka

„Katowice – konar drzewa spadł na garaże. Nikt nie został ranny” – mroził krew w żyłach żółty pasek w TVN 24. Serio. Nic dziwnego, że nikt się nie przejął tym, że tego samego dnia ktoś zaiwanił forsę z OFE. Sami państwo rozumieją, konar. Bo zima, to jest proszę państwa, potęga. I dar niebios dla mediów. Zawsze możemy liczyć na zapierające dech w piersiach relacje reporterów opisujących amatorów zimowego szaleństwa najeżdżających na zimową stolicę Polski, na którą właśnie spadł biały puch. To jakoś tak leci, prawda? Aha i koniecznie dodać trzeba, że zima zaskoczyła. Głównie drogowców, bo dziennikarze są na nią świetnie przygotowani. Nie tylko na zimę. Na lato też. Tu drobny wtręt – jak to dobrze, że mamy kilka pór roku, a nie, jak w takiej Afryce dwie: mokrą i suchą. Dzięki temu, możemy się nimi pasjonować. Weźmy taki lipiec. „Od roku nie było tak mokrego lipca!” – lamentują gazety, po tym jak burza znów zalała studzienki i piwnice. Co? Nie ma wody? Znaczy się jest susza, efekt cieplarniany i noc meteorytów. „Takiej suszy nie pamiętają najstarsi górale. Na przykład pan Józef (lat 82) z Łomży (595 lat) nie pamięta.” Upał? Lekarz – jak co roku, od dnia, w którym termometry zanotowały jakieś 25 stopni – radzi: trzeba pić dużo płynów (Tomasz Lis powiedziałby: nawadniać organizm napojami izotonicznymi), ubierać się w jasne stroje, raczej długie rękawy i tak ubranym oraz napojonym siedzieć w domu, przeczekać żar z nieba co najmniej do października. Zimą też zresztą trzeba siedzieć w domu, bo można zmarznąć, zwłaszcza jeśli człowiek nie ubrał się na cebulkę i nie nasmarowął gęby jakimś tłustym kremem. To w ogóle cud jakiś, że ktokolwiek po ulicach łazi i nie stosuje się do zaleceń lekarzy. Pewnikiem cudzoziemcy. Polak bowiem doskonale wie, co go czeka, aczkolwiek – i na tym polega największy polski paradoks – sprawia wrażenie nieustannie zaskakiwanego porami roku. Zima? Jezus Maria, w grudniu spadł śnieg! – podskakują z uciechy dzieci, psy i dziennikarze. Wiosna? Nareszcie jakaś powódź! Lato? Wiadomo, lokalne podtopienia, ale generalnie straszny gorąc. Jesień? Narodowa debata, kiedy wreszcie zaczną grzać. Imaginujcie sobie państwo, że są na świecie narody, nie tylko w Afryce, które są tego typu emocji pozbawione. Nie, no powódź oczywiście robi wrażenie, huragan takoż, ale o fali mżawki w Londynie tamtejsze media milczą. Poważnie. Albo w takim Bergen w Norwegii – dwieście deszczowych dni w roku, wiatr taki, że łeb urywa i nic! W ogóle się tym nie zajmują. Prymitywy, ot co. Oni to by pewnie, co za dojmujący brak romantyzmu, od razu się zainteresowali, że forsa, że OFE, że emerytury, że ktoś zajumał, że dlaczego rząd, że obiecywał. I przeżywaliby to, analizowali, kombinowali. No cóż, klasyczna, proszę państwa, mentalność księgowego się kłania. Strasznie nudni ludzie. Na własne oczy widziałem którejś jesieni kilkudniową debatę medialną w Anglii, nie, nie z powodu wiatrów, które wstrzymał premier, ale testów dwunastolatków. Wyszło im, że dzieci teraz jakieś mniej kumate są niż dwadzieścia lat temu, a przecież tyle forsy wpakowali, tyle wysiłku. Skądinąd wyspiarze średnio raz w roku przeżywają podobną debatę na temat wychowania seksualnego – wychowują już kilkulatków, jedenastolatkom wręczają środki antykoncepcyjne, każdy uczeń w hrabstwie Oksford dostaje w łapę kondoma, a wciąż mają najwięcej ciąż u nieletnich w Europie. Lepiej niż jakaś Albania czy Rumunia! I gadają o tym. Mówią, że to istotne. Ech, głupi naród. No, dobra, pora kończyć. Wyjrzałby który za okno, sprawdził czy pada. Albo czekaj, po co patrzeć, włączmy telewizor. Robert Mazurek

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...