poprzedni artykułnastępny artykuł

Perwersyjna miłość do Rosji

Miałem przyjemność zjeździć Rosję i były ZSRR wzdłuż i wszerz. Nie ukrywam – moja miłość do tego regionu to miłość bardzo perwersyjna, bo Sowieci zrobili wiele, by każdy najładniejszy kawałek swojego kraju obrzydzić. Soczi, mieszkanie w bloku, w którym poznana na dworcu kobieta wynajęła nam pokój. W korytarzu ciężko oparty o ścianę w kucki siedzi mężczyzna – bełkoce, z ust cieknie mu ślina. Patrzymy na niego ze współczuciem – to pewnie niepełnosprawny brat tej pani. Gospodyni jednak nie wydaje się zasmucona, ani zaabsorbowana zachowaniem domownika. – To mój mąż, nie zwracajcie uwagi, miał dziś święto budowlańca – tłumaczy. I wszystko jasne – następnego dnia małżonek wyspany, ogolony, tylko trochę skacowany – swobodnie konwersuje jakby nic się nie stało. Święto to święto. Albo inna scenka. Dziki kemping nad Bajkałem – obok naszego namiotu swój obóz rozstawił pan Sława – ratownik rosyjskiego Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych wraz z bratem podpułkownikiem Federalnej Służby Ochrony, czyli takiego rosyjskiego BOR. Przyjechali ze swoimi żonami i dziećmi odpocząć nad jeziorem. Sława pił już kilka godzin, więc otwarta dusza ruska nie pozwala mu nie zaprosić polskiego gościa. W grę wchodzi niezwykle „zdrowy” bimber domowej rozmowy. Po paru głębszych toastach za polsko- rosyjskie braterstwo razem z gospodarzem udajemy się na brzeg Bajkału, gdzie w środku dnia na plaży pełnej kobiet i dzieci Sława komenderuje – „zdejmuj kąpielówki jak prawdziwy mężczyzna”, po czym sam nago zanurza się w chłodnych wodach jeziora. Wspólna biesiada kończy się utratą orientacji. Rodzina więc troskliwie układa Sławę na materacu koło namiotu – a niech sobie chłop odetchnie. I jeszcze taka. Tuwa, republika na południu Syberii – jedno z najbardziej oddalonych miejsc w Federacji Rosyjskiej. Tu nawet nie bardzo mówi się po rosyjsku i gdyby nie flagi nad budynkami, nie byłoby wiadomo, że to Rosja. Na skraju wsi Bajtajga rozsiadło się kilku Tuwińców – przedstawicieli skośnookiego ludu tureckiego. Gotują w wielkim garze kawał mięsa z kośćmi. Jeden w kaburze pod pachą trzyma posrebrzany pistolet, inny wielkim nożem odkrawa kawały baraniny. Wódka podawana jest w uciętej szyjce od plastikowej butelki. Między nimi kreci się pan bez nóg – stracił je pod pociągiem – jak wyjaśnia. Opowieści dotyczą wojny w Czeczenii, w której jeden z nich uczestniczył i Czyngis-chana, który miał pochodzić z Tuwy. Wszyscy mają ostro w czubie. Nagle pan bez nóg, by zabawić mojego 4-letniego syna bierze z ziemi pająka i go połyka. Chcemy się po cichu wycofać, bo atmosfera robi się coraz bardziej pijacka i nieprzewidywalna, do tego ta broń. – Musimy zabrać telefon, który zostawiliśmy do doładowania w sklepie w centrum wsi – tłumaczmy się. – Poczekajcie – mówi jeden, raczej nie ten najbardziej trzeźwy – zawiozę was. Zaprasza nas do gazika, a tam w bagażniku odkrywamy górę broni – strzelby i kałasznikowy. Po co tym panom taki arsenał, nie wiadomo, dlaczego nie boją się po pijanemu jeździć po wiosce, również nie. Podobno są pasterzami i strzegą swoich stad. Gdy wracamy ten z pistoletem słodko drzemie pod drzewem, a jego kompani obgryzają ugotowane gnaty. Po jakimś czasie udaje się nam opuścić imprezę bez strat własnych. Jądro ciemności Są to prawdziwe przygody i czytelnik pewnie pokiwa głową – ech Rosja. Ale one są tak naprawdę mało reprezentatywne dla tego kraju. Jednak niedoświadczony czytelnik może te obrazy pozostawione bez komentarza odebrać jako potwierdzenie swojej wiedzy nabytej po przeczytaniu reportaży takich tuzów polskiego dziennikarstwa jak Ryszard Kapuściński czy Jacek Hugo Bader. Im – dziwnym trafem – podobne przygody zdarzają się w Rosji raz na pięć minut. Okazuje się, że na Kołymie ludzie znają smak ludzkiego mięsa. Bajkał to jezioro 1000 km od cywilizacji, na którego brzegach chodzą białe niedźwiedzie, po drogach grasują bandyci, a milicjanci są jeszcze gorsi od złoczyńców. Wszędzie pijaństwo, nędza, złodziejstwo i prostytucja. Czytelnik ma przed oczami obraz jakiejś obłędnej dziczy, gdzie nie obowiązują żadne reguły, a tubylcy zjadają ludzi żywcem. A w tym wszystkim ten nieustraszony odkrywca, który odważnie patrzy śmierci w oczy. Niezbyt to zachęcające, jeżeli nie jest się fanem survivalu. Czy to jest prawdziwy obraz Rosji? Nie bardzo. Okazuje się bowiem, że obydwaj dziennikarscy mistrzowie stworzyli sobie osobny gatunek zwany „reportażem literackim” – gdzie rzeczywistość jest mocno podkoloryzowana albo czasami nawet, nie daj Boże, wymyślona. 9rosja_d 9rosja_b Trudna miłość Miałem przyjemność zjeździć Rosję i b. ZSRR wzdłuż i wszerz. Nie ukrywam – moja miłość do tego regionu to miłość bardzo perwersyjna, bo Sowieci zrobili wiele, żeby każdy najładniejszy kawałek swojego kraju obrzydzić. Sowiecka cywilizacja była cywilizacją brzydoty – koślawych domów, niedokończonych budów, błota, betonu i śmieci. O ile we Włoszech czy Francji miasteczka pięknie wpisują się w krajobraz, w Rosji wyglądają jak jakieś rakowe narośla. Do tego mamy wrażenie, że osady ludzkie z trudem wygrywają z przyrodą w walce o przestrzeń. Niesamowite jest zobaczyć na Kamczatce przepiękne, wręcz bajkowe pejzaże z wulkanami rodem z japońskich rycin, a u ich stóp ohydne rosyjskie blokowiska. Albo kilometry koślawych betonowych garaży na pięknym czarnomorskim wybrzeżu. Ale tak między nami – akurat my nie możemy się za bardzo czepiać, bo Polska z estetyki też nie słynie, a i 50 lat komunizmu zrobiło swoje. Do tego faktycznie w Rosji kontakt z przedstawicielami wszelkich instytucji państwowych i sprzedawcami w sklepie nie należy do najprzyjemniejszych, jednak nikt na życie nasze nie czyha. Na szczęście rosyjski lud pozostał przyjazny i niewinny, do tego szczerze zaciekawiony obcokrajowcami, szczególnie tymi mówiącym po rosyjsku. Człowiek spotykając Rosjan zachodzi w głowę kto dokonał tych strasznych zbrodni i po chwili dochodzi do wniosku, że to wina rosyjskiego czy sowieckiego państwa – a więc struktury będącej zawsze na zewnątrz, której Rosjanin nie ma ambicji kontrolować. Ot, taki piąty żywioł. Jednak wbrew temu co mówią o sobie Rosjanie, Rosję można pojąć i jest to kultura nam bliższa niż się wydaje. Ostatecznie zrozumiałem, że Rosja to Europa, gdy przepłynąłem Amur i znalazłem się w Chinach. Wtedy pojąłem, że Rosjanin jest Europejczykiem, choć nieco specyficznym, to jednak zwykłym sąsiadem, który ma swoje przyzwyczajenia i dziwactwa, kimś kogo mogę zrozumieć i vice versa. Różnorodność – błogosławiona i przeklęta Rosjanie mają jednak coś czego my nie mamy – różnorodność. Polska niestety utraciła ten przywilej – staliśmy się po wojnie nudnym narodem monoetnicznym. W Rosji możemy natknąć się na setki podbitych lub dobrowolnie zhołdowanych Rosji narodów, które jednak zachowują swoją odrębność. Rosja to nie tylko etniczni Rosjanie. Na Syberii natykamy się nagle na buddystów czczących Dalajlamę jak my niegdyś Jana Pawła II. Albo buriackich szamanistów, którzy chodzą do szamanów tak jak my do lekarza. Są tu Tatarzy, koczownicy mieszkający w jurtach, starowiercy – tacy rosyjscy Amisze. Rosja, a szczególnie Moskwa to Mekka wszystkich narodowości b. ZSRR. Różnorodność może być trudna, ale chyba to ona powoduje, że nawet ta dzisiejsza Rosja przeorana przez komunizm przeskakuje Polskę w dziedzinie kultury o wiele długości. Sytuacja obcowania z odmiennością zapładnia widać intelektualnie. Pisarze rosyjscy naprawdę potrafią konstruować powieści, które nie są jedynie zapisem rozterek autora, filmowcy robią filmy, na które chce się iść. Może w większym kraju więcej jest ludzi utalentowanych, a może żyją w ciekawszym kraju, w ciekawszych czasach? 9rosja_a 9rosja_c Wielki Step jest w nas Wiadomo jednak, że każde perwersyjne uczucie ma to do siebie, że męczy. I ja po każdym dłuższym pobycie mam ochotę na powrót do Polski i zaczynam na serio denerwować się postsowieckimi porządkami. I co śmieszniejsze, wjeżdżając do Polski z krajów b. ZSRR mam podobne wrażenie jak przy przekraczaniu granicy polsko-niemieckiej – wszędzie czystość i porządek, choć nasze wschodnie województwa nie imponują poziomem rozwoju. Jednak z pełnym przekonaniem twierdzę, że Polska częścią Zachodu nie jest i jeżeli się nią kiedyś stanie, będzie to koniec polskiego ducha. I dlatego chcę, żeby Polacy zachowali w sobie to, co najlepszego we Wschodzie – gościnność, ciekawość i odrobina szaleństwa. Dodajmy tylko do tego nasze umiłowanie wolności. Nie zapominajmy, że w końcu mieszka w nas kawałek Wielkiego Stepu.   Autor jest dziennikarzem Telewizji Biełsat

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...