poprzedni artykułnastępny artykuł

Młoda Polska: Będąc młodym intelektualistą 97

Klimat światopoglądowy epoki Młodej Polski, nastawienie filozoficzne i postawy życiowe schyłku XIX wieku były w wielu środowiskach intelektualnych mieszanką symbolizmu i impresjonizmu, ale i dekadentyzmu, poczucia upadku kultury, fin de sciècle – końca wieku. Czy sytuacja sto lat później jest daleko inna?

Czy człowiek płynnej nowoczesności zapoznał się z dziedzictwem kultury i ją odrzucił? Czy raczej po prostu jej nie odkrył i wiedzie życie mającego ludzką postać hominida, który jak u Ludwika Szczepańskiego „wśród oceanu czarnej kawy płynie do wyspy Ukojenia”?

Nauka, wynalazki, odkrycia, druga rewolucja przemysłowa, technicyzacja społeczeństwa przełomu wieków wskazywały miejsce człowieka w świecie. Rozwój transportu, technologii, komunikacji, wytwarzania i udostępniania energii tylko pozornie wstrzymał poszukiwania sensu życia. Dlaczego właśnie wtedy człowiek zdał sobie sprawę z egzystencjalnej pustki? Skąd przekonanie, że nic nie zaspokoi jego duchowych potrzeb? Był to zarazem okres niebywale interesujących przemian umysłowych. Kryzys okazał się szansą.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer odsłania rozległą pustkę, którą przeszywa echo zasadniczych pytań bez odpowiedzi: „Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy, / dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza? / Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza, / człowiecze z końca wieku?… Głowę zwiesił niemy”. Przeświadczenie o końcu pewnej formacji kulturowej wyraził w cyklu Młoda Polska Artur Górski: „żyjemy w czasie wielkich bankructw idei, które niedawno poruszały umysły, wywoływały Wiosnę Ludów, były natchnieniem poetów”. Podobna aura unosiła się nad Sekwaną, co wyraził Maurycy Barrès: „umarli wszyscy bogowie albo odeszli daleko i tak daleko odsunął się nasz ideał życia. Ogarnia nas głęboka obojętność. Otępiała wrażliwość na cierpienie. Każdy wlecze się swoją drogą, bez nadziei, znudzony”.

młoda polska felieton greloff

Cóż zostało tym, którzy chcieli coś zmienić i iść naprzód? Wielkie zadanie na miarę geniusza, męża stanu i artysty: stać się przewodnikiem narodu! Ujmując to słowami z Wyzwolenia Wyspiańskiego: „Wykraść ten święty ogień, który tam płonie”. Polacy „na nikogo nie czekają, ale czekają ognia, żaru, który budzi, który daje siłę, moc, potęgę”. To dążenie potwierdzają też poezje Wyspiańskiego: „Nam trzeba za cenę życia / po ogień jasny iść, / przejść siedem czarnych bram, / przejść siedem czarnych pól, / aż się shartuje ból… / do samego dotrzeć ołtarza, / porwać ogień strzeżony, / zanieść w ojczyste strony — / to cel…”

Wykonanie tej tytanicznej pracy z wielkim zaangażowaniem i dbałością o doskonałość dzieła wymaga oddania swych sił i życia: „żem był w tych gronie / duchów — co zaród śmierci w łonie / noszą — ich czoła w cierniowej koronie — / co jedną pracą, ciągłem poświęceniem / przez życie świecą krótko — gasną prędko, / jak kwiat zwarzony bólem i cierpieniem, / a świat wspomnienie ich kryje milczeniem”.

Jest to zobowiązanie, które przyjmuje Wyspiański na życie tu i nawet tam, na drugim brzegu: „A kiedyś może, kiedyś jeszcze, / gdy mi się sprzykrzy leżeć, / rozburzę dom ten, gdzie się mieszczę, / i w słońce pocznę bieżeć. / Gdy mnie ujrzycie, takim lotem / że postać mam już jasną, / to zawołajcie mnie z powrotem / tą mową moją własną. / Bym ją posłyszał, tam do góry, / gdy gwiazdę będę mijał – / podejmę może po raz wtóry / ten trud, co mnie zabijał”.

Program przewodnictwa Wyspiański określi jasno: „Poszedłem błądzić w nieznane mi światy, / marzeniem senny — uczuciem bogaty, / a hasłem mojem: pro patria et fide”. Misja obejmuje służbę ojczyźnie, której nie było wówczas na mapie, i wzbudzanie wiary w narodzie. Młody Wyspiański szukał towarzysza tej wyprawy, wspinaczki na szczyt Parnasu, mitologicznej siedziby muz i Apollina. Wyłożył to w wierszu Czekam na cię, pisanym do jednego z kolegów: „Czekam na cię, bo mi smutno / samemu / bo nie mogę dojść do celu / mej podróży, / ale póty błądzić muszę, / aż drugą znajdę duszę, / bo za dumne za wieczne podwoje, / gdzie strażą uczucie i siła, / gdzie śmierć i sława czekają / i samotnika zaduszą, / zadławią i niepuszczają. / Dwu idących wpuścić muszą, / za dumne za wieczne podwoje / wchodzi się tylko po dwoje”. To donośne echo sprzed stu lat niesie otwarte zaproszenie. Wybrzmiewa i dziś w naszych uszach pobudzając ducha.

Zobacz więcej tekstów Jakuba Greloffa

Artykuły z tej samej kategorii

Niewidzialna korona

Wyobraźmy sobie ogród pełen różnorodnej roślinności. Znajdziemy tam rośliny pospolite i zwyczajne, takie jak rumianek, stokrotki, mlecze czy chabry. Pośród nich...

Pokolenie B16

Kiedy cały świat szykował się do hucznych sylwestrowych zabaw i radosnego świętowania rozpoczęcia nowego roku, w watykańskim klasztorze Mater Ecclesiae po kilku dniach...

Będąc młodym intelektualistą

Sztuka jest owocem osobowości i zdolności artysty oraz jego bycia w świecie. Otoczenie w którym przebywa ma znaczenie. Taką przestrzenią doświadczenia jest miasto ze swoją atmosferą...