poprzedni artykułnastępny artykuł

Jarosław Gajewski: Walt Disney bankrutował 5 razy – uodpornij się na bezrobocie

Jest taki całkiem trafiony dowcip, jak to rektor pewnej nobliwej uczelni mówi: – Poważnie zastanawiam się, czy nie otworzyć u nas nowego kierunku studiów: Bezrobocie. – Nie rozumiem, szefie – dziwi się współpracownik. – To proste. Chodzi o to, żeby nasi absolwenci byli jak najlepiej przygotowani do wejścia na rynek pracy.

Brak roboty jest w Polsce podlany sosem wstydu, obciachu i wykluczenia. A czy wiecie, że Walt Disney zanim zbudował swoją fabrykę filmowych snów, pięć razy zostawał bankrutem? Było to możliwe, bo facet nie oglądał się na państwo, pomoc, nie utyskiwał i wzrastał w kulturze, która chwilowe upadki traktowała jako szanse

Cholera wie tak naprawdę, czy to kawał. Bo patrząc na dzisiejsze trendy i wskaźniki, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że „lepiej to już było”, szanowna ferajno. Już blisko co trzecia młoda osoba (do 34. roku życia) nie ma roboty, w tym ponad 250 tys. absolwentów uczelni. Nakładając to na mapę Europy, sytuacja jest nieco schizofreniczna: mamy najlepiej wykształconych bezrobotnych. I wisienka do tego tortu – w ciągu dwóch najbliższych lat rynek pracy zaleje fala ok. 1,3 mln magistrów. To absolutny rekord w historii Polski.

Pudzian, Biedroń i fińskie feministki

Z boku zostawiam oczywiste oczywistości: że mnóstwo osób studiuje dla samego studiowania, że studiuje się u nas za długo, że samo kształcenie przystaje bardzo często do rynku pracy jak Pudzian do Biedronia, że zbyt duży tłok jest na kierunkach humanistycznych, albo kierunkach wydumanych bardziej od teorii fińskich feministek („Kobiety wybierają zawody, które polegają na bezpośrednim pomaganiu ludziom. Dlaczego nie pójdą budować domów, naprawiać samochodów?”). Że wreszcie 99 proc. absolwentów np. niemieckich uczelni znajduje pracę, a w Polsce 75 i procent ten z roku na rok pikuje. Nie sztuką jest wiedzieć, sztuką jest rozumieć. O zjawisku bezrobocia wszyscy wiedzą, problem w tym, że uczelnie wstydzą się je oswoić, otwarcie o tym rozmawiać i przygotować przyszłych absolwentów do odnalezienia się wkrótce w nie zawsze „pięknych okolicznościach przyrody”. Chodzi o to, by umieć znaleźć się zarówno w sytuacji szansy, jak i zagrożenia. Tymczasem, naszym uczelniom daleko do podejścia anglosaskiego, gdzie symbioza szkół wyższych ze światem biznesu, czy szerzej – rynku pracy jest owocnym standardem. Bliżej natomiast (niestety) do modelu włoskiego, gdzie powstałe niedawno na niektórych uczelniach „biura karier” wywołały wielkie „wow!”.

Japońskie korpo śrubki

Jednym z istotniejszych wniosków płynących z obecnego kryzysu gospodarczego, jaki zadomowił się w Europie i rykoszetem walnął w Polskę, jest fakt, że marzyciele projektujący nasz kraj jako państwo opiekuńcze a la kraje skandynawskie, muszą porzucić wszelką nadzieję. Im szybciej sami zadbamy o swoją gruboskórność i odporność na stały element naszej rzeczywistości, jakim jest bezrobocie, tym rzadziej będziemy odwiedzać urzędy pracy. Brak roboty jest w Polsce podlany sosem wstydu, obciachu i wykluczenia. A czy wiecie, że Walt Disney zanim zbudował swoją fabrykę filmowych snów, pięć razy zostawał bankrutem? Było to możliwe, bo facet nie oglądał się na państwo, pomoc, nie utyskiwał i wzrastał w kulturze, która chwilowe upadki traktowała jako szanse, a nie położenie się do snu w trumnie. W tym kontekście… cieszmy się, że Wałęsie nie udało się z Polski zbudować drugiej Japonii. W tamtejszej kulturze powinięcie nogi oznacza wieczne potępienie, a zdolność podejmowania do ryzyka wynosi 1 na stupunktowej skali. Tylko 1 proc. młodych Japończyków marzy bowiem o założeniu własnej firmy, a 99 proc. o dożywotniej pracy w korporacji i to najlepiej w charakterze śrubki.

A w Paryżu było „ą” i „ę”

12 listopada z wielką pompą odbyło się w Paryżu spotkanie, na którym unijni przywódcy dyskutowali, jak walczyć z bezrobociem wśród młodego pokolenia. Jak zawsze przy takich okazjach było sporo „ą” i „ę”, górnolotnego bełkotu i zapewnień, że „trzeba zrobić wszystko, by…..”. Aha, jeden konkret ujrzał światło dzienne: Bruksela przeznaczy na pracę dla młodych kolejnych kilka miliardów euro (ponad 6 już wyłożyła w ostatnich latach). W Polsce jak nie ma pomysłu na załatwienie jakiegoś problemu, powołuje się różnej maści komisje; bezradność Unii w rozwiązywaniu problemów przejawia się natomiast w wykładaniu kolejnych transz pomocy finansowej. Nie bądźmy naiwni – te pieniądze zapewnią tyle, że na bezrobocie nie pójdą ci, którzy będą je redystrybuować.

Spójrzcie na Zardzewiałego…

Dajcie zatem spokój roszczeniom i utopijnej wierze, że dobra wróżka o imieniu Pomoc zapewni przyszłość o jakiej marzycie, podczas gdy wy będziecie liczyć szklanki po wypitych piwach. Zresztą, co tu mędrkować, spójrzcie na naszego Zardzewiałego (on tak naprawdę się nazywa) – studiuje sobie europeistykę, a przy okazji wpada mu do kieszeni co miesiąc kilka stówek z pisaniny do „Konceptu”. Nie twierdzi, że chce być potem dziennikarzem – porozglądał się, pleców nie miał, wykorzystał szansę i zdobywa doświadczenie, nie musząc chodzić już w podartych skarpetach. Zresztą (i uważam, że na całe szczęście, a nie nieszczęście), co drugi polski magister nie pracuje w wyuczonym zawodzie. Mało jest dobrych dziennikarzy po dziennikarstwie, są historycy, którzy należą do absolutnego topu finansistów, nie brakuje korpo menedżerów po AWF-ie. Wypada mieć tylko nadzieję, że nie ma jednak chirurgów po archeologii. Ale to świadczy tylko o tym, że Polska to kraj, który ma ogromną przewagę konkurencyjną nad państwami starej Unii (albo strefy euro, jak kto woli). My wciąż możemy zbudować coś od nowa i na nowo. Tamci mogą już tylko nanosić poprawki.

Jarosław Gajewski

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Nowe otwarcia

Nowy Rok nieodmiennie kojarzy nam się z postanowieniami noworocznymi. Więc co robimy 31 grudnia? Otwieramy kajecik albo bardziej nowocześnie laptopa, i spisujemy co chcielibyśmy osiągnąć...

Od szklanki wody do zmiany życia.

Postanowienia noworoczne to z jednej strony tradycja – każdy z pewnością o nich słyszał i na pewno wiele osób je podejmowało, z drugiej strony z pewnością nie kojarzą się...