poprzedni artykułnastępny artykuł

„Najszczęśliwsza jestem chodząc boso i czując słońce na twarzy”

Z Agnieszką Kołodziejską rozmawia Patryk Kijanka

Już od lat 80. XX wieku pojęcie globalizacji stało się przedmiotem badań naukowców.  W zasadzie określenie świata jako globalnej wioski nikogo dziś już specjalnie nie dziwi. Za sprawą stale rozwijającej się sieci powiązań społecznych, politycznych, czy ekonomicznych między państwami – przenikanie odmiennych kultur stało się powszechnym zjawiskiem. Zarówno wzrost wolumenów przepływu kapitału zagranicznego, jak i zwiększona otwartość granic międzynarodowych wpływa na globalną migrację ludności. Odległość także już dawno przestała stanowić barierę do poznawania świata. Dziś dzięki tanim biletom lotniczym jesteśmy w stanie na własną rękę udać się do wielu egzotycznych miejsc relatywnie niedużym kosztem. To wszystko sprawia, że coraz częściej mamy do czynienia z przedstawicielami różnych kultur. W 2002 roku w oparciu o Powszechną Deklarację o Różnorodności Kulturowej uchwalonej przez UNESCO 2 listopada 2001 roku – Zgromadzenie Ogólne ONZ ustanowiło Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej dla Dialogu i Rozwoju. Święto jest obchodzone 21 maja i ma na celu promować poszanowanie dla obcych kultur oraz związanego z nim dziedzictwa. Specjalnie z tej okazji swoimi przemyśleniami na temat różnic kulturowych postanowiła podzielić się  Agnieszka Kołodziejska – czyli posiadaczka jednego z najpopularniejszych głosów Radia Zet, prowadząca programu stacji Polsat Play „Polacy za granicą”, a także niezwykła podróżniczka, której lista odwiedzonych do tej pory krajów robi ogromne wrażenie.

Czy liczyła Pani ile krajów odwiedziła jak dotąd?

61 lub 62, muszę dokładnie sprawdzić, zabierałam się do tego kilka razy, ale zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. 

21 maja obchodzimy Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej. Biorąc pod uwagę długą listę odwiedzonych przez Panią miejsc  –  która obca kultura do tej pory zaskoczyła Panią najmocniej?

Największy szok kulturowy przeżyłam w Indonezji na wyspie Celebes (Sulawesi). Trafiłam tam na tradycyjny pogrzeb w Tana Toraja i była to najbardziej krwawa i z punktu widzenia Europejki okrutna uroczystość w jakiej brałam udział. Pogrzeby w tym miejscu bywają bardzo wystawne. Dopóki rodziny na pogrzeb nie stać, zabalsamowane zwłoki leżą w centralnym punkcie domu. Trudno w to uwierzyć, ale czasem leżą i czekają na pochówek latami. Jeśli kogoś stać na taki pogrzeb, a w takim właśnie bogatym uczestniczyłam, pod nóż idzie na początek kilkadziesiąt prosiaków, których zarzynanie nie budzi żadnych emocji. Więcej emocji budzi pojawienie się bawoła, ponieważ to święte zwierzę pomaga zmarłemu przejść na drugą stronę. Ciężko patrzeć na rytuał zabijania bawołów. Podrzyna się im gardło i patrzy jak się powoli wykrwawiają. Proszę sobie wyobrazić jaki odór unosi się w powietrzu, kiedy wokół leżą martwe zwierzęta lub ich fragmenty, a mamy 40stopniowy upał. Do tego taplające się w kałużach zwierzęcej krwi bose dzieci. Mocne przeżycie. 

Do reprezentantów której obcej kultury jest Pani najbliżej, a do których najdalej?

Chyba najdalej jest mi do świata muzułmańskiego. Niektórych zasad islamu nie byłabym w stanie zaakceptować w codziennym życiu. Jednak mam dużo pokory wobec tej religii, która jak każda bywa wypaczana przez interpretacje ludzi. Dobrze czuję się wśród Australijczyków. Australia to dla mnie taki idealny miks Europy i Stanów Zjednoczonych, fajne miejsce i fajni ludzie. 

Prowadzi Pani program „Polacy za granicą” – każdy człowiek posiada swoją niezwykłą historię i powód, który skłonił go do wyjazdu. Chciałbym zapytać jakie były najczęstsze przyczyny emigracji bohaterów Pani programu?

O tym już niedługo, przed wakacjami będzie można przeczytać w mojej książce – Polacy na emigracji. Każda historia jest inna i trudno uśredniać, ale wśród młodych Polaków dominuje dzisiaj ciekawość świata. Nie ma w nich już poczucia, że Polska jest domem, do którego trzeba wrócić i szukają dla siebie miejsc, które odpowiadają ich temperamentowi. Ale nie ukrywam, że poznałam wielu Polaków i wiele Polek, których za granicę przyciągnęła miłość. 

Czy według Pani emigranci zazwyczaj przyjmują lokalne zwyczaje i starają się stać jednym z miejscowych, czy raczej kultywują i wprowadzają swoje rodzinne tradycje za granicą?

To zależy chyba nie tyle od narodowości, co po prostu od charakteru konkretnego człowieka. Poznałam Polaków, którzy żyją w polskich bańkach, nie uczą się języka, nie zaprzyjaźniają ani nie asymilują się z lokalną społecznością. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, ale szanuję ludzkie wybory. Na szczęście więcej znam takich Polaków, którzy przez swoją ciekawość i otwartość są gotowi uczestniczyć czynnie w codziennym życiu i zwyczajach mieszkańców swojego nowego domu. Dziewczyna mieszkająca w Kuwejcie opowiadała mi, że zawsze gdy zaczyna się ramadan, stara się przy muzułmanach nie łamać jego zasad. Chodzi po prostu o poszanowanie kultury kraju, w którym jesteśmy gościem. 

Co Pani zdaniem jest najważniejsze w tym by móc odnaleźć się w egzotycznym kulturowo kraju? Czy trzeba mieć do tego specjalne predyspozycje?

Nie sądzę, by chodziło  o predyspozycje. To wszystko zależy chyba od tego jak zostaliśmy wychowani. Jeśli w poszanowaniu dla odmienności, to wszystko będzie ok. Szacunek (jego brak też) zwykle wynosimy z domu. Ważne, by postarać się być otwartym. Zarówno sercem jak i umysłem. To, co inne moim zdaniem może nas tylko  rozwinąć i wzbogacić jako człowieka. 

Czy według Pani generalnie Polska jest gościnnym krajem dla przedstawicieli innych kultur? Co możemy poprawić jeszcze w tym aspekcie?

Mam problem z jednoznaczną odpowiedzią na to pytanie. Nasza postawa wobec Ukraińców po wybuchu wojny w Ukrainie pokazała, że jesteśmy dopóty, dopóki obecność gości w żaden sposób nam nie zagraża. Jeśli w naszym odczuciu zagraża to szeroko pojętemu bezpieczeństwu i naszej strefie komfortu, to wtedy przestajemy być gościnni. Myślę, że ta sama zasada obowiązuje jeśli chodzi o naszą postawę wobec ludzi z innego kręgu kulturowego. Myślę, że to nie brak tolerancji tylko silnie rozwinięty instynkt przetrwania. 

Które podróżnicze miejsca wywarły na Pani największe wrażenie do tej pory, a które najbardziej Panią rozczarowały?

Raczej żadne miejsce mnie nie rozczarowało, chociaż były takie, które nie spełniły moich oczekiwań. Sztokholm, mimo że jest pięknym miastem, jest również w moim odczuciu najnudniejszym miejscem na świecie i gdybym miała tam mieszkać, to tylko za karę. Nieco więcej spodziewałam się także po australijskiej Tasmanii, tymczasem w niektórych miejscach czułam się jak na polskiej wsi. Za to ogromne wrażenie wywarły na mnie Hawaje, Jamajka czy Ekwador. No, ale ja mam słabość do egzotyki. 

Czy przeżyła Pani jakieś niebezpieczne sytuacje w trakcie swoich podróży?

Jeśli nie liczyć jednego bardzo natarczywego Kolumbijczyka na wyspie San Andres, to nie (uśmiech) – Pan nie potrafił przyjąć do wiadomości, że nie jestem zainteresowana relacją z nim o charakterze seksualnym…z opresji wybawiła mnie pewna Brazylijka. 

Jakie ma Pani podróżnicze plany na najbliższą przyszłość?

Chodzi mi po głowie Nikaragua. Coraz częściej sprawdzam ceny biletów  na ten kierunek, więc coś czuję, że to się wydarzy. 

Jeden z moich ukochanych dziennikarzy, pisarzy i podróżników –  Tiziano Terzani – powiedział, że podróżowanie niczemu nie służy jeśli ktoś nie ma nic w środku. Na koniec chciałbym zapytac czego Pani w takim razie szuka w trakcie swoich podróży oraz co sprawia, że kolejny raz ma ochotę spakować plecak i podjąć trud kolejnej wędrówki?

Ja z kolei słyszałam kiedyś, że podróżowanie ma sens tylko wtedy, jeśli jest do czego wracać. Nie zgodzę się z tym. Nie każdy potrzebuje zapuścić korzenie, niektórzy ludzie całe życie przeżywają w podróży i umierają szczęśliwi. Ja jestem ciekawa świata. Z każdej podróży przywożę też jakieś ciekawe znajomości, niektóre potrafią przetrwać naprawdę długo. Nie lubię również polskiego klimatu, więc nie ukrywam, że często uciekam za granicę przed pogodą.  Trochę też szukam swojego miejsca na emeryturę. Nie chcę się zestarzeć w Polsce. Moje stare kości nie będą chciały znosić polskiej zimy. Najszczęśliwsza jestem chodząc boso i czując słońce na twarzy.

Artykuły z tej samej kategorii

“Byłem, można powiedzieć, takim omnibusem”

Legenda polskiej piłki nożnej - trener Jacek Gmoch opowiada o swojej historii. Co zakończyło jego karierę piłkarską? Jak stał...

Nadzieja polskiego hokeja

Przeczytaj wywiad z zawodniczką kanadyjskiego zespołu Ontario Hockey Academy, nadzieją polskiego hokeja - Magdaleną Łąpieś! 🏒🇵🇱 Dowiedz się, jak...

„Czarne charaktery gra się trochę łatwiej”  Z Adamem Woronowiczem rozmawia Kamil Kijanka.

Artman z ,,Diagnozy'', Hepner ze ,,Skazanej'', pułkownik Wasilewskiego z ,,Czasu Honoru'' czy Darek Wasiak z The Office PL -...