poprzedni artykułnastępny artykuł

Nadzieja w komecie – felieton Wiktora Świetlika

Kłopotem scenarzystów filmów takich jak „Nie patrz w górę” jest to, że rzeczywistość często bywa bardziej szalona od ich wymysłów. Przez to trudno ją sparodiować, bo jak sprowadzić do absurdu coś, co już samo w sobie jest absurdalne? Mistrzów nie brakuje.

Oczywiście cynizm polityków, płytkość mediów, chciwość wielkich korporacji to wdzięczne tematy i niejeden film jeszcze o tym powstanie. Myślę, że jedną z kluczowych zmian, jakie zaszły w mediach w ostatnim czasie, jest to, że już niemal nikt nie przeprasza za napisanie bzdury, o ile sąd go do tego nie zmusi.

A sądy przeciążone, mają obostrzenia koronawirusowe, sprawy wloką się latami, więc hulaj dusza, piekła nie ma. Kiedyś jednak czasami przepraszano. Wiadomo, że duży serwis, portal, profil czy redakcja przewala taką liczbę informacji, że czasem musi się pomylić. Kiedyś w takiej sytuacji mówiono: sorry, pomyłka. Teraz?

Pierwszy przykład z brzegu. Znany gwiazdor dziennikarski przekazuje rzekome wpisy jednej z pań polityk, które pochodzą ze zhakowanego konta. Pisze je ktoś inny, kto dorwał się do twitterowego profilu nieostrożnej pani. Po jakimś czasie dziennikarz jest proszony, by wycofał swoje komentarze, przeprosił, bo odnosił się do ewidentnych „fejkniusów”, kłamstw. – To udowodnijcie mi to. Poza tym ona mogłaby to napisać – odpiera beztrosko i problem zamknięty.

Albo inny przykład. Dziennikarz, bardzo gniewny i nawiedzony, pisze tekst o jednej z instytucji publicznych. Warsztat faceta jest tak wykwintny i profesjonalny, że myli wszystko, imiona, nazwiska, powiela plotki, które przekazują mu ludzie, ewidentnie robiący sobie z niego jaja. W jego tekście naliczonych zostaje ponad 50 błędów. Co on na to? Zapowiada, że dalej będzie walczył. Zero refleksji, po chwili pisze kolejne teksty wypełnione błędami. Wszyscy się przyzwyczaili. Nikogo to nie rusza. Trochę śmiechu i lecimy dalej.

Pełna bezkarność, a zamiast luster używamy dziś komórek, w które łatwiej patrzeć, bo zawsze można założyć filtr. Może i tak, ale jednak nie wierzę, że coś takiego może trwać długo. Mam nadzieję, że nie skończy się tak źle jak w znakomitej satyrze wspomnianej na początku, ale jakoś bardzo dobrze się skończyć nie może.

Kiedy piszę te słowa, właśnie jest o krok od wojny na Ukrainie. Nie ma dla nas dziś nic ważniejszego, nie było od lat. Piszę to nie tylko do tych z Was, którzy z Ukrainy pochodzą, dziś cała Polska powinna tym żyć. Więc sprawdźmy.

Specjalnie z trybu incognito w komputerze, by algorytm nie dobierał pod moje preferencje, wchodzę na strony kilku największych portali i gazet, które pozornie zajmują się polityką. Jakiś Polak opowiada o swoim spotkaniu z Djokoviciem, byłą dziennikarkę chcieli oszukać w internecie, znana aktorka pomalowała sobie – przepraszam – cycki, Donald Tusk martwi się o los pana z piekarni, którego odwiedził, a politycy prawicy nawalają się z jakąś sztuką w teatrze.

Warto zatem popatrzeć w górę. Z nadzieją, bo tę głupotę może zakończyć chyba tylko kometa.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...