poprzedni artykułnastępny artykuł

Kisiel w Odrze – felieton Wiktora Świetlika

Człowiek nigdy do końca nie przewidzi, jaki rejon Polski stanie się bohaterem medialnego sezonu ogórkowego. Ale co do jednego może być pewien – jak już zostanie, to dojdzie do piekielnej awantury, a stara zasada znana z serialu „House of Cards”: „nie możemy im powiedzieć prawdy, bo co powiedzieliby nasi wyborcy” – nabierze nowego kształtu.

W ostatnich latach mieliśmy więc zakopiańskie Krupówki, które zasłynęły kompletnym olewaniem obostrzeń pandemicznych. W czasie największego lockdownu knajpy zapełnione były ludźmi mającymi w nosie obowiązek noszenia maseczek. Dla jednych oczywiście stali się oni bohaterami walki z „sanitarnym faszyzmem”, a dla drugich symbolem głupoty, egoizmu i narażania innych.

Nieco wcześniej grany był temat bałtyckich plaż. To zresztą temat, który można by już uznać za stały element naszych wakacyjnych dyskusji, tak ważny jak dla starożytnych Greków kwestia honoru albo kwestia władzy dla Szekspira. No, mówiąc krótko, stały topos literacki.

Tak więc elity aktorsko-medialne obruszone są polskim pospólstwem, które za pięćset plus będzie zasłaniać widok na morze w Jastarni. Do tego dochodzą spory o parawaning, to, czy można palić, uwalnianie cycków i, oczywiście, czy posiadacze ubrań z oznakowaniem XXXL mogą stosować ten sam „dreskod”, co osoby mające garderobę z metkami slimfit.

Jak widać, trochę tego jest. A przecież mieliśmy też złoty pociąg i wiele innych starych, dobrych, wakacyjnych tematów.

Tegoroczny temat był jednak trochę inny, bo dotyczył rzeczy naprawdę poważnej – wysychania europejskich rzek i katastrof fauny i flory rzecznej. Krótko mówiąc tego, że ryby masowo zdychały w Odrze. Podobnie działo się w Renie, Łabie, rzekach francuskich, mówiąc krótko, mieliśmy do czynienia z poważnym problemem. Ale zaczęliśmy go rozwiązywać po swojemu.

Najpierw media i jedni politycy powiedzieli, że to przez rządzących, bo przez nich w rzece znalazła się rtęć. Potem tamci odbili, że żadnej rtęci nie ma. Ci pierwsi trochę przyznali, że faktycznie jej nie było, ale mogła by być. I wszyscy rzucili się sobie do gardeł, nieustannie posiłkując się tym, co mówią niemieccy politycy, badacze i media, bo przecież wiadomo, że w Polsce dziś nawet wody w rzece nie można zbadać, bo każde badanie z miejsca zostanie zanegowane przez tych z drugiej strony. Sytuacja w rzece nie wyglądała najlepiej, ale u nas trwała wszędzie sieczka związana z tym, kto jest głupi i kto co powiedział.

Dowiedziałem się, że grupa wędkarzy zaczęła przenosić niektóre karpie, amury i sumy, które były już ledwo żywe, do basenu z natlenioną wodą. Wszystkich ryb nie ocalą, ale przyczynią się po części do tego, że jak wszystko wróci do normy, Odra szybciej się zarybi.

Kiedy to piszę, jedne media właśnie grzmią, że grupa bezdusznych urzędników im to utrudniała, drugie, że tamte media kłamią, bo właśnie im to ułatwiano. Czyli zabawa trwa w najlepsze.

A Wy nie bądźcie smutni. Może to Wasz region, miasto lub rzeka w przyszłym roku staną się głównym tematem ogólnokrajowych zapasów w medialnym kisielu. Miłej zabawy.

Zobacz więcej felietonów Wiktora Świetlika

Artykuły z tej samej kategorii

Młoda Polska cz. 3: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

W rozkwicie młodości możemy dokonać rzeczy wielkich. Młode lata sprzyjają byciu czystej wody ideowcem. Czy można w tym czasie osiągnąć mądrość i uniknąć...

Kieszonkowe końce świata [felieton Wiktora Świetlika]

Z faktu, że oswajamy się z obecnością potwora, nie wynika, że przestaje on istnieć. Z faktu, że codziennie patrzymy na cierpienie, nie wynika, że jest ono mniejsze. Warto o tym pamiętać,...

Młoda Polska cz. 2: Będąc młodym intelektualistą WS 2022

To, co indywidualne, i to, co zbiorowe. Sprzeczność czy komplementarność? Dylemat ten dawał do myślenia w Młodej Polsce. „Artysta stoi ponad życiem, ponad światem” –...