poprzedni artykułnastępny artykuł

Plagiat nasz powszedni

– Nie uważam, żeby to było wielkie przestępstwo, ale powiem mu, że postąpił troszkę nie halo – tak Roman Kotliński, poseł Ruchu Palikota skomentował ostatnio fakt, że promowany przez niego licealista splagiatował petycję w sprawie usunięcia krzyży ze szkoły. To „troszkę nie halo” czyli plagiatowanie, przypisywanie sobie nie swoich tekstów, myśli, wypowiedzi czy nawet zdjęć to plaga ostatniej dekady. – Internet wiele tu popsuł, także pod kątem kulturowym. Studentom wydaje się, że można z niego czerpać bez końca jako z anonimowego źródła. A zły przykład idzie m.in. także z mediów, które niespecjalnie przejmują się tym, skąd biorą newsy – przyznaje prof. Wiesław Godzic, medioznawca, jak i promotor dziesiątek prac naukowych rocznie. Krakowski naukowiec nie jest w tej opinii odosobniony. — Porównaliśmy prawie 35 tys. tekstów jednego z wydawców z okresu styczeń 2009 — styczeń 2010 z tekstami na innych serwisach w sieci. Wyszło, że zapożyczenia dla niemal 7 tys. utworów wydawcy przekroczyły 20 proc. pierwotnego tekstu. W przypadku prawie tysiąca tekstów zostały one wykorzystane w więcej niż 70 proc. — mówił niedawno „Pulsowi Biznesu” Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl, zajmującego się wykrywaniem naruszeń prawa autorskiego m.in. w internecie. Być jak Madonna Standardem w niektórych mediach ogólnopolskich jest tzw. zawłaszczanie newsów. To metoda wykorzystująca mechanizmy znane z przyrody, gdzie zazwyczaj większy drapieżnik zjada mniejsze zwierzę. Trzymając się tego modelu, duże media „odkrywają” coś, co przed nimi wyszperał ambitny bloger lub ustalił lokalny dziennikarz. Niektóre redakcje do takich perełek dodają jednak czasem źródło inspiracji tematem lub pochodzenia materiału filmowego czy zdjęciowego. To źródło to…”internet” właśnie. Gra muzyka? Niekoniecznie. – Mechanizm plagiatu od wieków jest ten sam. Ci mniej zdolni, ale wciąż ambitni kradną pomysł y zdolniejszych – uważa Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc. Skiba jak z rękawa sypie przykładami polskich artystów, którzy na fali popularności np. Madonny, Rihanny czy Radiohead zaczęli kopiować nie tylko muzyczne pomysły gwiazd, ale i ich strategię marketingową czy okładki płyt. Tu przykład idzie z góry. – Krąży nawet taka anegdota o jednym ze znanych polskich kompozytorów, który wykreował już niejeden przebój. Tenże pan zanim zacznie komponować, kupuje w amerykańskim sklepie muzycznym 100-200 płyt z muzyką tamtejszych niszowych zespołów. Przywozi je do Polski i „komponuje” – śmieje się Krzysztof Skiba. Oszukać program Dowodem na skalę plagiatowej plagi jest biznesowy sukces spółki Plagiat.pl. Od kilku lat firma ta rozwija się całkiem prężnie, niczym spółki windykacyjne w czasie kryzysu. Nic dziwnego – z jej programu Antyplagiat, wykrywającego kradzież cudzych tekstów w pracach naukowych, korzysta już ponad 160 uczelni w Polsce. I nie ma dnia, by system nie znalazł pracy, która tylko udaje autorskie dzieło studenta, a w rzeczywistości jest efektem użycia trzech komputerowych klawiszy: Ctrl, C i V. – Antyplagiat spowodował, że studenci zaczęli bardziej uważać na przywoływanie źródeł i nie mogą już bezkarnie kopiować obronionych przez kogoś innego prac. Jednak jednocześnie jest mnóstwo nowych technik, oszukujących program – zaznacza prof. Wiesław Godzic. Wciąż ponad 250 uczelni nie kontroluje prac naukowych pod kątem kradzieży treści. Stąd nietrudno jest uwierzyć w anegdotę o tym, że praca o Web 2.0, napisana przez znajomego Sebastiana Kawczyńskiego została splagiatowana ponad 20 razy. Skąd to wiadomo? Znów dzięki internetowi, w którym można znaleźć tysiące prac naukowych, także tych sprzed kilku dekad. Minister jak Anioł Internet to w plagiatowej zarazie miecz obosieczny. Właśnie dzięki archiwalnym zasobom naukowym w sieci, tytuł doktora straciła Annette Schavan, minister oświaty w niemieckim rządzie. Na początku roku jej plagiat ujawniła grupa internautów, która pracę doktorską Schavan prześwietlała kilka miesięcy. – Nie przesadzajmy. W latach 80. robienie przypisów na maszynie do pisania było bardzo uciążliwe – tak część partyjnych kolegów rozgrzeszała panią minister. Ciekawe jak wyglądałaby linia obrony Michała Anioła. Właśnie okazało się, że artysta projektując kulę wieńczącą kopułę zakrystii bazyliki we Florencji, mocno inspirował się pracą starszego kolegi. I to nie byle kogo, bo… Leonarda da Vinci. – Pamiętajmy też, że w sztuce już wszystko było, więc łatwo wpaść na pomysł podobny do idei kogoś innego – tłumaczy jednak Piotr Bazylko, kolekcjoner sztuki jak i współautor bloga ArtBazaar. Swoje robi też czas: po wiekach rewelacje o zapożyczeniu Michała Anioła często traktujemy ze wzruszeniem ramion. Jak mawiał pewien anglikański pastor: oryginalność to tylko niewykryty plagiat. Choć to, zdaniem naukowców, jedynie część prawdy. – W środowisku akademickim rada na plagiat jest tylko jedna. Wszystko jest w rękach promotorów. Tam gdzie nie ma dobrej, regularnej pracy promotorów ze studentami, tam jest plagiat – kwituje prof. Godzic. A jak pracy ze studentami nie ma, to jest, cytując wspomnianego posła , „nie halo”.

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...