poprzedni artykułnastępny artykuł

Psychika podczas wojny – na granicy wytrzymałości

Jak radzić sobie w obecnej sytuacji? Chwalić się pomaganiem czy nie? Co robić, gdy dopadają nas wyrzuty sumienia, bo jedziemy na wycieczkę, a społeczeństwo oczekuje od nas siedzenia w kraju? Jak odnaleźć się w obchodzeniu zbliżających się świąt wielkanocnych? W związku z wieloma niepewnościami w obliczu wojny rozmawiamy z psycholożką Patrycją Ptaszek.

Maja Polak: Trzeba przyznać, że rzeczywistość nas ostatnio nie oszczędza. Jak w tym wszystkim odnajdujesz się jako psycholog?

mgr Patrycja Ptaszek: Myślę, że trudno jest mi oddzielić bycie psychologiem od bycia człowiekiem. Rzeczywiście ten ostatni czas jest trudny z wielu powodów. Pandemia, inflacja, zmiana sposobu pracy i teraz wojna. Tak jak dla większości z nas, dla mnie to też niełatwa sytuacja.

Muszę zastanowić się nad tym, na co mam wpływ i w czym mogę pomóc. Nie mogę wziąć na siebie więcej, niż jestem w stanie udźwignąć i z perspektywy człowieka, i psychologa. Dla mnie odpowiedzenie sobie na to pytanie, ile rzeczywiście mogę, a co mnie przerasta, jest istotne.

Czasami zdarza się, że ludzie pytają mnie, jak wesprzeć osoby z Ukrainy przebywające obecnie na terenie naszego kraju. Widzą w tym trudność, bo bardzo chcą zrobić coś dobrego, ale na początku nie wiedzą, jak zadziałać. Chcą wiedzieć, jak wesprzeć kogoś, kto przeszedł taki stres, i jak mu realnie pomóc.

Czy uważasz, że podczas tego pomagania warto pokazywać się w social mediach i mówić, co się robi? Czy nie jest trochę tak, że ludzie zaczną nam wytykać obłudę, powiedzą, że staramy się za mało, że robimy to dla poklasku?

Rozumiem obawę i co jest motywem tego pytania. Ja to postrzegam inaczej. Myślę o tym w kategorii inspiracji i bodźca, który może uruchomić domino pomocy. Niektórzy bardzo chcieliby pomóc, ale nie mają odwagi albo nie do końca wiedzą, jak to zrobić. Dzięki publicznemu obiegowi te informacje mają szansę trafić do większej liczby osób, które faktycznie mogą coś zrobić.

Odnosząc się do psychologii, istnieje coś takiego jak naśladowanie i modelowanie zachowań innych i właśnie social media mogą takie pomocowe zachowania modelować. Szczerze mówiąc, chciałabym, żeby ludzie na co dzień robili rzeczy, które pomagają innym, nawet jeśli robią to dla poklasku. Jest to na tyle potrzebne, że nawet jeśli motywacja wygląda w taki sposób, to czemu nie. Nie mam na myśli, żeby to była główna motywacja, bo znamy lepsze, szlachetniejsze i bardziej etyczne.

Istnieją różne sposoby na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami i dla niektórych jest to altruizm. Pomagamy innym, ale równocześnie pomagamy sobie.

Czy w dobie kryzysu wstawianie filmików ze śmiesznymi kotami jest na miejscu? Czy nie wywoła to fali hejtu?

To, o co pytasz, jest bardzo dyskusyjną kwestią, odnoszącą się do własnej wewnętrznej etyki. Czasem wydaje mi się, że hejterzy w internecie czekają na okazję czy temat, aby ten hejt uwolnić i pozwolić mu wypłynąć. Jak o tym myślę, przypomina mi się tekst piosenki Marii Peszek, Elektryk: „Róbmy miłość, a nie wojnę”. Tego w internecie i nie tylko nam życzę.

Myślę, że podejście do social mediów trzeba sobie wyrobić samemu, wewnętrznie rozstrzygnąć i ustalić, co jest dla mnie ok, a co nie. Moralne osądy wobec innych ludzi i ich zachowań zawsze będą dla mnie wątpliwe.

kobieta z problemami psychicznymi załamana psychika podczas wojny

Jak myślisz, co powinny zrobić osoby, które żyją z zarabiania na mediach społecznościowych? Czasami jest to promowanie zdrowego stylu życia, ale niekiedy ich stały content opiera się np. na robieniu głupich żartów. Jak takie osoby powinny radzić sobie z komentarzami: Wojna na Ukrainie, a Ty się zajmujesz jakimiś bzdurami, przestałem/-am Cię szanować?

Tak, jest część takich osób, ale jeśli ktoś umie w tej sytuacji dalej prowadzić social media w swój określony sposób, ma do tego prawo i to jest w porządku. To nie nasza wina, że tam jest wojna.

Jeśli z kolei komuś z odbiorców taka tematyka ciąży, bo nie ma ochoty żartować i być w takim humorystycznym contencie, ma prawo przestać obserwować.

Samounicestwienie nie pomaga ani nam, ani osobom w Ukrainie. To, że łączymy się z nimi i odczuwamy lojalność wobec ich cierpienia i trudnej sytuacji, nie musi polegać na zmuszaniu się do współcierpienia.

Czasami może nam się wydawać, że czegoś nie wypada, coś jest nieetyczne. Warto o tym na pewno rozmawiać, ale wierzę też, że mamy coś takiego jak wewnętrzna wrażliwość i kompas, który pokazuje nam, co w danej sytuacji jest właściwe. Nasza ekspresja radości czy uczuć, szczególnie w stosunku do osób, które doznały cierpienia, mogłaby w danym momencie nie być na miejscu.

Na szczęście mamy własny regulator wewnętrzny i empatię. Postrzegam to jako wskazówkę dla osób, które zarabiają w taki sposób. Muszą robić to w zgodzie ze sobą i muszą być gotowe na to, że być może część osób w tym akurat momencie nie będzie chciała oglądać ich pracy. Nie oznacza to jednak, że powinny z tego rezygnować. Nie ma takiej potrzeby, żeby myśleć w czarno-biały sposób, który arbitralnie osądza, czy coś wypada, czy nie.

Zobacz: Szukasz ratunku przed wojną? Chcesz wesprzeć uchodźców?

A co z wyjazdami? Czy mogę bez wyrzutów sumienia jechać na wycieczkę za granicę? Czy nie jestem hipokrytką?

Znowu, trzeba to rozstrzygać wewnętrznie i patrzeć przez pryzmat siebie. Czy wolę wpłacić pieniądze na organizację i pomóc, czy najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić dla siebie, jest wyjazd? Obecnie wiele osób odczuwa poczucie winy, szczególnie w sytuacjach, które przynoszą im radość.

W traumatologii istnieje pojęcie poczucia winy wśród osób ocalałych. Tutaj podstawowe bezpieczeństwo nie jest naruszone i samo zjawisko nie jest dosłowne, ale istnieje pewnego rodzaju analogia. Wojna trwa, to nie jest nasza wina. Nic dobrego z nas jako osób pomagających nie będzie, jeżeli będziemy funkcjonować tak samo źle jak osoby, których bezpośrednio dotyczy problem.

Żeby być wsparciem, musimy być silni, a żeby takimi być, musimy się odżywiać. Dla kogoś tym metaforycznym pożywieniem może być właśnie wyjazd. Jeśli ktoś czuje, że to jest dla niego w tym momencie dobre i tego potrzebuje, powinien jechać.

Jak radzić sobie na co dzień z otaczającą nas rzeczywistością, niepewnością, natłokiem informacji w telewizji i internecie?

Ważne jest dbanie o wewnętrzną higienę psychiczną i dawkowanie informacji. Lepiej przyswajać je w sposób regularny i świadomy. Można wyznaczyć sobie konkretną godzinę na ich śledzenie.

Na początku tej sytuacji też doświadczyłam ciągłego aktualizowania stanu wiedzy o tym, co się dzieje, ale myślę, że nie można bez ustanku dostarczać sobie tak wielu bodźców, zwłaszcza przed zasypianiem.

Jak sobie radzić? To trywialne sprawy, ale moim zdaniem bardzo ważne: zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb, wysypianie się, jedzenie ciepłych posiłków, ale też dbanie o relację z bliskimi i wsparcie społeczne. To, żeby rozmawiać i spędzać czas z rodziną.

Równie ważna jest aktywność fizyczna, trudno o zdrowego ducha bez zdrowego ciała. Na pewno będziemy bardziej skuteczni w pomocy, jeśli sami będziemy modelować spokój. Nasza postawa musi być spokojna i pokazywać bezpieczeństwo, a to się nie uda, kiedy będziemy rozdrażnieni. Troszczmy się o siebie samych i o siebie nawzajem.

Jak świętować, kiedy świat stoi w obliczu gigantycznego kryzysu? Jak cieszyć się świętami wielkanocnymi?

Prawdopodobnie świadomość aktualnej sytuacji będzie z nami przez ten czas z większym lub mniejszym nasileniem. Jest to uzależnione od naszej wrażliwości i indywidualnych czynników. Święta mogą być trudniejszym czasem, bo mamy mniej obowiązków, a więcej czasu na myślenie. I tak jak poprzednio – po prostu przeżyjmy je w zgodzie ze sobą.

Jeśli czujemy, że mamy siłę na jakieś działanie i to może przynieść nam ulgę, zaangażujmy się. Jeśli natomiast nie chcemy się angażować, możemy skupić się na budowaniu dobrej atmosfery w domu.

Przed nami maraton, nie sprint, a być może nawet sztafeta. W momencie, kiedy jedna osoba działa, inna może odpocząć, a żeby utrzymać skuteczność działań i pomocy, trzeba się wymieniać. Święta możemy potraktować jako czas podładowania baterii.

Sprawdź: Czy wiesz, co niesiesz w wielkanocnym koszyczku?


OKIEM EKSPERTKI

mgr Patrycja Ptaszek

psycholog patrycja ptaszek psychika podczas wojny

Jestem absolwentką psychologii na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie, obecnie w trakcie certyfikacji w Szkole Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS. Prowadzę konsultacje indywidualne dla osób w różnym wieku, a także wspieram uczniów w Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących. Pomagam innym w podnoszeniu jakości życia i odnalezieniu wewnętrznych zasobów. Kieruje się tym, że to ludzie są z problemami, a nie problemy z ludźmi.

Artykuły z tej samej kategorii

Śladami babci Coco – kilka słów o meksykańskiej kulturze

Myślę, że niemal każdy, kto obejrzał animację „Coco”, zapragnął choć raz udać się do Meksyku, aby wchłonąć panującą tam atmosferę i poznać...

15 metrów w 6,64 sekundy – wywiad z Aleksandrą Mirosław

Aleksandra Mirosław nie ma sobie równych. Polska zawodniczka uprawiająca wspinaczkę sportową na czas wróciła z zawodów Pucharu Świata w Seulu nie tylko ze zwycięstwem, ale i rekordem świata. Na odpoczynek...

Zaczął żyć po utracie rąk. Wywiad z Przemysławem Wieczorkiem

Przemysław Wieczorek z okolic Aleksandrowa Łódzkiego udowadnia, że niemożliwe nie istnieje, a po każdej burzy przychodzi słońce. Były reprezentant Polski w para taekwondo w wieku 20...