poprzedni artykułnastępny artykuł

Kajś, gdzie są też moje korzenie [recenzja]

Laureat ostatniej Nagrody Literackiej Nike Zbigniew Rokita odkrywał swoją śląskość, pisząc nagrodzone Kajś. Ja dzięki jego opowieści zaczęłam zgłębiać własne korzenie. Język, jakim kopalnie, hałdy i familoki maluje autor, powoduje, że odzywa się w Tobie Hanys, nawet jeśli nigdy nie byłeś w Katowicach.

W Kajś Rokity śląska tożsamość rozkładana jest na czynniki pierwsze – pod lupę brane są szczególnie tereny geograficzne, historia XX wieku i język – zbiór etnolektów. Autor sprawdza, gdzie przebiegały granice zaborów, kto i po której stronie walczył w latach 1919–1921, jakie były motywacje powstańców, a co kierowało Ślązakami, którym później zaimponował Führer. Jeszcze ciekawsze niż propolskie lub proniemieckie powódki pragnących lepszego życia mieszkańców Śląska sprzed stu lat zdają się powojenne losy Ślązaków – tu Rokita bazuje już nie tyle na źródłach historycznych i rozmowach z naukowcami, co wspomnieniach członków najbliższej rodziny, którzy sami są apoteozą śląskości – słowiańsko-germańskim miszmaszem, zbyt piastowskim na Reich i za mało czerwonym na Polskę Ludową.

Recenzja

Sporo miejsca w swojej śląskiej analizie Rokita poświęca krajobrazom Górnego Śląska, usypanym nieużytkom obok kopalni, które mienią się za powietrzem gęstym od benzopirenu i ołowiu na tle zieleni, o jakiej raczej nie myślimy, wyobrażając sobie dziś tereny GOP. To błąd, bo lasów i parków w tych okolicach jest naprawdę dużo. Do tego dochodzi zabudowa z czasów zaboru, domy przeznaczone dla pracowników przemysłu ciężkiego, a w ich sąsiedztwie eleganckie pozostałości po możnowładcach z okresu rewolucji przemysłowej.

Śląskiemu pejzażowi przyglądamy się, czytając Kajś z zupełnie nowych perspektyw, w końcu jest inny niż wszystko, co polskie, nawet dla autochtonów to „Piąta strona świata”. Ten tytuł powieści śląskiego reżysera Kazimierza Kutza, będący następnie inspiracją dla bluesmana Jana „Kyksa” Skrzeka, a finalnie rapera Miousha, pokazuje, że kolejne pokolenia szukają śląskiego natchnienia, że artyści w swojej sztuce chcą dać dziś upust śląskości i apelować o lepsze jutro dla mieszkańców tych, nieco zapomnianych przez Warszawę, terenów.

Literaturę faktu czyta się dobrze, gdy jej twórca używa prostych porównań, pisze tak, jak by opowiadał, bez zbędnego nadęcia, odpuszczając sobie korzystanie z wymyślnych sformułowań i kolokacji na siłę – Rokita jest w tym fenomenalny. Nawet jeśli zdarza mu się nadmierna egzaltacja swoimi własnymi odkryciami, to ma do tego pełne prawo, w końcu bada historię swoich przodków i robi autorskie poszukiwania.

kajś Śląsk Katowice

Kajś: Ja także odkryłam swoją tożsamość

Jŏ tyż je żech ze ślōnskŏ, w 25%, z Górnego Śląska, krainy z pogranicza, w której mieszają się historie i języki, a dziedzictwo jest jedno – śląskie. Książkę Rokity przeczytał najpierw mój, pochodzący z Piekar Śląskich, a mieszkający od ponad 60 lat w Gdańsku, dziadek, ja sięgnęłam po nią dopiero po jego rekomendacji: „Wiesz, Oleczko, tak było, że się czekało, aż ojcowie wrócą. I że dzieci śmiały się z tych chłopaków, którzy powrotu ojców nie mogli się doczekać.”

Po lekturze znacznie bardziej realna wydawała nam się też historia wujka Pawła, który z Wermachtu przeszedł na stronę Anglików i na Śląsk wrócił w alianckim mundurze i osoba (do niedawna nieco mitycznej) „babki Schwarzki” – mojej praprababci, która, choć wychowała polskich patriotów, nie mówiła po polsku, a kluski lepiła w regionalnym wierzcheniu.

Mam wrażenie, że reportaż spełnia swoją rolę, gdy skłania czytelnika do refleksji i dalszego zgłębiania tematu – Kajś obudził we mnie śląskość, która, tak jak u autora nagrodzonej książki, spała gdzieś głęboko w duszy, przykryta elegancką płachtą utkaną wspomnieniami strony rodziny pochodzącej z najromantyczniejszych przecież Kresów Wschodnich.

Zbigniew Rokita pokazuje nam Górny Śląsk takim, jaki był i jest dziś naprawdę, dlatego to, co doceniła kapituła Nike i nagradzająca pozycję publiczność, z pewnością doceni też czytelnicze gremium „Konceptu”.

Artykuły z tej samej kategorii

Recenzje – czerwiec

W czerwcowych recenzjach polecamy Wam trzy tytuły: Little Shop of Horrors, Podwodne życie Jacques’a Cousteau, Papierowy księżyc. Sprawdź, co na ich temat...

Komiksy – sztuka wyższa czy bękart kultury?

Centrum Komiksu w Warszawie zajmuje wyjątkowe miejsce na mapie wielbicieli ilustrowanych nowel. Porozmawiałem z Jakubem, jednym z właścicieli, na temat znaczenia komiksu w popkulturze, a także...

Co obejrzeć? RECENZJE: Dawni mistrzowie, Lenny, Piosenki o miłości

Mateusz Kuczmierowski jak co miesiąc przygotował dla Was wyśmienite recenzje. W tym miesiącu dowiecie się, czy warto poświęcić czas na książkę „Dawni mistrzowie”...