poprzedni artykułnastępny artykuł

Recenzje wrzesień 2021

Nowości filmowe 2021. Zobaczcie, jak oceniliśmy polsko-szwedzką produkcję „Sweat „oraz kanadyjsko-amerykański film akcji „Ci, którzy życzą mi śmierci”.

Sweat
reż. Magnus von Horn, prod. Polska, Szwecja, 100 min

fot. Wikipedia

Głośna polska produkcja o trenerce fitness, a zarazem internetowej influencerce obiecuje wgląd w kulisy życia gwiazdy mediów społecznościowych. Jak mówi sama bohaterka filmu Sylwia, odgrywana przez Magdalenę Koleśnik, internetowa sława ma swoją mroczną stronę. Nietrudno domyślić się, że tą stroną mogą być mniej udane życie prywatne, ciągła presja czy chorobliwie obsesyjni fani. Tak właśnie jest w „Sweat”, ale rozwinięcie tych wątków czy nuta, która wybrzmiewa w konkluzji filmu, są bardziej zaskakujące.

Sylwia porusza się między galeriami handlowymi, modnymi lokalami, siłownią i swoim apartamentem. Co chwilę transmituje do sieci treningi, porady, wizerunek psa Jacksona, rekomendacje produktów sponsorów, a przede wszystkim swoją ostentacyjnie pozytywną personę. Kilka dni, podczas których ją poznajemy, mija w oczekiwaniu na występ w programie śniadaniowym. Nie są to łatwe dni, bo niedawno Sylwia żaliła się followersom na samotność, a teraz, jakby na ironię, niepokoi ją towarzystwo stalkera. W dodatku dzień przed programem Sylwia opuszcza swoje homogeniczne otoczenie, by odwiedzić zdystansowaną emocjonalnie matkę (Aleksandra Konieczna).

Podczas wizyty na blokowisku matki orientujemy się, że twórcy, w tym szwedzki reżyser Magnus von Horn, mają świetne oko do polskiej codzienności i chodzi tu nie tylko o przyprawiające o déjà vu boazerie mieszkania matki czy wypolerowane środowisko Sylwii, ale też o wąskie grono mieszkańców tego świata. Wąskie, ponieważ „Sweat” to film ściśle skupiony na swojej bohaterce i minimalny w konstrukcji. Twórcy powściągliwie pozostają bliscy rzeczywistości i nie fabrykują wybujałych wątków ani zbyt definitywnej puenty. Niektórzy widzowie mogą oczekiwać od filmu potępienia nowych mediów czy diagnozy najnowszych chorób cywilizacyjnych, ale czułość i pobłażliwość twórców względem nowoczesnej bohaterki jest być może zdrowszą, bardziej adekwatną odpowiedzią na te problemy.

Ci, którzy życzą mi śmierci
reż. Taylor Sheridan, prod. Kanada, USA, 109 min

fot. Wikipedia

Taylor Sheridan zasłynął w 2015 jako scenarzysta „Sicario” z Emily Blunt w roli poddanej próbie agentki FBI. W następnym roku oparte na jego scenariuszu „Aż do piekła” zostało przyjęte równie dobrze. Wkrótce Sheridan z sukcesem zadebiutował jako reżyser „Wind River. Na przeklętej ziemi”, a niebawem miał już na koncie także własny serial „Yellowstone”. Na tle tej serii świetnie przyjętych produkcji gorzej wypadają tegoroczne dzieła podpisane nazwiskiem Sheridana. Pierwsza z nich to adaptacja powieści Toma Clancy’ego („Bez skrupułów”), której scenariusz Sheridan jedynie poprawiał, druga to natomiast najnowszy film z Angeliną Jolie w roli głównej.

„Ci, którzy życzą mi śmierci” to adaptacja powieści o tym samym tytule. Po pewnych zmianach opowieść idealnie wpasowała się w dorobek filmowca – przynajmniej w zarysie. Odgrywana przez Jolie strażaczka Hannah natrafia w parku narodowym, w którym wypatruje pożarów, na chłopca (Finn Little), którego ojciec został zamordowany, ponieważ wykrył pewne nieprawidłowości jako księgowy. Teraz te zapisane tajemnice nosi jego syn, na którego tropie są dwaj najemnicy (Nicholas Hoult, Aidan Gillen). Mężczyźni podpalają las, aby wypłoszyć chłopca, a także zmuszają lokalnego policjanta do pomocy (Jon Bernthal). Z kolei Hannah zrobi wszystko, żeby chłopca uratować.

Chociaż Sheridan zmierzył się z idealnie dopasowanym do siebie materiałem, zaskakuje nas niechlujną egzekucją wątków, tanimi zwrotami akcji i przede wszystkim niewykorzystanym potencjałem bohaterów. „Ci, którzy życzą mi śmierci” mogłoby sprawdzić się jako film w duchu kina akcji lat 90., które przypomina, aczkolwiek nawet odbierane na tych warunkach nie jest w pełni satysfakcjonującym dziełem. Być może Sheridan próbował rozszerzyć wypracowaną przez siebie formułę, aby zwiększyć komercyjny potencjał filmu, ale efekt wydaje się skrótowy i akcydentalny.

Artykuły z tej samej kategorii

Recenzje: „Na pełny etat”, „Paryż, 13. Dzielnica”

W tym miesiącu Mateusz Kuczmierowski ma dla Was dwie gorące filmowe nowości. Może dzięki nim pokochacie lub zakochacie się na nowo w Paryżu?...

Recenzje: płyta „Gemini Rights” i film „Elvis”

W tym miesiącu mamy coś dla melomanów i kinomaniaków. Zobacz recenzję „Gemini Rights”, płyty, którą wyprodukował Steve Lacy, oraz przekonaj się, jakie...

Tajemnicze kobiety ze słynnych obrazów

Z pewnością większość z nas zna takie słynne obrazy jak Mona Lisa, Dziewczyna z perłą czy Dama z gronostajem. Ale czy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego,...