poprzedni artykułnastępny artykuł

Marcin Rosołowski: Krajewski mniej krwawy

Po śmierci Joanny Chmielewskiej Marek Krajewski pozostaje bodaj najpopularniejszym polskim autorem powieści kryminalnych – choć jego twórczość sytuuje się dokładnie na przeciwnym biegunie pisarstwa autorki „Lesia”. W przypadku wrocławskiego twórcy trudno jest bowiem mówić nawet o „czarnym kryminale”. Jeśli już, to o kryminale niezwykle czarnym, obficie zroszonym posoką. Przy Krajewskim Chandler jawi się jako autor pogodnych i dydaktycznych opowiastek dla młodzieży, a jego bohaterowie niczym wyjęci z moralnych przypowieści. Na kartach książek Marka Krajewskiego nie goszczą ludzie dobrzy – skala zamyka się między trochę złymi a szatańsko złymi. Najnowsza powieść Krajewskiego, pod jakże malowniczym tytułem „W otchłani mroku”, należy do cyklu, którego głównym bohaterem jest lwowski komisarz Policji Państwowej Edward Popielski – w tej powieści już były komisarz, ukrywający się w powojennym Wrocławiu, ścigany przez bezpiekę.  Krajewski odszedł od schematu, zgodnie z którym – a była to dotąd żelazna reguła jego twórczości – każda kolejna książka jest bardziej przesiąknięta krwią i okrucieństwem od poprzedniej. Krew leje się tu, można powiedzieć, oszczędnie. I chwała Bogu, bowiem opisy zmasakrowanych zwłok i scen tortur, podawane z precyzją sądowego protokolanta, przyćmiewały dotąd fabułę. „W otchłani mroku” spina wydarzenia współczesne z ponurą historią sprzed niemal siedemdziesięciu lat. Kluczem do rozwiązania intrygi jest zaś nie policyjne śledztwo, a filozoficzny spór. A wszystko to  w malowniczym (acz, jak to u Krajewskiego, ponurym) pejzażu zniszczonego Wrocławia. Z Urzędem Bezpieczeństwa i NKWD w tle. Nie zabrakło i postaci „dobrego Rosjanina”, która jednak razi swoją sztucznością. Krajewski zatoczył koło. Po niezbyt udanych eksperymentach z szokowaniem czytelnika okrucieństwem, wraca do stylu, który znamy z pierwszych książek o Mocku. Intryga ciekawa, a przyprawy, jak u dobrego kucharza, dobrane harmonijnie: krew, czarny humor, zaskoczenie – wszystko we właściwych proporcjach. Marek Krajewski: W otchłani mroku. Kraków 2013, Znak Marcin Rosołowski  

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...