poprzedni artykułnastępny artykuł

„Opowiedzieli się po właściwej stronie”

Rozmowa z Januszem Kotowskim – dyrektorem pierwszego w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych

Marek Czertwan: Panie dyrektorze, kim byli Żołnierze Wyklęci?

Janusz Kotowski: Przede wszystkim normalnymi młodymi ludźmi pragnącymi czerpać z życia „pełnymi garściami”, uczyć się, studiować, pracować, świetnie się bawić. To ludzie z marzeniami, planami na życie, zakochani (szczęśliwie lub nie), przeżywający własne radości i smutki. Ale to też Polacy, którzy w dramatycznych momentach naszej historii potrafili opowiedzieć się po właściwej stronie.

Wyklęci to w ogromnej większości młodzi żołnierze, którzy już w roku 1939 stanęli do walki w obronie Ojczyzny, potem kontynuowali tę walkę w konspiracji, a gdy przyszło nowe komunistyczne zniewolenie (fałszywie nazywane przez niektórych „wyzwoleniem”) postanowili bić się dalej o wolną Polskę.

Czyli nie byli to – jak przez lata głosiła oficjalna propaganda – dziwni ludzie, którzy po wojnie z Niemcami dalej biegali z karabinami po lasach terroryzując spokojną okoliczną ludność zamiast zająć się „odgruzowywaniem Warszawy”

Ten propagandowy komunistyczny mit wciąż zbiera swoje żniwo.

Powtarzam, Żołnierze Wyklęci to najczęściej najdzielniejsi obrońcy Rzeczypospolitej, którzy podjęli walkę z najeźdźcą już podczas Wojny Obronnej. Ludzie tacy jak Witold Pilecki, Łukasz Ciepliński czy Zygmunt Szendzielarz walczyli za Polskę już w kampanii wrześniowej i nie przerwali tej walki po zmianie okupanta w 1944 i 1945 roku.

Ostrołęka, 50-tysięczne miasto na północno-wschodnim Mazowszu stało się siedzibą zupełnie wyjątkowej placówki na kulturalnej mapie Polski. Jakie cele przyświecały pomysłodawcom i twórcom Muzeum Żołnierzy Wyklętych?

Jak ktoś walczył, oddał życie za Polskę, za wolność swojego kraju i swoich rodaków, a przez lata próbowano wyrzucić go z kart historii i nazywano faszystą, bandytą czy zdrajcą – to trzeba starać się odkłamywać wieloletnią propagandę, przywracać cześć prawdziwym Bohaterom i dać współczesnym Polakom możliwość poznawania historycznej prawdy. Zatem tworzenie MŻW było naturalnym pragnieniem „wypełnienia powinności” wobec tych, którzy po latach strasznej wojny podjęli dalszą walkę z nowym, potężnym komunistycznym okupantem.

Czym wyróżnia się pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych?

Przede wszystkim wyjątkową tematyką. W przystępny, zgodny z najnowszym stanem badań historyków sposób, pokazujemy dramat czasów powojennych i niezwykłe zjawisko powszechnego w wielu częściach kraju oporu Polaków wobec siłowo wprowadzanego komunistycznego ustroju.

Wciąż nie wszyscy wiedzą, że w powojennej Polsce miało miejsce kolejne narodowe powstanie. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków walczyło z komunistami z bronią w ręku, dziesiątki tysięcy należało do siatek konspiracyjnych, kolejne dziesiątki tysięcy naszych rodaków zaangażowało się w pomoc walczącym (aprowizacja, informacja). Dochodzą do tego tysiące uczniów i studentów zaangażowanych w tzw. Konspirację młodzieżową. W sumie statystyki mówią, że w zmaganiach z komunistami wzięło udział więcej osób niż w powstaniu styczniowym. Zatem to było powstanie!

I my w Muzeum chcemy opowiadać o bohaterach tych zmagań o wolną Polskę.

W Polsce powstało wiele muzeów historycznych. Co jest wyjątkowego w dziejach Żołnierzy Wyklętych?

Z pewnością wyjątkowy tragizm ich losów. Jak wspomniałem, wielu Niezłomnych to obrońcy Ojczyzny z 1939 roku, żołnierze AK, NSZ czy innych formacji przez wiele lat walczących z hitlerowcami. To najodważniejsi z odważnych, którzy dokonywali czynów heroicznych. Rotmistrz Witold Pilecki poszedł na ochotnika do Auschwitz, by zebrać dowody niemieckich zbrodni, utworzył tam organizację konspiracyjną, a po brawurowej ucieczce walczył w Powstaniu Warszawskim. Łukasz Ciepliński, bohater znad Bzury, dowodził konspiratorami, którzy zdobyli plany, a nawet całe fragmenty tajnej niemieckiej broni rakietowej, która mogła odwrócić losy wojny. Oni i wielu innych to wielcy bohaterowie wojny z III Rzeszą. Za ich odwagę, poświęcenie i pragnienie prawdziwie wolnej Polski byli prześladowani, torturowani, zabijani i piętnowani mianem bandytów i zdrajców. Nawet po śmierci nie mieli spokoju, bo komuniści prześladowali ich rodziny jako „bandyckie”, a samym Żołnierzom odmówili nawet zwykłego pochówku. Do dzisiaj zdecydowana większość Wyklętych nie ma swoich grobów.

Komuniści traktowali polskich bohaterów gorzej niż hitlerowcy, a hitlerowców czasem lepiej niż Wyklętych. Podając przykłady, rotmistrz Pilecki przed swoją śmiercią w komunistycznym więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie powiedział do żony, że z tym, co robią mu komunistyczni oprawcy „Oświęcim to była igraszka.” Bili go do nieprzytomności nawet po wydaniu wyroku śmierci. Z kolei Łukasz Ciepliński pisał w grypsach do żony, że w celi siedzi razem z niemieckim żołnierzem. Hitlerowiec otrzymywał listy, a on – polski żołnierz – nie, a tak bardzo pragnął chociaż kilku zdań od rodziny.

Ludzki los Wyklętych był zatem ze wszech miar tragiczny. Za wierność Ojczyźnie, za walkę do końca, nagrodą była kula w tył głowy, bezimienny dół i oplucie w wielonakładowych książkach, komunistycznych podręcznikach i całej czerwonej propagandzie.

Ale przecież zdarzały się w latach powojennych dramatyczne incydenty z udziałem leśnych formacji, w których ginęli niewinni ludzie? Może dawało to pożywkę komunistycznej propagandzie?

Wojna to straszny czas. Ten czas niszczy etykę, moralność. Obcowanie ze śmiercią obniża ludzką wrażliwość. Wyklęci brali udział w wojnie na śmierć i życie. Byli żołnierzami, nie aniołami. Ogromna większość z nich wytrwała do końca w wierności zasadom, na które składali przysięgę. Walczyli o prawdziwie wolną Polskę, bronili ludności cywilnej, likwidowali donosicieli i zdrajców. Ale zdarzali się też tacy, którzy zdradzili, przeszli na drugą stronę. I byli też tacy, którzy „zbandycieli”, odeszli od zasad i wartości, którym przysięgali wierność. Spotykało się to zawsze z największym potępieniem organizacji konspiracyjnych. Ale był to wciąż margines, a za wszelkie wykroczenia przeciwko ludności cywilnej groziły najsurowsze kary, w tym kara śmierci.

Jednym z najważniejszych elementów wykorzystywanych przez komunistyczną propagandę była działalność tzw. grup pozorowanych. Wszystkie reżimowe formacje tworzyły grupy, które podszywając się pod podziemie napadały na wioski, gwałciły, mordowały i niszczyły, po czym „zostawiały wiadomość” że czynią to z ramienia NSZ czy formacji poakowskich. Do tego dochodziła, jak to w czasie wojny, działalność pospolitych przestępców. Ich zbrodnie także przypisywano Wyklętym.

Dziś, sięgając do źródeł, można jasno stwierdzić, że ogromna większość przypisywanych Wyklętym zbrodni to kłamstwo komunistycznej propagandy.

Dodać należy, że w każdej wojnie zdarzają się dezerterzy czy zdrajcy. Takowi byli w powstaniu listopadowym czy styczniowym. Nikt jednak dziś nie neguje potrzeby obchodzenia rocznic tych powstań, nikt nie dziwi się rozdziałom podręczników poświęconych tym zrywom narodowym. A wobec Wyklętych i podziemia antykomunistycznego wciąż natrafiamy na zorganizowany, pełen nienawiści opór.

Skąd zatem bierze się ta obecna walka z kultywowaniem pamięci o Wyklętych?

To bardzo smutne i, moim zdaniem, niepojęte zjawisko. Nawet po upadku PRL przez wiele lat nie pamiętano o naszych bohaterach. Do dziś toczą się dziwne spory, a wielu uznaje temat za „kontrowersyjny”.

Tymczasem dla ludzi, którzy nie są „ideologicznie zacietrzewieni”, sprawa jest oczywista. Po 1945 roku Polska była krajem zależnym od ZSRR. Władze komunistyczne służyły okupantowi, obcemu totalitarnemu państwu i nie posiadały żadnej demokratycznej czy prawnej legitymacji. Ci, którzy stawili im opór mieli ostatecznie rację, opowiedzieli się po właściwej stronie. 

A skąd spory, kontrowersje? To na pewno efekt zatrucia wielu umysłów przez powielaną do dziś propagandę. To efekt mentalności tych, którzy nadal jako bohatera postrzegają gen. Jaruzelskiego, błagającego o sowiecką interwencję wobec strajkujących robotników, a który wcześniej zaangażowany był w zwalczanie podziemia. Te „kontrowersje” płyną pewnie również z tego, że czasy, o których mówimy są historycznie niedawne, a jeszcze „nie wszystkie rany się zabliźniły”.

Prosimy jeszcze o kilka zdań podsumowania.

Historia Żołnierzy Wyklętych, którą przypominamy w naszym Muzeum ma wiele elementów tragicznych, ale ostatecznie ma optymistyczny wymiar. Nasze Muzeum nie jest smutne, pełne łzawej martyrologii. To placówka, która ukazuje ludzi pięknych, młodych, odważnych i wiernych ideałom do końca.

Ukazujemy dramaturgię czasów powojennych, mówimy prawdę o pogmatwanych losach Polski, ale najmocniej podkreślamy i ukazujemy postawy tych najwspanialszych, „czystych jak łza”, którzy pozostali wierni przyjaźni, bronili Polaków przed komunistycznymi zbrodniami, których postawy były dla wielu rodaków najważniejszym punktem moralnego odniesienia w odróżnianiu dobra od zła, którzy nie zrezygnowali z marzeń o wolnej Polsce – największej miłości ich życia.

Zapraszamy do naszego Muzeum!

Artykuły z tej samej kategorii

Stracone nadzieje

Dlaczego powstanie listopadowe pozostawiło tak silny ślad w historii Polski? Opowieść o buncie, walce z nadużyciami i upadku, który...

Czerwona zorza – kilka słów o rewolucji październikowej.

Chłodny poranek w Petersburgu odmienił bieg historii. Jakie znaczenie miała i nadal ma dla całego świata rewolucja październikowa?

Historia uniwersytetów na świecie

Dowiedz się, jakie placówki edukacyjne zapoczątkowały rozwój uczelni wyższych, i śledź ich ewolucję na przestrzeni wieków. Dowiedz się więcej...