poprzedni artykułnastępny artykuł

Oblana matura z ironii

Ironia jest jak tur albo tarpan. To coś, co dawno wymarło. Dawniej wymarła tylko autoironia. To już coś „bardziej martwego” od dinozaura, bo nie zostały po niej nawet kości. Polacy żart traktują dziś jak łom na „tych z drugiej strony”. A kto normalny sam siebie będzie łomem po głowie okładał?

Wprowadzenie do tegorocznych matur tematu ironii w lekturach uświadomiło mi, że we wszelkich opisach, definicjach encyklopedycznych i paraencyklopedycznych, jak niektórzy fachowcy wciąż nazywają Wikipedię, nie dodaje się tej formie stylistycznej jednej cechy. Jest tworem martwym. No, może przesadzam, ale poziom nierozumienia ironii jest dziś momentami wręcz imponujący.

Ludzie odbierają rzeczywistość przerażająco poważnie. Nie łapią żartów, więc żarty stały się dosłowne. Widać to po dołującym poziomie polskich kabaretów. Może trochę niekiedy sytuację ratują memy, ale tylko trochę.

Szczególnie że problem z ironią, jej łapaniem, zaśmianiem się z niej dla samego zaśmiania nie tylko po to, by złośliwie zarechotać z prawaka czy lewaka z tamtej strony, to tylko pikuś przy problemie dużo poważniejszym i mam wrażenie, że szczególnie dotykającym naszego kraju.

Kompletnym braku autoironii, czyli zdolności śmiania się z siebie. Spojrzenia na siebie w krzywym zwierciadle. Dystansu, który zdaniem psychologów jest gwarantem zdrowia psychicznego. Kiedyś bohater filmu „Chłopaki nie płaczą” zauważył, że „polskim gangsterom brak luzu”. Na tle dzisiejszej Polski ci komediowi, i ci prawdziwi gangsterzy sprzed 20 lat to była kopalnia wesołości i dystansu. Dzisiejszy Polak spina się, a jakąkolwiek kpinę z siebie traktuje jako śmiertelną zniewagę. Jeśli kpi z kogoś to nie tak, by rozładować napięcie czy wprowadzić lżejszą atmosferę, a po to, by dokopać, zranić, dać wyraz swoim emocjom. Spójrzcie na spory na Facebooku czy Twitterze. Czy tak nie wyglądają?

Myślę jednak, że ten brak dystansu do samych siebie nie jest przejawem siły, a kompleksów. Braku pewności siebie, który nakazuje na każdy żart reagować agresją jako obrazą majestatu. Inna sprawa, że te żarty między ludźmi też stały się trochę jak łomy, więc trudno inaczej reagować.

Spójrzmy na współczesne brytyjskie i polskie komedie. Bohaterowie pierwszych potrafią się śmiać z siebie, budząc zarazem sympatię. My mieliśmy kiedyś wspaniałego Bareję, dowcipnego Machulskiego, nawet dawnego Koterskiego, którzy z kpiną potrafili spojrzeć w lustro. Rozmaite straszne okupacje, które dotykały naszego kraju w ubiegłym wieku, miały jedną zaletę – wspaniale rozwijały poczucie humoru. Ludzie uczyli się łapać podtekst, szukać podwójnego dna. Dziś żart jest „ciężki” jak teksty piosenek Marii Peszek. Dziś żarty zaczynają wyglądać coraz częściej jak zabawy małp obrzucających się odchodami.

Jako dość uważny obserwator polskiego życia publicznego uważam, że to jeden z największych dziś problemów. A czy ja też go mam, ktoś zapyta? Nie wiem, szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nie, ale spróbujcie tylko ze mnie zażartować!

Dziś żarty zaczynają wyglądać coraz częściej jak zabawy małp obrzucających się odchodami.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...