poprzedni artykułnastępny artykuł

Recenzje: „Cruella” i „Halston”

Pandemiczne opóźnienia doprowadziły do tego, że w krótkim czasie premierę miały dwie produkcje o projektantach mody: dostępny na platformie Netflix miniserial „Halston” oraz „Cruella”, czyli wariacja na temat „101 dalmatyńczyków”. Produkcje te są skierowane do różnych widowni, ale łączy je więcej niż tylko nisza kina opowiadającego o modzie.

„Cruella”, reż. Craig Gillespie, prod. USA, 134 min

„Halston”, prod. USA, 5 odc. po ok. 50 min

Najnowsza z aktorskich adaptacji animacji Disneya ma skomplikowaną naturę. Film jest często opisywany jako prequel, ostatecznie jednak wydaje się być raczej przeróbką w stylu dwóch części „Czarownicy” z Angeliną Jolie. Klasyczna baśń o Śpiącej Królewnie zapewne wydawała się producentom zbyt staroświecka, aby trochę nie poeksperymentować. Przed 101 generowanymi komputerowo dalmatyńczykami uchroniło widzów z kolei istnienie aktorskiej adaptacji z Glenn Close, która została zresztą producentką nowego filmu.

Dopiero zapowiedziany sequel „Cruelli” wyjaśni, czy seria „połączy” się z filmem Glenn Close; wydaje się jednak, że twórcy potraktowali poprzednie opowieści o dalmatyńczykach jako brzydkie pomówienie. Sprostowanie jest takie, że bohaterka (Emma Stone), która tak naprawdę nazywa się Estella, była wyjątkowo utalentowanym dzieckiem, zmuszonym było zostać ulicznym złodziejaszkiem. Jej przestępczymi wspólnikami, a także współlokatorami w pewnym pustostanie, bardzo wcześnie zostali znani z animacji Jasper (Joel Fry) i Horacy (Paul Walter Hauser).

Idąc za tropem filmu z Glenn Close, zamiłowanie Cruelli do futer zostało zmienione w pasję do mody. Film w dużej mierze opowiada o jej drodze na najmodniejszy szczyt w rytmie rock ‘n‘ rollowych klasyków i w stylu „Chłopców z ferajny” czy też poprzedniego filmu Craiga Gillespiego „Ja, Tonyi”.

Estella szybko awansuje ze sprzątaczki do roli prawej ręki wiodącej projektantki Baronowej (Emma Thompson). Wkrótce zaczynają one rywalizować, a Estella ukrywa się za alter ego Cruelli, której to przydomek zyskała niegdyś ze względu na swoje ataki okrucieństwa. Mroczna strona postaci dobrze łączy się z punkową estetyką lat 70., bo w tym właśnie czasie zostaje osadzona opowieść. Oprócz tego, że jest ona świetnie zagrana, rywalizacja geniuszy haute couture staje się wiarygodna dzięki pracy projektantki kostiumów Jenny Beavan, która wydaje się mieć trzeciego Oscara w kieszeni.

Halston, a właściwie Roy Halston Frowick, to projektant, który faktycznie brał udział w modowym pojedynku: legendarnej dziś, tak zwanej „Bitwie o Wersal”, w której wraz z innymi amerykańskimi projektantami zwyciężył nad kontynentalnymi domami mody. To jeden z sukcesów Halstona, przy których zatrzymuje się serial; inne takie sukcesy to kilka kluczowych projektów, nie tylko ubrań, ale także linii perfum i własnego luksusowego apartamentu. Serial otwiera z kolei inauguracja Johna Kennedy’ego, która uczyniła tytułowego projektanta sławnym jako twórcę kapelusza Jacquelin Kennedy. Półtorej dekady później Halston przecierał szlaki, dokonując ekspansji marki, przez co ostatecznie stracił do niej prawa.

Ta historia to dziś znana przestroga, a serial opowiada równolegle także o osobistych problemach Halstona. Jeden z nich to nałogi, nie bez związku z faktem, że mężczyzna był stałym bywalcem klubu Studio 54, zadomowionym przez nowojorską śmietankę. Odtworzenie tej lokacji i epoki to kluczowe atrakcje serialu, który dużo miejsca poświęca także przyjaciółce Halstona Lizie Minnelli, wyjątkowo dobrze impersonowanej przez Krystę Rodriguez. W mniej pozytywnym sensie impersonatorem wydaje się Ewan McGregor w roli głównej; na koniec odnosi się wrażenie, że nie przeszedł on metamorfozy, mimo że jego bohater ma za sobą już niezwykle długą drogę.

Trudno nie winić za to twórcy serialu Ryana Murphy’ego, który postanowił opowiedzieć historię w bardzo oczywisty sposób. Produkcja wydaje się za to skutecznie nie pozostawiać wątpliwości, że moda jest sztuką. 

Nie będziemy jednak gratulować Murphy’emu, ponieważ niespodziewanie równie, a może bardziej skuteczni w swoim hołdzie dla mody okazali się twórcy „Cruelli”. Nieważne, że ich film nie jest idealnie skonstruowany, bo eksploatujące nostalgię korporacyjne projekty rzadko dają popkulturze coś z powrotem.

Co oglądać na Disney+? Poznaj propozycje Magazynu Koncept.

Artykuły z tej samej kategorii

Władca Pierścieni – najważniejsze różnice między filmem a powieścią.

Świat ,,Władcy Pierścieni'' w zupełnie nowym świetle! Czy wiesz, że filmowa adaptacja Petera Jacksona różni się od literackiego pierwowzoru...

Miłosne wielokąty literackie

Pełne pasji historie miłosne w literaturze. Od wzajemnych pragnień, poprzez subtelne trójkąty miłosne, aż po miłość fatalną – literatura...

Zakupy w PRL – spotkanie z Wojciechem Przylipiakiem

Wizyty w Peweksie były prawdziwym świętem. Długie kolejki po podstawowe produkty nikogo nie szokowały. Podczas otwarcia nowego domu towarowego...