poprzedni artykułnastępny artykuł

Odblokujmy Akademię

Odwaga, niezależność ocen, bezkompromisowość, uczciwość intelektualna – filmy, literatura, a i historia przedstawiają te cechy jako niezbędne dla wybitnego naukowca. Taka postawa budziła też największy szacunek w okresie PRL, kiedy odwaga mówienia tego, co się myśli kończyła się często odbieraniem uczelnianych katedr, i kiedy uczelnie walczyły z władzą o autonomię. Czy dziś, w wolnej Polsce, odważny niezależny umysł, ktoś na miarę Pawła Jasienicy lub wzorowanego na nim bohatera filmu „Róża” byłby wynoszony na piedestały i spokojnie robiłby karierę uniwersytecką? Czy polska akademia premiuje intelektualną wolność? Coraz częściej są co do tego podnoszone wątpliwości. Odżyły one ponownie po nieudanej rozprawie habilitacyjnej doktora i europosła Marka Migalskiego w Polskiej Akademii Nauk. Migalski uzyskał cztery pozytywne recenzje swojej pracy, a mimo to nie uzyskał habilitacji, co jest rzadkością w świecie polskiej nauki. Referat, którego nie obronił dotyczył… geografii politycznej Parlamentu Europejskiego, którą wydawałoby się zna nader dobrze. Jako naukowiec i publicysta przez wiele lat zajmował się w końcu polityką europejską. Do tego jest europosłem, a więc aktywnie w niej uczestniczy. Z pogłosek, które pojawiały się po nieudanej obronie Migalskiego wynikało, że mógł sobie zaszkodzić kilkoma twierdzeniami, które niezgodne były z poglądami jego egzaminatorów. Krytycznie odnosił się on do politologicznej teoretyki utrzymując, że tylko praktyk może zrozumieć pewne mechanizmy polityczne, uważał, że krytyki korzeni współczesnego państwa polskiego nie należy koniecznie łączyć z antysystemowością, krytykował prezydenturę Lecha Wałęsy. Można się zgadzać lub nie zgadzać z poglądami Migalskiego. Można cenić go lub nie jako polityka. Ale bez względu na to, czy faktycznie przyczyną niehabilitowania naukowca były jego poglądy, to mamy do czynienia z poważnym problemem, który sygnalizowany jest zresztą nie tylko w naukach humanistycznych. Jednym ze sposobów zmiany stanu rzeczy mogłaby być likwidacja habilitacji w ogóle. – Jestem w środowisku akademickim w radykalnej mniejszości, bo jestem przeciwnikiem habilitacji jako takiej. To mechanizm niekiedy blokujący rozwój najzdolniejszych naukowców, ale przede wszystkim stwarzający nadmierne gwarancje bezpieczeństwa. Po habilitacji jej posiadacz staje się w świecie akademickim kimś na kształt świętej krowy, może już nic istotnego nie robić – najwyżej nie dostanie tytularnej profesury. Ale może być profesorem uczelnianym do emerytury i blokować etat dla młodszych, którzy mogliby się wykazać znacznie lepszymi osiągnięciami naukowymi czy dydaktycznymi – mówi w rozmowie z „Konceptem” profesor Antoni Dudek. Tylko czy kogoś będzie stać na taką odwagę?   

Artykuły z tej samej kategorii

Niewidzialna korona

Wyobraźmy sobie ogród pełen różnorodnej roślinności. Znajdziemy tam rośliny pospolite i zwyczajne, takie jak rumianek, stokrotki, mlecze czy chabry. Pośród nich...

Pokolenie B16

Kiedy cały świat szykował się do hucznych sylwestrowych zabaw i radosnego świętowania rozpoczęcia nowego roku, w watykańskim klasztorze Mater Ecclesiae po kilku dniach...

Będąc młodym intelektualistą

Sztuka jest owocem osobowości i zdolności artysty oraz jego bycia w świecie. Otoczenie w którym przebywa ma znaczenie. Taką przestrzenią doświadczenia jest miasto ze swoją atmosferą...