poprzedni artykułnastępny artykuł

Młoda Polska cz. 2: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

To, co indywidualne, i to, co zbiorowe. Sprzeczność czy komplementarność? Dylemat ten dawał do myślenia w Młodej Polsce. „Artysta stoi ponad życiem, ponad światem” – głosił Stanisław Przybyszewski. Czy istotnie twórca ma jakieś nadludzkie cechy?

Ma intelekt, wiedzę, potrzebę dociekania prawdy i piękna, a zarazem umiejętność ich wyrażania poprzez pióro, pędzel, gest, dźwięk czy głos. Widzi więcej i odczuwa głębiej. Ale czy jest z innej gliny, czy podlega tym samym prawom kruchości życia? Czy może się wykoleić, popaść w psychiczną i moralną biedę, czy też jest mocarzem ducha? Słowem: czy istnieje ludzka hierarchia i czy twórca jest bliżej Stwórcy?

Młodopolscy artyści niekiedy pogardzali „pospolitym tłumem”, a ten odwzajemniał się „nieporadnej życiowo bezużytecznej” cyganerii brakiem uznania. Dawała o sobie znać opozycja: sztuka – życie. Tak widział to Kazimierz Przerwa-Tetmajer: „Evviva l’arte! Niechaj pasie brzuchy / nędzny filistrów naród! My, artyści, / my, którym często na chleb braknie suchy, / my, do jesiennych tak podobni liści, / i tak wykrzykniem: gdy wszystko nic warte: evviva l’arte!”

Zenon Przesmycki zaznacza, że zdolności nie zostały rozdane wszystkim, że „w ochlokratycznej równości zaprzepaściliśmy wszelką hierarchię”. Julius Zeyer świadom reguł publicznego poklasku pisał, że „gdy gromka sława przez ulice jedzie, / Natychmiast zapał wita ją niezmierny, / Ale gdy po niej przyjdzie myśl głęboka, / Na pewno znajdzie puste wokół place”. Odrzucenie widać pisane jest i wielkim. „Gdy mówią wszyscy, którzy nic do powiedzenia nie mają, a każdy prawie głos wielki i głęboki bez spółdźwięku i śladu śród zgiełkliwej zanika niemoty” – prorokuje Przesmycki.

Dla niego „wszystko to znajduje proste nader wytłumaczenie w inercyi cielesnej mas i eleuteryzmie duchowym genialnych wyjątków; w skłonności większej tłumów do tego, co bliżej ziemi, i odrywaniu się od tejże ziemi nielicznych duchów, czujących, że trzeba”. Przyznajmy mu na chwilę rację. Czy coś wynika dla nas z wielkiej filozofii, sztuki, literatury, jeśli stoi dalej na półce czy wisi w muzeum przez nas nie niepokojona? Przychodząc na świat, zaczynamy formację intelektualną od zera. Ale świat czeka na nas wypełniony Kulturą. Czy nie jest przez nas zbywana, jak ujął to Przesmycki, „poufałym poklepywaniem po ramieniu olbrzymów ducha”? I ze drżeniem pyta: „czy przyjdzie czas, gdy ani jeden z prawdziwych ducha mocarzy szerszym warstwom znany nie będzie”?

Wysłuchajmy tej gorzkiej krytyki do końca. Pytają nas, jak wywiązujemy się z roli odbiorców kultury, jaki robimy z niej pożytek? Przesmycki rysuje opis zatomizowanego społeczeństwa i spogląda, czy ktoś się w nim odnajdzie: „Ludzie, którzy dotąd przeważnie nic nie mieli do czynienia z rzeczami intelektualnymi, pozbawieni wszelkiej kultury artystycznej, nieznający żadnych tradycyj twórczych, ignoranci pod temi względami absolutni, zajęci zresztą zbytnio swą nową sytuacyą polityczną i społeczną, aby mogli interesować się rzeczami duchowemi”.

Czy artysta ma wyrażać się jasno, czy to naród ma się wysilić w pracy rozumienia? Tetmajer pyta: „Myśl swą, krew swą przemieniać w towar na jarmarku, / Szukać kupca i ducha przykrawać do miary?” Jak niesiona przez artystę myśl ma zadomowić się w narodzie? Jan Kasprowicz: „Byłeś mi dawniej bożyszczem, o tłumie! / Wiarę mą trawił twój żołądek wraży! / Dziś moja miłość już zgiąć się nie umie / Na stopniach twoich bezbożnych ołtarzy”.

W tym obrazie to nie naród jest oskarżany, to artysta wyrzeka się idola sławy, który mamił go i kusił by swe „być” zamienił na „mieć”. Pisze: „Myśli, uczucia, prorocze ekstazy, / Czystość poświęceń, rycerskie porywy, / Modły zachwytne, dyscyplinne razy, / Krwi stygmatycznej święty strumień żywy […] Wszystko to ginie w twej potwornej szczęce”. To jest ten moment, kiedy twórca musi dokonać wyboru. Na szalę rzucono to, co decyduje o życiu pełnią człowieczeństwa, a z drugiej strony wszystko, co daje wygodne życie: „Ty wrogu ducha! Stopami z ołowiu / Zdeptałeś kwiaty, które dłoń posiała / Bożego siewcy: na zwiędłym pustkowiu / Straszny dla duchów stawiasz ogrom ciała!”

Są twórcy, którzy z powodu trudu zeszli z wąskiej drogi prowadzącej do piękna. Są i ci, którzy idą dalej. Przed nimi dylemat: czy poddać się acedii i pozostać jednostką samotną w tłumie, czy ożywiać habitus operativus i zostać geniuszem dokonującym zmian. Dokąd nas zaprowadzi artysta upadły? Jak Charles Baudelaire „wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka”, czy jak Kazimierz Przerwa-Tetmajer: „z skrzydły złamanemi myśl ma, zamiast powietrze przerzynać bezdennie, włóczy się jak zbarczone żurawie po ziemi”.

I cóż teraz? Innymi drogami iść muszą lud i twórca? Czy nie mogłaby powtórzyć się Młoda Polska, ten tryumf kultury i „rewindykacja jej praw w polskim życiu”. Jest dla nas życiowe zadanie, które warto podjąć. Jest coś, o co warto walczyć, zostać „rybakiem idei zapatrzonym w głębię”.

Twórca i społeczeństwo są sobie dani i zadani. Kasprowicz zachęca intelektualistów: „Rozmawiać z Bogiem, / I ludziom krzyczącym i gniewnym / Nosić orędzie wieczności, / Pełne dalekich, tajemniczych westchnień, / Którymi wielki, miłosierny Pan / W dal towarzyszy ich losom”. Jest to powołanie polegające na tym, by brać z piękna i prawdy, przetwarzać je, interpretować, nadawać kształt i siać w świecie. To wyraża inwokacja Wyspiańskiego: „Zwól przez Cię w Tobie Ojca znać, / zwól, by był przez Cię poznan Syn, / zwól w Tobie Światłość światu dać, / zwól z wiarą wieków podjąć CZYN”.

Zobacz więcej felietonów Jakuba Greloffa

fot. Jacek Malczewski – www.mnp.art.pl

Polityka w sztuce – czy powinna się pojawiać? Czytaj w Magazynie Koncept.

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...