Goście z układu obok
Motyw obcej cywilizacji dosyć często pojawia się w kulturze. Spotkanie z przybyszami porusza naszą wyobraźnię na wielu płaszczyznach. Pierwszą myślą sporej części...
Przygody agenta 007 zostały przeniesione na duży ekran po raz pierwszy w latach 60. poprzedniego stulecia i od tamtej pory cieszą się niesłabnącą popularnością. Na przestrzeni lat zmieniali się aktorzy wcielający się w postać Jamesa Bonda, piękne towarzyszki głównego bohatera oraz antagoniści. Każda kolejna produkcja wywoływała i nadal wywołuje spore emocje. Podobnie jak przygotowywane do nich utwory.
Pierwszy raz kultowy motyw, bez którego trudno wyobrazić sobie przygody Jamesa Bonda, usłyszeliśmy wraz z wejściem do kin „Dr No” w 1962 roku. Jak to w przypadku niespodziewanego sukcesu bywa, każdy chciał ukroić dla siebie największy kawałek tortu. Autor ścieżki przewodniej Monty Norman musiał udowadniać swoje racje w sądzie, gdyż współpracujący z nim kompozytor John Barry także rościł sobie prawa do melodii. Ostatecznie to Norman dwukrotnie wychodził z sali sądowej z szerszym uśmiechem na ustach. Warto jednak oddać współtwórcy to, co cesarskie – John Barry stworzył muzykę aż do jedenastu filmów z serii.
Fakt, że nastoletniej piosenkarce przypadnie skomponowanie utworu promującego najnowszą produkcję o agencie 007 wzbudzał skrajne emocje. Jak pokazał czas, niepotrzebnie. W odpowiedzi otrzymaliśmy niezwykle klimatyczną piosenkę. Oczywiście znaleźli się także krytycy propozycji od Eilish, zarzucając jej brak fajerwerków czy rewolucji. Inni, łącznie ze mną, docenili tę smaczną propozycję i dali się przekonać, że warto poczekać na nowego Bonda. To nie czas… by umierać.
Utwór znany z trzeciej odsłony przygód najsłynniejszego brytyjskiego szpiega, mimo że ma już niemal 60 lat, do dziś uznawany jest za jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) spośród wszystkich wykorzystanych w serii. Piosenka w wykonaniu Shirley Bassey przyniosła walijskiej artystce sporą popularność i sprawiła, że potem jeszcze dwukrotnie była zapraszana do zaśpiewania tytułowych utworów do filmów o Bondzie. Co ciekawe, w nagraniach do „Goldfingera” brał udział także Jimmy Page, a za produkcję odpowiadał znany ze współpracy z Beatlesami George Martin.
Utwór promujący ostatni film o Bondzie z Rogerem Moorem w roli głównej szybko wzbił się na szczyty list przebojów. Kompozycję autorstwa Johna Barry’ego oraz Duran Duran nagrano z udziałem blisko 60-osobowej orkiestry. Pierwsze miejsce w amerykańskim zestawieniu US Bilboard 100 czy nominacja do Złotego Globu za najlepszą piosenkę filmową wcale nie dziwią. Rozrywkowy, zupełnie inny od poprzednich z serii charakter piosenki Johna Taylora i spółki w tym wypadku się sprawdził.
Spotkałem się z wieloma opiniami, że utwór ten ma w sobie sporo podobieństw z kompozycją „Goldfinger” i… w istocie, coś w tym jest. Ma w sobie jednak ten niepowtarzalny bondowski klimat, który doskonale pasuje do filmu z agentem 007. Poza tym ma jedną niepodważalną przewagę w osobie niesamowitej Tiny Turner.
Norweski zespół znany z takich przebojów jak „The Sun Always Shines On TV”, „Crying in The Rain” czy przede wszystkim „Take On Me” stworzył także piosenkę do produkcji o przygodach Jamesa Bonda. „The Living Daylights”, którego remiks znalazł się na trzecim albumie grupy rok po premierze filmu („Stay On These Roads”), również okazał się strzałem w dziesiątkę.
Co tu dużo mówić. Oscar, Złoty Glob, statuetka Brit Awards i czołowe miejsca na listach przebojów nie wzięły się z niczego. Piosenka w wykonaniu brytyjskiej piosenkarki hipnotyzuje od samego początku i zdaje się zawierać to, co w utworach do filmów o agencie 007 najpiękniejsze.
Tego utworu także nie mogło zabraknąć w naszej małej zabawie. Artystka z Atlanty doskonale wpasowała się w klimat produkcji. Jedna z najdłuższych kompozycji tytułowych z filmów o Jamesie Bondzie dotarła do dziesiątego miejsca brytyjskiej listy przebojów. Tytułowa piosenka z produkcji „Licencji na zabijanie” z udziałem Timothy’ego Daltona w roli agenta 007 zapada w pamięci na długo.
Gdzie „Thunderball” w wykonaniu Toma Jonesa? A „Tomorrow Never Dies” czy „From Russia with Love”? Filmy o przygodach Jamesa Bonda doczekały się naprawdę wielu udanych piosenek i trudno by było zmieścić je wszystkie. Propozycja od Billie Eilish sprawiła, że jeszcze bardziej nie mogę doczekać się obejrzenia najnowszej produkcji. Mam przeczucie, że nie tylko ja.