poprzedni artykułnastępny artykuł

Polacy nie są podzieleni tak bardzo, jak się wydaje

Skąd biorą się podziały między nami i czy jeszcze potrafimy ze sobą dyskutować? Co trzeba zrobić, by zostać komentatorem politycznym? Na te i inne pytania odpowiedział w rozmowie z Kamilem Kijanką dr hab. prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie Sławomir Sowiński.

Kamil Kijanka: Czy Polacy rzeczywiście są tak podzieleni, jak mogłoby się wydawać?

dr hab. prof. UKSW Sławomir Sowiński: To dość złożony problem. Jeśli popatrzymy na polskie społeczeństwo z perspektywy szeroko rozumianych mediów, zwłaszcza tych społecznościowych, to rzeczywiście z łatwością dostrzeżemy wyraźne polityczne polaryzacje między nami.

Inaczej to jednak wygląda w życiu realnym. Tu, gdzie się uczymy, pracujemy, robimy zakupy, chodzimy na spacer. Tu polaryzacje też mają miejsce, choć są mniej wyraziste. Jesteśmy społeczeństwem jakoś podzielonym, ale podział ten jest bardziej różnorodny i mniej spektakularny, niż wydawałoby się to na podstawie niektórych obrazów medialnych.

Czyli ta polaryzacja nie jest aż tak zintensyfikowana?

Ona jest bardziej złożona. Przebiega nieco inaczej, niż chcieliby to przedstawiać politycy i media. Co nie znaczy, że problemu nie ma. Często jednak te podziały wynikające z naszych preferencji politycznych mają przełożenie na inne, równie istotne lub ważniejsze tematy, takie jak chociażby sytuacja na granicy lub walka z pandemią.

To są sprawy związane z wartościami podstawowymi: bezpieczeństwem, wolnością czy prawami człowieka. Choć i one w gruncie rzeczy są dziś też zabarwione politycznie.

W kwestii samej obrony granic nie ma sporu. Wszyscy jesteśmy zgodni, że należy ich skutecznie bronić. Kwestią sporną jest już jednak to, czy i jak można w tym wypadku postępować w sposób humanitarny. Jedni z nas uważają, że suwerenność jest sprawą nadrzędną, podczas gdy inni pytają także o godność człowieka, każdego człowieka, w tym także uchodźcy.

W sporze dotyczącym pandemii linie sporu przebiegają między akcentowaniem zbiorowego bezpieczeństwa a podkreślaniem indywidulanej wolności. Ale rozumienie tych wartości oraz grupy ich zwolenników w obu sprawach niekoniecznie się ze sobą pokrywają. Warto przy tej okazji zastanowić się, skąd te i inne podziały się biorą.

No właśnie. Skąd?

Sama polityka ze swej natury jest przestrzenią rywalizacji. To rywalizacja tworzy przywództwo polityczne czy konkurencję programów oraz idei. Warto też jednak zwrócić uwagę na społeczne przyczyny różnych polaryzacji – na przykład te pokoleniowe. Młodzi ludzie w sposób naturalny stawiają na wolność, a starsi potrzebują większego poczucia bezpieczeństwa. Młodzi są bardziej wrażliwi na ekologię i pytania o stan świata za kilkadziesiąt lat, podczas gdy starszych bardziej interesuje chociażby stan służby zdrowia, tu i teraz. Z kolei bardziej historycznie jedni z nas są gorącymi zwolennikami, a drudzy krytykami transformacji po 1989.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ważna dziś sprawa tożsamości. Dziś wielu z nas nie tylko chce jej doświadczyć, ale także jakoś ją wyrazić i zamanifestować. A we współczesnym ponowoczesnym społeczeństwie to właśnie polityka staje się często polem manifestacji i rywalizacji różnych tożsamości, co uławiają też media społecznościowe.

To musi potęgować spory. Powtórzę jednak: bardziej te wirtualne, symboliczne i polityczne niż te realne, w rodzinie, wśród sąsiadów, w pracy czy na uczelni.

Decision in Life or Business Concept. Standing on the Left and Right Arrow Direction. Top View

Poważne problemy, o których mówiliśmy wcześniej, powinny jednak nas łączyć we wspólnej walce, nie dzielić. Widzimy jednak coś zupełnie innego…

Wszyscy zgodzimy się chyba z tym, że w pewnych szczególnych sprawach musimy być razem, także w wymiarze politycznym. Wiele jednak zależy od tego, ile ma być tych wspólnych spraw. Pytanie też, jak długo taka abdykacja od debaty czy krytyki politycznej może trwać?

Sprawą, która winna nas łączyć trwale, są niewątpliwie żywotne interesy międzynarodowe Polski. Tak przez długi czas po roku 1989 się działo. W latach 90. też były gorące spory polityczne. A jednak do NATO czy Unii Europejskiej wprowadzała nas cała klasa polityczna. Od lewa do prawa. To skończyło się chyba kilka lat temu, gdy polityka międzynarodowa stała się zakładniczką rozgrywek wewnętrznych. Dziś mamy tego efekty. Nawet w tej chwili, gdy nad Polską zbierają się bardzo ciemne chmury ze Wschodu, to klasa wydaje się w sprawach międzynarodowych bardzo podzielona.

Mam jednak nadzieję, że za kulisami teatru politycznego, w tych najważniejszych sprawach politycy ze sobą współpracują. Choć mają czasem problem, by publicznie o tym mówić.

Pomijając sprawy międzynarodowe, warto zauważyć, że zgoda, która wycisza spór czy debatę – nawet w kwestiach trudnych – nie może jednak trwać wiecznie. Potrzebne są czasem trudne, ale ważne pytania, np. czy wystarczająco dobrze radzimy sobie z COVID-19, co należy poprawić? Można jednak taką debatę prowadzić, nie przekraczając ram wspólnego myślenia o państwie.

Czy my w ogóle jeszcze potrafimy rzeczowo ze sobą rozmawiać?

Myślę, że tak. Możemy to zobaczyć na naszych uczelniach, spotkaniach towarzyskich czy w gronie najbliższych. Pytanie, czy potrafimy ze sobą rozmawiać na scenie politycznej, czy też ten polityczny spektakl musi kończyć się wyłącznie kłótnią? Trochę jak u Gombrowicza, samym pojedynkiem na grymasy i miny. Tu jestem bardziej sceptyczny. Dziś trudno jest przebić się tym aktorom sceny politycznej, którzy pomimo swej wyrazistości chcą i potrafią rzeczowo rozmawiać.

Nie jestem jednak zupełnym pesymistą. Są takie osoby w polskiej polityce, które, tocząc ostry niekiedy spór, potrafią zachować rozsądek i szacunek do drugiej strony. Bez reklamowania tu poszczególnych nazwisk jestem przekonany, że każdy, kto interesuje się polską polityką, takie osoby na pewno dostrzeże.

Skoro już o Gombrowiczu mowa, większość z nas nie pójdzie raczej jego śladami i nie popłynie promem do Ameryki Południowej. Zostaniemy tutaj i będziemy przywdziewać maski. Czasem mam wrażenie, że nieważne co, ale kto mówi. Interpretacja zależy zaś od sympatii politycznych.

Polityka to nie tylko debata, w której na końcu zwyciężać mają argumenty. To także twarda gra o władzę. Taka jest jej natura. Czasami chodzi więc w niej także o budzenie emocji, przyciągnięcie uwagi wyborców. Elementem tej gry jest również intepretowanie faktów na swoją korzyść, przemilczanie tematów niewygodnych, a czasem kreowanie tych korzystnych.

Trzeba jednak pilnować granicy, za którą ta gra o władzę staje się zwykłym cynizmem, samym złowieszczym seansem czy po prostu kłamstwem. Taka granica z pewnością istnieje. Bardzo ważną funkcję w jej ukazywaniu mają niezależne media, których obowiązkiem jest nie tylko pokazywanie faktów, ale i konfrontowanie z nimi polityków. Ważny jest publiczny głos ludzi nauki, kultury, autorytetów społecznych.

Dużo słuchać i czytać, by poszerzać horyzonty. A co jeszcze trzeba zrobić, by zostać komentatorem politycznym?

W dobie mediów społecznościowych i powszechnego dostępu do informacji każdy z nas może łatwo stać się komentatorem polityki. Mam też wrażenie, że w tej chwili jest dość duże zapotrzebowanie na komentarz polityczny. I ten spontaniczny, i ten bardziej profesjonalny. Mniej więcej dwadzieścia lat temu byliśmy świadkami rewolucji, jaką było pojawienie się telewizji informacyjnych. One sprawiły, że polityczna gra trwa w różnych studiach od świtu do nocy. I potrzeba wielu jej recenzentów. Później doszło do upowszechnienia mediów społecznościowych. Jeśli więc ktoś chce komentować politykę, ma do tego dość szeroko otwarte drzwi.

W mojej ocenie nie ma jednak chyba czegoś takiego jak profesja komentatora politycznego. W każdym razie dla pracowników naukowych jest to jedynie uzupełnienie ich misji, którą jest akademia. Kiedyś z profesor Ewą Marciniak napisaliśmy tekst o tym, jak być profesorem komentującym politykę. Zakończyliśmy go puentą, że w świecie politycznych jupiterów profesor powinien pozostać gościem czy wręcz cudzoziemcem, a nie zawodowym jego aktorem.

Dodam też, że w opisie świata, także tego politycznego, bardzo pomagają intelektualne pasje i horyzonty. To, ile zobaczymy sztuk teatralnych i filmów, jakiej słuchamy muzyki, jak często odwiedzamy galerie i muzea, czyje wiersze znamy na pamięć, ile przeczytamy książek. To zawsze pomaga i procentuje. Warto więc robić swoje, ucząc się od innych wrażliwości, spostrzegawczości, sztuki skojarzeń i myślenia barwnymi obrazami.

Jak pozostać obiektywnym i uodpornić się na krytykę?

Nie jest to łatwe i nie ma na to prostej recepty. Wchodząc do studia, by komentować politykę, zwłaszcza naukowiec swe sympatie powinien zostawić w szatni. Trzeba się też zastanowić, w jaką rolę komentator wchodzi. Czy chce być tylko analitykiem wyjaśniającym złożoność politycznej gry, co pozwala zachować pewien dystans, czy też chce stać się recenzentem lub arbitrem, czego często oczekują media.

Wydaje mi się, że szansą, by w tym wypadku zachować obiektywizm, jest zasygnalizowanie skali ocen, których używamy do zbudowania naszej opinii. Na końcu jest to problem sumienia każdego z komentatorów.

OKIEM EKSPERTA

Sławomir Sowiński

polski politolog, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie nauk o polityce, nauczyciel akademicki i profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (UKSW), komentator polityczny.

Media społecznościowe zagrożeniem dla społeczeństwa? Czytaj Magazyn Koncept.

Artykuły z tej samej kategorii

Kenia – kraj Wielkiej Piątki, rajskich plaż i Masajów

Jak wygląda życie w stolicy Kenii - Nairobi? Jakie zwyczaje i smaki kenijskiej kuchni są warte odkrycia? Dowiedz się...

“Wszyscy mamy jakieś szufladki w głowie, które trzeba co jakiś czas otwierać.”

Były manager IT, teraz pisarz fantasy - Paweł Zbroszczyk dzieli się z nami swoim doświadczeniem i drogą, jaką przeszedł...

Mor W.A.

Powrót legend polskiego hip-hopu! Wigor, Peper i Łyskacz z zespołu Mor W.A. w specjalnym wywiadzie dla Magazynu Koncept. Co...