poprzedni artykułnastępny artykuł

Nie ma inteligencji 2.0

X jest, zdaje się, prawnikiem, adwokatem lub radcą prawnym. Poznałem go przez rodzinę znajomych. Jego ojciec też – z tego, co zrozumiałem – jest prawnikiem (i to niegdyś ważnym), więc X ma dużo pieniędzy. Apartament nad morzem, piękny dom w górach, duże mieszkania w Warszawie i Katowicach. X. często podkreśla też, że jest inteligentem, a także, że ten czy tamten jest „inteligentem”, „półinteligentem” lub „ćwierćinteligentem”. Reszta to chamy. Ja się załapałem na „inteligenta”, ale pewnie X ściemnia. Z moimi poglądami?

Xa poznałem przypadkowo w górach kilka lat temu. Nie była to długa znajomość. Zjedliśmy obiad, spędziliśmy wspólnie dzień, w końcu patrzyliśmy z góry na jadące biegnącą w dole drogą samochody. „Patrz, k… – zagadnął X. – Wiozą swoimi oplami te wszystkie pięćsetplusiaki, te swoje Dżesiki i Dejwidy nad morze, jak by nie mogli siedzieć we własnym gnoju”. W tym właśnie momencie straciłem zainteresowanie dalszą znajomością z kolegą Xem, które zresztą od początku było raczej umiarkowane. Ale trzeba przyznać chłopakowi, że w mojej głowie pozostał. Stał się archetypem, wzorcem z francuskiego Sevres, modelem doskonałym, ideałem platońskim człowieka, który dziś w Polsce czuje się inteligentem, choć nigdy nim nie był, nie jest i nie zostanie, bo nie ma na to szans.

Kiedyś mówiono, że inteligent powinien znać grekę i łacinę. Potem, że tylko łacinę. Nie powinien przeklinać albo powinien być potomkiem inteligentów w co najmniej trzecim pokoleniu. Ta ostatnia definicja to najlepszy bajer, patrząc logicznie, bo jak musimy być tymi inteligentami w trzecim pokoleniu, to nigdy nie było tego, który był w pierwszym, choćby i miałby to być praojciec Adam. Wniosek – nikt nigdy inteligentem nie będzie.

I tak trochę jest w naszych czasach. Znam faceta, który jeździ na różne fora gospodarcze, chodzi w staropolskim kontuszu, grubym pasie słuckim, czapce z piórkiem i uważa się za rycerza. Ale przecież nie jest rycerzem, bo rycerzy już nie ma, są co najwyżej rekonstruktorzy albo wariaci. A z inteligentami jak z rycerzami. Wymarli. Byli w XIX wieku, w gruncie rzeczy tylko na terenach Rosji i dawnej Polski. Rozmaici narodnicy, pozytywiści, część szlachty chcąca nieść kaganek oświaty w lud i część ludu chcąca się kształcić, by potem kształcić innych. Wszelkiej maści Judymy i Siłaczki.

Inteligencja była ważna po powstaniu styczniowym, bo zauważono, że ze zjednoczenia narodu generalnie często nici. W jednych miejscach chłopi rabowali dwory, ale były miejsca, gdzie szlacheckie dwory były ochraniane przez Rosjan przed polskimi powstańcami. Dzielnie walczyliśmy niemal przez dwa lata, ale Polak Polakowi często był wilkiem. Więc potem inteligenci starali się, by społeczeństwo było zjednoczone, wyedukowane, wybierali drogę kształcenia siebie. Po to, by poświęcić się innym, a nie zarobić na narty w Szwajcarii. Potem kontynuowali to przed wojną. Potem była wojna, niemieckie mordy, Katyń, a potem władze komunistyczne ogłosiły, że werbują „inteligencję pracującą” (w przeciwieństwie do tamtej, leniwej i burżuazyjnej). No i wtedy w gruncie rzeczy wszystko się skończyło. Inteligencja była formacją pewnego czasu jak rzymscy legioniści. Dziś jej nie ma. Ale pozostał X i tysiące mu podobnych, którzy czują się inteligentami i gardzą tymi, którzy nimi nie są, sami faktycznie będąc ich zaprzeczeniem.

A co z nami w tej sytuacji? Nie możemy zostać inteligentami? Nie, ale możemy zostać dobrze wykształconymi specjalistami, możemy rozwijać swoje zainteresowania, zostać erudytami, społecznikami, porządnymi przedstawicielami klasy średniej, naukowcami, obibokami lub królami życia. Wachlarz jest szeroki i mnie – szczerze mówiąc – opcji wystarcza.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...