poprzedni artykułnastępny artykuł

Jakub Biernat: Jak dobrze zmarnować tydzień

Od mniej więcej XV wieku świat Zachodu opanowała mania niemarnowania czasu. Zapoczątkowali ją protestanci, którzy uznali, że porządny człowiek powinien w życiu zajmować się wyłącznie dwoma rzeczami – pracą, a w przerwach modlitwą. Etyka protestancka wprawdzie zbudowała potęgę Zachodu, ale z biegiem czasu wymusiła, zarzucenie jakiegokolwiek próżniactwa. I gdy ludzie zaczęli jako tako żyć i po kilku wiekach odzyskali prawo i możliwości do posiadania większej ilości wolnego czasu, okazało się, że stracili umiejętność prawdziwego próżnowania i wolne chwile zaczęli spędzać aktywnie, a nawet czasem zbyt aktywnie. Weźmy takie hobby – niegdyś ten przywilej klas wyższych był synonimem zajęć niepraktycznych, wykonywanych właściwie bez celu. Teraz nasze zainteresowania muszą być drogą do osiągania konkretnych i namacalnych celów. Dzieje się tak, gdyż współcześni ludzie obsesyjnie walczą, by nie zmarnować ani minuty, nawet gdy ze względów umysłowej higieny jest to jak najbardziej wskazane. Proponujemy zatem tygodniowy kurs zmarnowania czasu i wyrwania się z kieratu praktycznej aktywności 24 h na dobę.

Poniedziałek

Droga do pracy dla wielu z nas przestała być okazją do pogapienia się za okno i podziwiania krajobrazów. W komunikacji miejskiej, wg moich obserwacji, jedna czwarta pasażerów to osobnicy, którzy dziko zahipnotyzowani wpatrują się w ekrany swoich telefonów komórkowych. No bo jak to jechać autobusem i nie być na bieżąco co się dzieje na świecie i co się dzieje na Facebooku i Twitterze, Pudelku i dziesiątkach innych stron. Sam kiedyś byłem takim obsesjonatem, aż w mojej komórce przestał działać internet. I wtedy odżyłem, udało mi się przerzucić na książki lub na gapienie się za okno i rozmyślania nad przemijającymi porami roku, wyglądem przechodniów itp. Naprawdę warto!

Wtorek

Relaks. Dziś po ośmiu czy nawet dziesięciu godzinach uczciwej pracy np. w korporacji, typowy krawaciarz wbija się w strój dres i goni na siłownię lub ćwiczy maraton czy triathlon. To nic, że pali 20 papierosów dziennie i pije osiem kaw, by sprostać wysokiemu tempu pracy. Nie można pouprawiać sportów ot tak,  tylko trzeba zdobywać olimpijskie szczyty. Nie dziwota, że taki uwalony robotą i sportem człowiek nie ma siły ruszyć ręką ani nogą. Odnosi się wrażenie, że sport nie jest relaksem, ale rodzajem jakiejś ucieczki od samego siebie. Ale przecież zamiast forsownego marszobiegu można zrobić sobie po prostu przechadzkę połączoną z rozmyślaniem na tematy egzystencjalne. W końcu warto zdać sobie sprawę po co istniejemy.

Środa

Nie rozwijamy się, albo chociaż nie cierpimy z tego powodu, że się nie rozwijamy. Życie współczesnego człowieka podporządkowane jest mitycznemu rozwojowi. Często sam zainteresowany nie wie na czym polegać ma ta pozytywna zmiana: czy na większych zarobkach, większej ilości pracy, nauki? I stąd frustracje: „Już środa, a ja znowu się nie rozwijam”.

Czwartek

Wracamy z uniwersytetu, pracy wolnym krokiem oglądając twarze ludzi i zastanawiając się, kim są. Można się czasem nawet uśmiechnąć, choć pewnie zostaniemy uznani za niegroźnych wariatów. Marnujemy na to godzinę, ale z każdą minutą opuszcza nas stres. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy pępkiem świata.

Piątek

Piąteczek. Bawimy się na maksa. Impreza w klubach – muzyka, stroboskopy, nikt nikogo nie słyszy, wlewamy w siebie kolejne shoty. W efekcie budzimy się rano na ciężkim kacu, nie pamiętamy o czym, z kim wczoraj i co, a do tego z niejasnym przeświadczeniem, że zachowywaliśmy się nieznośnie. Może lepiej od czasu pójść z kolegami czy koleżankami na piwo i porozmawiać o życiu, polityce, o rzeczach ważnych, ostatnio przeczytanych książkach. Wróćmy do domu w miarę trzeźwi z przeświadczeniem, że otworzyliśmy przed kimś swoją duszę, i że coraz lepiej znamy własnych przyjaciół.

Sobota

Nie włączamy TV i nie oglądamy telewizji śniadaniowych, w których trzy czwarte zawartości to mniej lub bardziej bezczelnie ukryty „product placement”. Podobnie dzieje się z pismami kolorowymi. Hitem jednego z ostatnich wydań niezwykle popularnego dodatku dla kobiet do ogólnopolskiej gazety był wywiad z panią prowadzącą akcję „Poznaj swoją waginę”, sponsorowany przez producenta płynu do higieny intymnej. Ludzie! Z całym szacunkiem dla podtrzymującej wzrost PKB konsumpcji i komercji – ale nie wszystko jest towarem i takie artykuły prasowe podlewane płynami do intymnej higieny zbyt wielkiej wartości nie przedstawiają. Bo do końca nie wiadomo czy chodzi o poznanie swojego wnętrza, czy też podlanie go jakimś rzekomo cudownym eliksirem.

Niedziela

Galerie handlowe zdecydowanie odradzamy – zresztą dla większości męskiej części populacji jest to postulat zrozumiały, gdy się obserwuje tabuny znudzonych, ziewających facetów przemierzających Arkadie, Galerie Bałtyckie, czy inne Stare Browary. Niestety kulturowy przymus, rzekome wyprzedaże zmuszają polskie rodziny do odbywania cotygodniowego, nużącego rytuału. My proponujemy udanie się do kościoła, posłuchanie słów napisanych przed wiekami, zadumanie się nad ich sensem i wzięcie udziału w odwiecznych rytuałach. Niewierzący mogą zaś odwiedzić prawdziwe galerie sztuki. Wyprzedaże i tak są co kilka miesięcy i zdążmy jeszcze z nic skorzystać. Straconego czasu na głupoty nie zwróci nam nikt. Jakub Biernat socjolog, dziennikarz telewizji Biełsat fot. Victor Duval, Wielka Galeria Luwru c 1880, flikr

Obserwacja ukryta czy uczestnicząca? – jaką metodę wybrać do prowadzenia badań społecznych.

Artykuły z tej samej kategorii

W pułapce dwójmyślenia

Czy to, co uważamy za prawdę, rzeczywiście nią jest? 🗣 Czy nie zagubiliśmy się w wygodnym światku gotowych poglądów...

Ile oni zarabiają!

Instagramerki, patocelebryci, influencerzy - ile oni zarabiają? 💸 Czy to wszystko jest oburzające i niemoralne, czy może istnieje coś...

W labiryncie informacji

Kulisy dzisiejszych mediów, gdzie fakty miesza się z fikcją, a prawdziwość informacji staje pod znakiem zapytania. Czy zawsze to,...