poprzedni artykułnastępny artykuł

Nieznajomi czy znajomi?

Jak wiele tajemnic kryje się w telefonie przeciętnego człowieka? Czy będąc z przyjaciółmi jesteśmy w pełni sobą? Te i inne pytania stawia przed oglądającymi film „(nie)znajomi”, który chciałabym zaprezentować w styczniowej recenzji.

Robi wrażenie

Polskie kino komediowe znane jest ze sztampowych opowieści romantycznych. Oczywiste rozwiązania i podobna obsada sprawiają, że filmy te nie cieszą się zbyt dobrą opinią. Na przekór utartej konwencji powstał komediodramat „(nie)znajomi”, który cieszy się bardzo pozytywnym odbiorem dzięki świetnemu wykonaniu i przełamaniu schematu polskiej komedii. Reżyserem filmu jest wielokrotnie nagradzany Tadeusz Śliwa. Przyglądając się twórczości artysty można zauważyć, że zwraca on uwagę na detale, a jego prace charakteryzują się klimatem oddziaływującym na emocjonalność widza. I choć swoją działalność opiera głównie na tworzeniu krótkometrażowych filmów, to jednak „(nie)znajomi” są świetnie dopracowaną ekranizacją, w której widać rękę utalentowanego i doświadczonego artysty. 

Pożyczone nie kradzione

„(nie)znajomi” to film, który powstał na podstawie włoskiego oryginału „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Polska wersja jest wiernym odwzorowaniem oryginału, co wśród widzów wywołuje zróżnicowane emocje. Jedni uważają, że remake taki właśnie ma być, a inni twierdzą, iż naszym rodakom zabrakło wyobraźni i chęci do własnych interpretacji. Jest to kwestia sporna, lecz jednego nie można „(nie)znajomym” odmówić, a mianowicie że film świetnie zaadaptowano do naszej kultury. Dialogi aktorów są płynne i interesujące, a postacie stworzone specjalnie z myślą o różnorodności naszej społeczności. Film przedstawia typowe życie klasy średniej w naszym kraju i powszechnie znane archetypy matki polki, zajętych rodziców czy też mężczyzn macho. Śledząc kolejne wydarzenia fabuły, z łatwością możemy dostrzec, kogo reprezentują poszczególne postacie i tym samym rozważać różne interpretacje utworu. Moją szczególną uwagę zwróciła Maja Ostaszewska wcielająca się w rolę Anny. Monolog odegrany przez nią w apogeum akcji filmu był poruszający i zapierał dech w piersiach. Archetyp matki polki, zatroskanej o wszystkich wokoło, dużo bardziej niż o samą siebie, zdaje się być bardzo autentyczny w jej wykonaniu, a także nadal aktualny w naszym społeczeństwie. 

Znani nieznajomi

W obsadzie pojawiają się popularne twarze aktorów z wielu polskich produkcji. Są to jednak osoby dobrane z dużą starannością, gdyż wśród nich zobaczyć można postacie, które nie zdążyły jeszcze nam się znudzić, a przy tym ich gra zachowuje całkiem dobry poziom. Najlepszymi z nich są Tomasz Kot w roli Tomka, czyli ojca o dużej wrażliwości, Łukasz Simlat odgrywający nie wzbudzającego na początku sympatii małżonka Anny, a także świetna Katarzyna Smutniak w roli nerwowej matki w kryzysie małżeńskim. Uwaga w filmie jest równomiernie skupiona na każdej postaci. Nie ma jednego głównego bohatera, za którego historią podążamy. Pozwala nam to na rozpatrzenie problematyki filmu z wielu różnych perspektyw. Na wątki dotyczące poszczególnych postaci możemy spojrzeć bardzo indywidualnie, znajdując podobne problemy w samych sobie czy wśród naszych znajomych, nie zapominając przy tym o kontekście społecznym, który w polskim przekładzie odgrywa istotną rolę. Film ukazuje istotny temat zakładania “masek” w obecności innych ludzi, chowania trupów w szafie i budowania przez człowieka fałszywej fasady oddzielającej osoby z zewnątrz od tego, jacy naprawdę jesteśmy. Dzięki świetnie odegranym rolom dostrzegamy jak łatwo przychodzi nam udawanie, które z czasem staje się naszą codziennością. Przekaz ten jest dość oczywisty i czytelny dla przeciętnego widza, ale dzięki różnorodnym środkom wyrazu, które są niezbędne do stworzenia całego dzieła, możemy dostrzec wiele ukrytych znaczeń, które dla bardziej wymagających odbiorców stworzą możliwość głębszego spotkania ze sztuką.

Uczta dla zmysłów

Kompozycja ekranizacji jest bardzo spójna. Praca kamery, ścieżka dźwiękowa, światło, scenografia i tępo akcji tworzą pasujący do siebie obraz, do którego ma się ochotę wracać. Miejscem akcji jest mieszkanie w Gdyni, tam też rozgrywa znaczna część fabuły. Jednak filmowcy ukazując bohaterów z wielu perspektyw i przez różnego rodzaju przedmioty nie pozwalają nam się nudzić, a jednocześnie wzmacniają przekaz dzieła dotyczący ukazywania siebie innym poprzez osobiste maski. Kadry w poszczególnym kontekście robią wrażenie na odbiorcach i świetnie wykorzystują do tego scenografię, która również w wielu aspektach odwołuje się do niektórych przekazów utworu. Film wywołuje szeroką gamę emocji nie tylko dzięki grze aktorów, ale także poprzez dobrze dopasowane tempo przebiegu wydarzeń, w którym bardzo istotną rolę odgrywa cisza i momenty zatrzymania akcji. Podczas seansu wielokrotnie można złapać się na odczuwaniu napięcia i wyczekiwaniu na wyjaśnienie się kolejnych niedopowiedzeń, co świetnie wpasowuje się w klimat tragikomedii. Poszczególne elementy tworzą niepowtarzalną ucztę dla zmysłów.

Co w trawie piszczy…

Komediodramat ma na swoim koncie wiele pochlebnych recenzji jednak niejednokrotnie w porównaniach do oryginału wypada słabo, gdyż jest mu zarzucany brak innowacyjności i indywidulanych interpretacji. Osoby, które oglądały najpierw włoską ekranizację filmu, często zarzucają „(nie)znajomym” zbyt duże podobieństwo do włoskiej wersji. Na opinie dotyczącą ekranizacji mogła wpłynąć również promocja w której wziął udział Dawid Podsiadło, wypowiadając się przedpremierowo o filmie, a także umieszczając subtelne zapowiedzi w teledysku pojawiającej się w tamtym czasie piosenki „Najnowszy klip”. Wielu internautów jasno pisze o tym, że to właśnie piosenkarz zachęcił ich do udania się do kin. Sprawiło to, że zarówno film, jak i piosenka zyskała dużo więcej odbiorców.

Film, który można zobaczyć wiele razy

Jak widać film wywołał wiele różnorodnych komentarzy, co w mojej opinii jest również jego zaletą, gdyż mnie samą zachęciło to do obejrzenia go i samodzielnego, subiektywnego rozstrzygnięcia czy film był dobry, czy może jednak słaby. Moim zdaniem ekranizacja robi duże wrażenie, a emocje, które we mnie wywołała towarzyszyły mi długo po zakończeniu seansu. Praca kamery wydawała mi się niebanalna i to ona przede wszystkim zwróciła moją uwagę. Poczułam się dzięki temu zachęcona do szukania ukrytego przekazu w filmie. Produkcja w moim odczuciu jest na tyle dobra, że z chęcią obejrzałabym ją ponownie, aby jeszcze raz zastanowić się nad jej przekazem. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić (nie)znajomych i życzyć wszystkim zainteresowanym dobrego seansu.

Artykuły z tej samej kategorii

Detektyw w twoim domu

Kryminał jest gatunkiem bardzo popularnym w kinematografii i prozie. Filmy oraz seriale z zabójstwem w tle wciąż zaskakują nowymi pomysłami na błyskotliwe wyjaśnienia motywów i przebiegu...

Najpiękniejsze piosenki świąteczne 

Przed nami magiczny czas – Święta Bożego Narodzenia. Dni wytchnienia i radości, przepełnione zapachem domowych wypieków i jemioły. A także niesamowitych dźwięków. Nie tylko kolęd. Są takie...

Wieki średnie na twoim ekranie. Kingdom Come: Deliverance

Wierne oddanie historycznych realiów w grach wideo jest prawdziwą rzadkością. Produkcje osadzone w dawnych epokach nie silą się zazwyczaj nawet na przybliżone oddanie...